Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieganie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieganie. Pokaż wszystkie posty
środa, 15 kwietnia 2015

bieg szpęgawski


W minioną sobotę wzięliśmy udział w biegu szpęgawskim. Z początku nie planowałem tam startować bo w zasadzie nie interesują mnie tak krótkie dystanse. Nie jestem jakimś sprinterem pędziwiatrem i raczej wolę te dłuższe biegi. Co się w takim razie stało takiego, że jednak zaliczyłem Szpęgawsk? Coś co jak dla mnie przejdzie do pięknej historii, może nawet spełnienie jakiegoś takiego małego marzenia, po prostu coś bardzo fajnego. Razem ze mną w biegu wystartowała moja mama!
wtorek, 31 marca 2015

II maraton Gocki - obczaj te klocki

Historyczna chwila - Pondżol na podium!

Po raz drugi udało nam się wystartować w maratonie Gockim w Wojtalu. W zeszłym roku zawody odbywały się jesienią, teraz organizatorzy postanowili przesunąć je już na marzec. Ma to swoje tzw plusy dodatnie i ujemne - we wrześniu pogoda była fajniejsza ale z pogodą to nigdy nie da się przewidzieć no i we wrześniu jest już niemal po sezonie, a w marcu to dopiero wchodzimy w to wszystko. Dobra co by nie było pogoda się oczywiście musiała schrzanić ale nie przeszkodziło to w zorganizowaniu po raz kolejny wspaniałych zawodów!
czwartek, 19 marca 2015

Takie buty




Dzisiaj nietypowy tekst bo napiszę coś tutaj o butach. W niejednych butach przyszło już nam biegać, w nogach mamy już teraz tysiące kilometrów, a boso nie biegaliśmy (jako ciekawostkę podam, że jest w Polsce taki koleś, niektórzy go kojarzą, który zwie się "Bosy biegacz" i wszystkie maratony, treningi nawet te zimowe biega... boso. Tak sobie wymyślił, zakręcony gościu). No więc wiele już butów przetestowaliśmy i nadal lubimy sprawdzać nowości i mieć coś nowego na nogach, żeby szukać sobie coraz to lepszy i wygodniejszych dla nas butów. Dość istotna sprawa. Po tylu kilometrach mamy też już swoich faworytów w tym aspekcie. 
wtorek, 3 marca 2015

Piszą o nas!

To się porobiło! Piszą o nas w gazetach! O czym dokładnie? O naszym bieganiu, biegowa trójka z małej wioski, tak to wygląda. No normalnie teraz to czeka nas sława i błyski fleszy, a za każdym rogiem może się czaić paparazzi! Zresztą nie ma co tutaj się wiele rozwodzić nad tym, odsyłamy was do artykułu: http://zblewo.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1473
poniedziałek, 23 lutego 2015

Nic na ostatnią chwilę czyli bieg urodzinowy w Gdyni



Za nami pierwsze w tym roku zawody biegowe. Jesteśmy cały czas w trakcie, tak zwanego przez nas, okresu przygotowawczego. Forma jeszcze nie jest najwyższa, jest już oczywiście progres, jest coraz lepiej ale to ciągle jeszcze nie to. Niestety w tym roku ta nasza "orka" (tak to określa Skarżyński w swoich księgach) nie jest tak sumienna jak byśmy tego chcieli. Wszyscy, z wyjątkiem Kosy bo dla niego początek roku jest rewelacyjny pod względem formy, zdajemy sobie sprawę że te przygotowania nie do końca poszły po naszej myśli. No ale co by nie było biegamy i przygotowujemy formę na wielkie zawody. Naszym pierwszym większym celem w tym roku będzie harpagan w Kaliskach gdzie mamy zamiar wystartować całą paką i plan jest taki aby ostro tam zaszaleć. A te zawody w Gdyni potraktowaliśmy raczej jako małe przetarcie, rozpoczęcie sezonu, sprawdzenie tego na jakim etapie obecnie się znajdujemy. Liczyliśmy również oczywiście na fajną zabawę i wspomnienia z tego startu. Dostaliśmy chyba wszystko to czego oczekiwaliśmy!
piątek, 6 lutego 2015

