Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowieści czępy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowieści czępy. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 23 maja 2013

Pomysł nie z tej ziemi

Jak można sobie wyobrazić coś co jest niemożliwe? Jak można dokonać czegoś, co grozi utratą na pewno zdrowia a nawet życia i wyjść z tego cało? To są tylko nieliczne pytania, które zadaje sobie każdy kto po raz pierwszy planuje startować w najtrudniejszym ultra-maratonie świata, czyli o Badwater Ultramarathon.
sobota, 20 listopada 2010

Koniec wieńczy dzieło

Jest takie coś, że w życiu podejmuje się różne wyzwania i różne próby i różne rzeczy. No i też jest tak, że trzeba czasem podjąć trudne decyzje. Tym razem to ja jestem w kręgu tego zagadnienia, no i podejmuję decyzję o rezygnacji z bycia członkiem SW4. Podejmuję tę decyzję z różnych powodów. Pierwszy jest taki, że nie chcę już mi się nic robić. Drugi powód to nie lubię jednej osoby z SW4, ta osoba niech się domyśli kto to. A po trzecie mimo iż byłem kapitanem byłem ignorowany więc to też jest powód. No nic tak bywa. Póki co nie mam nic do zarzucenia SW4 i po prostu z kim będę się trzymał ze Star Worms to będę. No i powiem tak jestem bardzo zadowolony z tego, że byłem w Star Worms. Było po prostu super i cieszyłem się z tego, co robiłem dla SW4. Teraz czas kończyć to co się zaczęło. No i jak to mówili krytycy Messiera: "KONIEC WIEŃCZY DZIEŁO".
poniedziałek, 11 października 2010

Narkotyk muzyczny

Pewnie ci którzy mają swoją stronkę last.fm i mają mnie w znajomych, to czasami obserwują czego ja słucham. No i tu o dziwo zaskoczenie, gdyż często zdarza się tak, że można by rzec - to samo. Dlaczego słucha takiej muzyki? Może jest złym człowiekiem, może wyznaje szatana? Pewnie, większość się zastanawia dlaczego akurat taką muzykę. Przecież dzisiaj dużo osób słucha muzyki techno, hip-hop, a on słucha death metalu.

Opowieść o człowieku, który urodził się w czasach death metalu.