Zawody

Fragment naszej przewspaniałej trasy

Już teraz momentami słońce przygrzewa za dnia tak mocno, że można już z lekka poczuć nadchodzącą wiosnę. Albo to słońce chociaż przypomina, że jeszcze trochę i ta wiosna przyjdzie. A wraz z wiosną rozpoczyna się dla wszystkich aktywnych sezon. Zawodów oczywiście nie brakuje i na dobrą sprawę jakby ktoś chciał, miał tyle siły, czasu i kasy to mógłby startować w zasadzie co tydzień. Myślę tutaj zarówno o tradycyjnych biegach jak i zawodach na orientację. 
wtorek, 21 października 2014

Nawet Zbigniew Boniek gratulował! – relacja z Harpagana 48




W dniach 17-18 października, w nocy z piątku na sobotę, a potem przez niemal całą sobotę, odbywała się 48 edycja Ekstremalnego Rajdu na Orientację Harpagan. Bazą zawodów był Zespół Szkół w Lipuszu.
Tradycyjnie już, bodajże po raz 11, wystartowałem na trasie pieszej 100 km (TP 100).
środa, 15 października 2014

Harpagan 48


Harpagan 48 brzmi trochę jak Kaliber 44. Kto słucha hip-hopu, ten wie, że Kaliber 44 to rzecz mocna, a kto bawi się w marsze na orientację, ten wie, że Harpagan (nie tylko 48, a właściwie wszystkie poza 48, bo 48 się jeszcze nie odbył) to też rzecz mocna.
Zostały już tylko dwa dni. O godzinie 21:00, w piątek, nastąpi start do kolejnej edycji tego legendarnego ekstremalnego rajdu na orientację. Tym razem rywalizować będziemy w Lipuszu pod Kościerzyną. Dla mnie to o tyle ciekawa lokalizacja, że rzadko tam zaglądam. Zastanawiam się, jakie niespodzianki przyszykują dla mnie te dziewicze tereny.
czwartek, 2 października 2014

Się samo biegnie

cośtamzaur ha ha
Nadeszła, jak zawsze w tych ostatnich latach, złota Polska jesień. To jest właśnie taka jesień jak to opisywał Sienkiewicz i Kochanowski w swych trenach - złota Polska jesień liśćmi usłana tak bardzo wielobarwnie. Jest na prawdę z werwą. Chce się biegać, chce się żyć, chce się do księżyca wyć. Jest na prawdę pięknie, nogi się same składają do biegu ha ha. Jeśli chodzi o mnie np. o moją skromną osobę to dla mnie nadejście jesieni równoznaczne było z nadejściem dobrej formy. W tym roku scenariusz się powtarza, jak pory roku Vivaldiego. Wyobraźcie sobie teraz sami, chociażby patrząc na ten wpis, jaki teraz jest duży pozytyw w naszych szeregach! Nawet Kosa się wreszcie odmulił ze swoim bieganiem i teraz biega po lasach jak rexozaur biegozaur ha ha. Dobry czas, łapiemy powietrze wielkimi chaustami. W końcu ostatnie takie promienie słońca tego roku, trzeba jeszcze zgarniać garściami gorące światło bo potem to wiecie co to będzie. 

wtorek, 30 września 2014

I Gocki Maraton


Bardzo fajnie udało nam się spędzić ostatni weekend września. Dowiedzieliśmy się, że zupełnie niedaleko nas bo w Wojtalu (toż to prawie pod domem) organizowany będzie maraton. Trochę zaskoczka bo nie było za wiele informacji o tym biegu, no i "że w Wojtalu ma być maraton???" No ale nasz ultramaratończyk Kosa gdzieś takie informacje wydostał, zachęcił mnie do startu, a jak się później okazało również Ola wyraziła chęć startu. I dobrze zrobiliśmy bo to były piękne zawody!

niedziela, 21 września 2014

Grodzisko na szybkości

U wrót grodziska takie ludziska

Niemal cały sierpień oraz słoneczny wrzesień spędziliśmy biegając po okolicznych lasach. Jak sarenki pośród borówek. Czasami też jakiegoś grzyba po drodze spotkaliśmy, tak na szybkości. Znowu się porządnie rozbujaliśmy. Kosa przecież zrobił tylko w sierpniu 500km, ja też zacząłem regularnie biegać, no i dla mnie wrzesień to zawsze jeden z najlepszych miesiąców do biegania. Aura, cała przyroda i powietrze sprzyja dobrym treningom. Nasze bieganie wygląda więc teraz całkiem nieźle, też nie do końca jest tak różowo bo Kosa się oczywiście trochę zajechał i przetrenował, a ja z kolei nie mogę wrzucić piątego biegu jakoś. No ale! Po wczorajszym treningu na dyszkę, biegło się bardzo przyjemnie i stwierdziliśmy ochoczo "ty to może pojedziemy do tego Owidza na ten bieg?"

Sportowcy na start!!!!!!!!
Tak też zrobiliśmy i dziś spędziliśmy sympatyczny, miły dzionek. Na sportowo w pogańsko-słowiańskim plenerze w grodzisku Owidz. Czyli tak jak lubimy  Super miejscówka! Taki Biskupin w pigułce. Chyba, tak myślę bo Biskupin to tylko widziałem na zdjęciu w podręczniku od geografii jeszcze w gimnazjum. No ale chyba tak to tam jest. Miejsce na prawdę z ciekawym klimatem i fajnie, że ktoś tutaj wpadł na pomysł organizacji takiego biegu. Tym bardziej fajnie, że jest to bieg przełajowy! Dodatkowo okolice wokół grodziska są na prawdę malownicze i atrakcyjne. Tyle było argumentów za, że jak już postanowiliśmy to się wiele nie zastanawialiśmy. 

Jakiś wieśmin w drewnianej chacie
Trasa do lekkich nie należała bo ciągle tylko z górki na górkę w piach z górki i tak wkoło macieju. Te ostatnie wzgórza pod grodziskiem to ja wbiegałem na jakimś ostatnim wdechu, nogi z waty, zęby w piach. Końcówka tytaniczna. A jakby tego było mało to długimi odcinkami na trasie z dróg wystawały kocie łby. KOCIE ŁBY no kto to tak nazwał??? Trzeba tam było umiejętnie przebierać nogami, żeby jakiś czas ukręcić i się jeszcze nie wykopyrtnąć. Do tego wszystkiego należy dodać prędkość ponad normę (przynajmniej w naszym wykonaniu) bo my w takim tempie to nie przywykliśmy biegać. Przy takim ruchu to z trasy jedynie jakieś migawki się pamięta. Drzewo, mostek, policjant, słupek, koci łeb, górka. Dystans też dla nas niecodzienny bo na piątym kilometrze to my zazwyczaj łapiemy rytm. Tak więc już od startu do samej mety trzeba było łanie popylać, żeby z tej mąki dało chleb. 

Łucznik na wieżyczce. Numer 70

I udało nam się to całkiem nieźle bo czasy na 5km wykręciliśmy następujące:

Czępa - 20min 10sek miejsce 39
Radek - 19min 40sek miejsce 29
Szogun - 19min 34sek miejsce 27



A startujących wszystkich było razem 128 osobników. Czyli wypadliśmy całkiem przyzwoicie!

Paka z pucharu Borów Tucholskich
PBTowcy przez niemal cały dystans trzymali się blisko siebie i tak aż do mety  taka ekipa!

Jesteśmy dziś zadowoleni z naszych wyników bo na tak krótkich dystansach czujemy się dość niepewnie, a tymczasem wstydu nie ma i jakiś tam poziom trzymamy  Może warto od czasu do czasu jeszcze nad szybkością popracować?



Przy okazji biegu można było również za friko pozwiedzać sobie Grodzisko Owidz. Okazja jak ta lala, jak za free to zawsze korzystamy. Trzeba przyznać, że Grodzisko robi wrażenie i udało im się uzyskać tą dawną, tajemniczą atmosferę w tym miejscu. Zwiedzanie jak najbardziej na plus. Nawet tam kozy były i owce. 