Kiedy byłem małym chłopcem, zawsze byłem taki, że słuchałem tego co słuchała mama. Były przeróżne piosenki, ale tylko te łagodne. Gdy przyszły lata 98, to moim idolem był o dziwo Ricky Martin, którego do dzisiaj lubię słuchać, ale nie aż tak jak kiedyś. Bo te lata, to były lata kiedy to się grało w piłkę nożną i ten mundial finał Francja - Brazylia. Siedziałem przed telewizorem i oglądałem z babcią ten mecz to był czas kiedy Brazylia przegrała i razem z babcią się popłakaliśmy, to były emocje, to były czasy. No dobrze? Ale co ma do tego muzyka? A no ma wiele, gdyż piosenkę do tego mundialu napisał Ricky Martin pamiętam ten tytuł do dzisiaj Livin'la Vida Loca. Gdy się to przypominało, to zawsze się szło na boisko i grało w piłkę. To był taki czas. Później słuchałem trochę disco polo. Co prawda kiedyś to był show, ale dzisiaj tylko jedna piosenka się podoba jest to piosenka pod takim samym tytułem jak dwie nazwy marszy pucharu LatInO, czyli Baja Bongo w wykonaniu Shazzy. Następnie przyszło mi wybawienie z tego wszystkiego i oświecenia doznałem przez zespół Myslovitz. Dzięki temu zespołowi zacząłem słuchać już takiej jak to określę - lepszej muzyki. No i oczywiście się szalało na tym punkcie i zawsze w niedzielę oglądałem 30 ton lista lista i wiem, że często byli w czołowych miejscach. Najlepsza dla mnie piosenka była Acidlant i Długość Dźwięku Samotności. Zawsze jak jeździłem do pracy, a raczej na praktyki bo byłem nastolatkiem, to sobie śpiewałem te piosenki. Później kolejnym super zespołem był oczywiście - i tu od razu powiem, że od tego gatunku powstały korzenie death metalu, a mianowicie chodzi oczywiście o punk rock, no i pewnie każdemu od razu kojarzy się zespół - The Offspring. Szalało się na punkcie tego zespołu. Nawet kiedyś była taka fajna moda. Długie spodenki, krótkie włosy i szał w trampkach. No i później już było coraz ostrzej. Nastepnym zespołem był Soulfly. Też się szalało. Pamiętam, że mój brat też zapuszczał włosy i miał lekką bródkę. Bo to były te szalone lata. No potem był też fajny zespół P.O.D. Super kawałkiem był oczywiście tytuł Boom, Your of the Nation i mieli też innych fajnych piosenek. Co prawda nie oznacza, to, że ich teraz nie lubię,wręcz przeciwnie - uwielbiam. Kolejnym przełomem był - to już są obecne lata zespół - Illusion. Pamiętam, że słuchałem tego bardzo dużo i za jakiś czas grali koncert po reaktywacji na jeden raz i pomyśleliśmy z Dżekim, że nie może nas na tym koncercie zabraknąć. Nie zastanawialiśmy się długo tylko jechaliśmy. A poświęceniem podziwu był Dżeki, który mając nogę w gipsie jechał na koncert aż do Wrocławia. Szacun Dżeki dla ciebie, bo to była super wtedy chwila być tam i zobaczyć to na żywo. A to był dla mnie znak, że ja zacząłem słuchać perkusji jak gra i w ogóle. No i za jakiś czas po koncercie zacząłem grać u Roberta na perkusji. Uczyłem się. Starałem się jak mogłem, jednak to mi nie wychodziło. No, ale też to było tak, że nie miałem nigdy z tym do czynienia. Następnie gdy poznałem stronkę last.fm, to coraz więcej zespołów poznawałem i coraz to ostrzejszych i łagodnych, ale to był już tylko albo rock, albo metal. O disco polo już dawno zapomniałem, więc od tego czasu to są moje lata. No i pamiętam też, że też słuchałem zespołu Oxy.Gen - polski zespół rockowy. I od tego czasu coraz bardziej mnie kusiło, do mocniejszych grań, no i nie minęło pół roku, a my z Dżekim zaliczmy kolejny koncert. Tym razem, to już jest ostra muza. Zespół Down. Jak ktoś lubi takie granie, to to było coś dla niego. No i to było to, podobało mi się to bardzo. No i dzięki wspomnianemu wyżej Robertowi poznałem też muzykę Death Metal. To był strzał w dziesiątkę, gdyż ta muza mi odpowiada jak najbardziej. Zresztą jeśli ktoś ma lasta, to wie jaką ogromną przewagą jest u mnie death metal. No i wrócę do pytań z górnej półki, które tam na początku wymieniałem. Dlaczego death metal? Od razu będę odpowiadał. Dlatego, że po prostu, to jest muzyka dla mnie i dlatego, że te zespoły powstawały w latach kiedy to ja byłem małym chłopcem i nie miałem o tym pojęcia, a teraz tak jakby sami powiedzieli mi - ty słuchaj muzyki death metalowej, bo ona cię "wybawi", w sensie zacofania muzycznego. I dlatego właśnie wybrałem death metal. Może jest złym człowiekiem, może wyznaje szatana? A właśnie, tutaj jest jeden nonsens, bo niektórzy myślą, że ci co słuchają death metalu, czy ogółem metalu, to są to ludzie źli i czczą szatana. A tu ci co tak myślą są w wielkim błędzie, bo ta muzyka nie ma nic wspólnego ze złem i szatanem. Co prawda są zespoły, które wyznają szatana, ale powiem, że ogólnie jakikolwiek by to nie był metal, to jest to osoba bardzo w porządku. Uwierzcie mi, to są ludzie z klasą. Są życzliwi i po prostu super kolesie, zresztą jak mi nie wierzycie, to spytajcie Dżekiego.