Pastuszki. Owce oddamy, z rodowodem, szczepione, zrobaczone


Teraz w przyszłym tygodniu być może zaliczymy kolejne zawody, tym razem w Wojtalu. Trzeba kuć żelazo póki gorące!
czwartek, 17 kwietnia 2014

Orlen Warsaw Marathon 2014


Na ten dzień czekaliśmy długo. Można powiedzieć, że czekaliśmy na niego jakieś mniej więcej pół roku. Wtedy właśnie rozpoczęliśmy dłuuugie i żmudne przygotowania do naszego debiutanckiego maratonu. Niemal pół roku ciężkich treningów, wzlotów i upadków, wiele przygód i historii wydarzyło się w tym czasie (również związanych właśnie z przygotowaniami), aż w końcu nadszedł ten długo wyczekiwany dzień. Tak po prostu. Niedziela 14 kwietnia, dzień w którym mieliśmy zostać maratończykami.

Dzisiaj z dumą możemy powiedzieć głośno - jesteśmy maratończykami! 

Ale droga ku temu aby zostać maratończykiem była znacznie dłuższa niż to 42km. Zresztą poczytajcie co i jak :)
niedziela, 6 kwietnia 2014

Tydzień do maratonu

Wsparcie psychiczne. Pablito pociesza Klocucha, którego
pogryzli psy.
Pozostał już tylko tydzień do maratonu w Warszawie. Już za tydzień o tej porze będziemy po biegu i wszystko będzie jasne. Nastawiamy się na wielkie świętowanie po biegu no bo mamy ku temu przesłanki aby myśleć o super dobrych wynikach. Chociaż ostatnio różnie to z naszą formą bywało. Czas na podsumowanie marca, w którym jeszcze dość mocno cisnęliśmy kilosy.
poniedziałek, 10 marca 2014

Biegowy rachunek sumienia - luty


Co prawda mamy już marzec i wiosna w pełni to wróćmy jednak pamięcią do lutego. Zróbmy podsumowanie miesiąca, akurat jest dzień wypłaty to my tu podsumujemy miesiąc. Bo jest co podsumowywać. Kolejny miesiąc przygotowań do Orlen maratonu za nami. Ten miesiąc był krótszy, jak to luty. Zaledwie 28 dni ale depnęliśmy jak trzeba!

Wraz z wiosennym słońcem, wiatrem i całą świeżą aurą która spadła na nas z błękitnego nieba, nadeszła super dobra forma. I to już tak szybko! Prawdziwy zastrzyk energii prosto w tętniące biegiem żyły, coś a'la dopalacze, które pozwoliły nam w lutym niemal latać jak na skrzydłach po leśnych duktach. No to tak w skrócie.
sobota, 1 marca 2014

Nasza słynna trasa!


Tyle ostatnio czasu spędzamy na tej trasie, że postanowiłem ją przedstawić. Tak tam rysunkowo i prosto. No coś w tej trasie jest! Te 13,8km na których przyszło nam biegać to idealny teren do biegu. Jest tam wszystko czego nam trzeba do odpowiedniego przygotowania, dosłownie wszystko. Niemal cała trasa to przełaje prowadzące leśnymi ścieżkami, całość trasy to w zasadzie dzicz - pomorskie bory które stoją tu już od wielu lat. Natura 100 procent! A na tych przełajach znajdziemy to co najlepsze! Góreczki (trzy z nich to jak na te okolice prawdziwe srogie potwory, dające niemal za każdym razem w kość), jest też z góreczki. Są piachy, są wietrzne pola, jest kawałek plaży, trochę liści korzeni i błotka z bogdańca. Oprócz tego mamy niewielki fragment asfaltu na którym możemy się rozhuśtać. 

Jakoś to bieganie na tej trasie tak weszło nam w krew, że teraz już wręcz stała się dla nas kultowa. Znamy tutaj każdy kamyk, każdą dziurę w nawierzchni, każdą gałązkę muskającą nas podczas biegu. Biegamy tutaj o każdej porze dnia i roku. Wiemy jak układać tutaj stopy w mroku żeby się nie połamać, wiemy gdzie wtedy depnąć. Zimą wiemy gdzie się będziemy najmnocniej żyłować w śniegu. Mało tego, ta trasa dorobiła się pewnych fragmentów czy dzielnic, którym nadaliśmy nazwy. Te wszystkie nazwy wypisałem na rysunku. Łatwiej nam się wtedy dogadywać, tak orientacyjnie, kiedy omawiamy między sobą nasze treningi. Np. "nie no coś tak koło Bosia dzisiaj tak ciężko byłem, że ja cię kręcę" albo "kurde znowu na WC poincie musiałem przystanek zrobić" "Na bielawówce dzisiaj jak depnąłem!" itd itp. A wszystkie te nazwy oczywiście znikąd się nie biorą.

Wiem, że między człowiekiem a zwierzęciem może wywiązać się jakaś głębsza więź. Ale czy może między biegaczem a jego trasą? Okazuje się że chyba tak bo to właśnie tutaj zaczynaliśmy swoje biegowe przygody, to tutaj wylewamy z siebie siódme poty, to tutaj spędzamy tyle czasu w biegu, to tutaj urządzamy sobie biegowe pogaduchy, tutaj poprawiamy wyniki, czasem się mordujemy, niekiedy przeżywamy słabsze okresy częściej jednak zasuwamy po kolejne sukcesy.

Nasza słynna 13,8 atestowana nie jest ale zmierzyliśmy ją za pomocą geoportalu. I tyle mniej więcej ma. A że teraz ostatnio przygotowując się do maratonu robimy dłuższe dystanse to też zaczęliśmy tutaj pokonywać dystans 20km. Robimy tak, że biegniemy całą trasę od początku do końca, potem jeszcze robimy trójeczkę do WC Pointu, tam zawracamy i lecimy do osiedla zielonego. Wychodzi nam wtedy równe 20 kilosów. 

Teraz kiedy tak biegamy i biegamy dzień w dzień chyba nie zamienilibyśmy już tej trasy na inną. Próbowaliśmy innych wariantów ale to już nie było to. No coś tu w tym dystansie jest! Trasa jest idealnie wyważona, w zasadzie każdy jej odcinek oferuje nam coś innego i czasami wręcz można odczuć jakby trasa sama w sobie nadawała nam rytm biegu oraz sterowała samopoczuciem. 

Ale to na ile ta trasa rzeczywiście się sprawdziła okaże się dopiero 13 kwietnia, kiedy to wystartujemy na ulicach Warszawy. A czasu coraz mniej!
sobota, 1 lutego 2014

Styczeń pod znakiem biegania


Od kiedy tylko zaczęliśmy biegać kilka lat temu, to zima zawsze była dla nas sporym wyzwaniem. Ale to przechodzi chyba każdy biegacz. Mróz, śnieg, wiatr i ciemności to nie są sprzyjające warunki. Pamiętam, że były takie zimy że biegaliśmy niewiele, szybko bowiem zniechęcały nas zaspy śniegu które zalegały na wietrznych polach po których przyszło nam biegać. Ale od jakichś dwóch lat skumaliśmy się, że dobrze przepracowana zima to klucz do sukcesu. Bo właśnie zimą trzeba sobie zrobić kondychę, natrzepać kilosów i zrobić tą siłę, żeby potem wszystko procentowało przez resztę sezonu. 

Dla wormsów nadszedł styczeń 2014. Przed nami kwietniowy, największy biegowy cel - Orlen Warsaw Marathon. STYCZEŃ BYŁ REKORDOWY pod wieloma względami. DUMA!

niedziela, 15 grudnia 2013

Biegamy paradoksalnie



Znowu teraz dużo biegamy. Dużo to znaczy, że biegamy często, biegamy nawet spore dystanse no i biegamy znacznie szybciej niż jeszcze nie tak dawno. To jest taki skok jakościowy w górę. Zrobiliśmy to w pięknym stylu, prawdziwy szybki prosty prosto w twarz bo wiecie jak teraz jest. Listopad "na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści" takie powiedzonko jest. A tu dupa blada, bo drzewa to same wiechecie teraz na chłodnym wietrze, nic tam nie wisi, ani jeden listek ani komuniści ani nic. 

A do tego drogi przeobraziły się w jakąś breję, czarną błotnistą magmę wylewającą się z głębin ziemii. Mokro, zimno, wieje, pada, ciemno jak nie powiem gdzie i po prostu no jest CIĘŻKO. Kurde to jest taki czas, że potrafi przygwoździć człowieka na amen i zrobić z niego flaka. 

Ale paradoksalnie! Zobaczcie na ten filmik bo widać tu pewne podobieństwo. Myślę, że ten ważniak z tego wywiadu wie o co biega. 



niedziela, 29 września 2013

Metra do metra i udziergasz swetra czyli o przygotowaniach do harpagana i o naszej nowej zabawce Endomondo słów też kilka


Żarty się skończyły. Zbliża się harpagan i czuć już na odległość, że zbliża się. Że coś tu się święci i że to coś chce nas zrównać z ziemią i podeptać. Tak jak to Krzyś kiedyś pisał - Bestia. Ale tanio skóry nie sprzedamy, nie ma mowy. Harpagan to zawsze, co by nie było, spore wyzwanie i czy chcesz czy nie chcesz - trzeba się przygotować. Bo potem jest płacz i zgrzytanie zębów, że już nie mogę eooooo ale mnie nogi bolą nie dam rady ja odpadam. NIE MA MOWY O CZYMŚ TAKIM. 

poniedziałek, 15 lipca 2013

Run, RL, run...

Różni ludzie mają różny sposób na życie i trudno ocenić, czy jakiś jeden konkretny sposób jest lepszy od innego, jedynie słuszny i tym podobne. Po prostu każdy odnajduje się w czymś innym i nie ma sensu próbować tego zrozumieć, bo wówczas tworzą się uprzedzenia, segregowanie na to co właściwie według wzorców wyznaczonych przez nasze ciasne skądinąd ego. Bo czym jest nasze ego - jedna, krucha monada wobec kosmosu, zbioru monad o nieskończonej ich liczbie (chyba jednak skończonej, ale w każdym razie dążącej do nieskończoności). Wprawdzie Leibniz twierdził, że każda monada zawiera w sobie cały kosmos, czy też może zalążki całego kosmosu, z tym, że są one głęboko ukryte i trzeba dobrze poszperać, aby się ich doszukać, ale twierdzić to i ja sobie mogę co chcę, a porządku rzeczy i tak to nie zmieni.

A więc sposoby na życie są różne, tak jak różne są monady, albo inaczej mówiąc różnie się ukierunkowują od momentu powołania ich do życia. Są monady - no dobrze, nazwijmy je wreszcie dla uproszczenia bytami duchowymi albo może zwyczajnie ludźmi - które/którzy budzą się, idą do pracy, wracają z pracy, idą spać i tak w kółko. I nic więcej
nie potrzebują do szczęścia albo może nie rozumieją, że szczęście można rozszerzyć poprzez robienie czegoś innego. Ktoś inny odnajduje się w oglądaniu seriali albo zakupach. Jeszcze inni otaczają się gronem oddanych przyjaciół i spędzają miło czas na rozmowach z nimi i komentowaniu tego, co się w świecie dzieje, na przykład że w rejonie Tunguski na Syberii spadł wielki meteoryt i był wielki huk, choć w Polsce akurat niesłyszalny.
Są wreszcie tak zwane niespokojne duchy, które miejsca dla siebie na świecie znaleźć nie mogą i nazywa się ich świata obywatelami. Jak owi błędni średniowieczni rycerze podróżują, poznają, wiecznie czegoś szukają. Z takich to właśnie zrodzili się wielcy zdobywcy, odkrywcy - Ferdynand Magellan, Reinhold Messner, Roald Amundsen, Marek Kamiński, Albert Einstein, Immanuel Kant... Zaraz, zaraz! Ale co mają Einstein i Kant do Amundsena i Kamińskiego?, moglibyście zapytać. Ano właśnie mają. Bo wszyscy oni podróżowali. Tak wyprawa na Antarktydę, jak i wyprawa w krainę wiedzę jest przecież wyprawą i trzeba mieć w sobie żyłkę awanturnika, aby takie wyzwania podejmować. Czy męczysz się, aby temu wyzwaniu sprostać, intelektualne czy fizyczne, nie ma w gruncie rzeczy większego znaczenia.

Lokalnym awanturnikiem jest niewątpliwie znany nam wszystkim i podziwiany za swoją ambicję, zaciętość w dążeniu do jak najlepszych wyników w InO, animator ruchu InO w rejonie Borów Tucholskich i poniekąd guru sekty InOwców w regionie czersko-tucholskim - RL.
I właśnie ów RL, czyli jakby ktoś nie wiedział (co wydaje się mocno wątpliwe) Radek Literski, wspólnie ze swoim kolegą ze szkolnej (licealnej) ławy Rafałem Lipińskim postanowili odbyć swoją wyprawę życia, który liczyć ma... 1800 km!! I ma wieść ze Stambułu do Soczi. Krótko mówiąc z Turcji w głąb Rosji do miejsca organizacji najbliższej
olimpiady zimowej. W tym celu owi awanturnicy wzięli udział w II edycji konkursu Idee Kaffee Challenge (choć może było odwrotnie? Może najpierw postanowili wziąć udział w konkursie, a potem wymyślili jaką wyprawę zorganizują?) na "wyprawę życia". Zwycięzca konkursu, który wymyśli najciekawszą, najbardziej odjazdową wyprawę, dostanie środki na jej sfinansowanie.

Krótko może teraz o wyprawie. A więc Radek z Rafałem zamierzają dziennie pokonywać po 80 km, z tym, że umówili się w ten sposób, że jeden z nich będzie biegł 40 km, podczas gdy drugi będzie jechał w tym czasie na rowerze z całym osprzętem, a potem się zamieniają i wówczas ten co jechał, będzie biegł i na odwrót. Po drodze do Soczi podróżnicy zjedzą wisienkę na torcie, jaką będzie wspięcie się na słynną górę Ararat (5165 m.n.p.m.!), świętą górę Ormian, na której, według legendy, osiadła arka Noego, gdy opadły wody potopu. Rafał i Radek wiele razem wcześniej podróżowali, wspólnie biegali swój pierwszy maraton, startowali z sukcesami na wielu zawodach. W tym roku po raz pierwszy w życiu wspinali się po pionowych skałach w Dolimitach i zdobyli znaną górę, o wdzięcznej nazwie Marmolada, która jest właśnie najwyższym szczytem Dolomitów.
Radek i Rafał na Marmoladzie
Będę kibicował Radkowi i Rafałowi, aby wygrali konkurs i wybrali się na tę ekscytującą wyprawę, bo sam lubię wędrować i również odbyłem kiedyś wspaniałą pieszą wyprawę i choć miała tylko 700 km to jednak do dziś wspominam ją jako najwspanialsze wydarzenie w swoim życiu. Ludzie bardzo życzliwie odnoszą się do wędrowców, wagabundów, chętnie goszczą ich w swoich domach, częstują powidłami i kiszonymi ogórkami. Może w każdym człowieku jest jakaś tęsknota za zupełną swobodą i otwartą przestrzenią i w ten sposób się ona wyraża?... A zresztą, powstrzymam się od wyciągania takich wniosków, bo mając naturę podróżnika pewnie chcę wszystkich mierzyć własną miarą.

Zachęcamy wszystkich do oddawania głosów na wyprawę Radka i Rafała w II edycji konkursu Idee Kaffe Challenge - trzeba wejść pod ten link:
http://www.konkurs.ideekaffee.pl/zaglosuj/events
i zagłosować na Smashina, czyli na wyprawę "Run, forest run". Głosować można raz dziennie z jednego komputera, czy też może z jednego IP komputera.
czwartek, 23 maja 2013

Pomysł nie z tej ziemi

Jak można sobie wyobrazić coś co jest niemożliwe? Jak można dokonać czegoś, co grozi utratą na pewno zdrowia a nawet życia i wyjść z tego cało? To są tylko nieliczne pytania, które zadaje sobie każdy kto po raz pierwszy planuje startować w najtrudniejszym ultra-maratonie świata, czyli o Badwater Ultramarathon.
 
Copyright 2003-2013 STAR WORMS
Blogger Wordpress Gadgets