Są na całym świecie ludzie, którzy mają swój gust muzyczny i lubią swoją muzykę. Jedni słuchają techno inni hip hop jeszcze inni rock, metal. Ja powiem tylko tak: Każdy ma swój gust i dla mnie, to nie ma na tym, że on słucha techno, czy rocka, czy hip hop. Dla mnie liczy się to by była to osoba w porządku. Bo cóż jest ważniejszego niż przyjaźń...?
czwartek, 29 kwietnia 2010

Bieganie jako twój zmysł

Od niedawna, tj jakieś 2 tygodnie temu ja i Dżeki postanowiliśmy wrócić do biegania. Dżeki miał trochę dłuższą przerwę ode mnie, gdyż miał kontuzję. Natomiast ja przerwałem bieganie pod koniec września 2009 roku. Nie wiem dlaczego będąc tak daleko (bo byłem już w 15/24 tygodniu) w biegu przygotowującym do maratonu, nagle przerwałem. Jedna z przyczyn była taka, że zabolała mnie noga i powiedziałem sobie, że dam sobie tydzień przerwy i wrócę. Niestety ten tydzień przedłużył się aż po dzień dzisiejszy i dopiero 2 tygodnie temu wróciłem do biegania. Może i z drugiej strony dobrze, bo wątpię, że bym biegł w takiej zimie jaka była teraz, ale z trzeciej strony, gdybym już był bardzo blisko maratonu, to zapewne wziął bym łopatę i bym odśnieżał ten śnieg, żeby można było w miarę biegać. A znowu z czwartej strony, może to jest pewnego rodzaju nauka, że nie mam tak szybko rezygnować z biegania i biegać mimo wszystko. Można też popatrzeć na Dżekiego, on jest taki, że przeszedł kontuzję nogi i nie mógł biegać przez około rok. Chłopak się nie załamał tylko czekał na moment, aż będzie mógł wrócić do wszystkiego i nawet się nie obejrzał, a już jakoś od listopada 2009 mógł biegać. Biegał powolutku i ostrożnie, bo był narażony jeszcze na jakiś uraz, ale później coraz to bardziej się wzmacniał. By biegał dalej, ja też pewnie bym biegał, ale przeszkodziła nam - zresztą pewnie nie tylko nam, ale i wszystkim - zima, która w tym roku nie dała za wygraną, nawet do końca swoich dni i przez zimę nie biegaliśmy. Co prawda Dżeki próbował biegać jak było mniej śniegu, ale na prawdę było ciężko. Pamiętam, że ja też próbowałem biegać, ale nawet nie dałem rady zrobić 700m - wyobrażacie sobie? 700m - gdzie ja jeszcze we wrześniu robiłem 18 km. To mnie tak zdołowało, że już myślałem, że całkiem zakończę bieganie i już nigdy nie będę biegał. Jednak dwa tygodnie temu zacząłem biegać. Motywacją było dla mnie to, że Pondżol zakwalifikował się do Mistrzostw Polski w Biegu Przełajowym. Warto też wspomnieć, że zajął tam miejsce 66/135. Po prostu jest dobry i niech mu się wiedzie jak najlepiej. A kolejnym powodem do motywacji były Igrzyska Olimpijskie w Vancouver, gdzie biegała Justyna Kowalczyk i walczyła do ostatnich metrów z tą norweszką. To było przeżycie. Justyna jest po prostu świetna i niech też jej się wiedzie jak najlepiej. No i wracając do mnie to sobie mówiłem zaczynam w ten poniedziałek. No dobra to następny i tak było kilka razy, aż w końcu powiedziałem idę i koniec i w końcu poszedłem. No i gdy zacząłem, to byłem po prostu zdziwiony, gdyż nie minął zaledwie tydzień, a ja już miałem czasy poniżej lub 5m/km. Po prostu dodało mi to skrzydeł i teraz będę jeszcze kilka razy biegać po pół godziny, a pod koniec maja, lub na początku czerwca chcę zacząć już te treningi na maraton. Myślę, że tym razem żadne plany już diabli nie wezmą i sobie będę spokojnie biegał. Jednak jestem też przygotowany na różne sytuacje takie jak spadek formy, gorsze czasy, ale nie mogę się poddać, lecz biegać i wystartować za rok w maratonie. Myślę, że to mi się powiedzie. Pożyjemy zobaczymy. A jeszcze wracając do Dżekiego, to tak między wami, powiem, że trochę mu tego zazdroszczę, że nie załamuje się, bo mnie idzie szybko z równowagi wyprowadzić, ale to tak tylko między mną a wami. Nie mówcie mu tego oki :). Mam nadzieję, że uda mi się osiągnąć coś z tego co tu piszę i do zobaczenia na Biegu Trzeźwościowym w Kaliskach 1 maja
od godziny 15. Do zobaczenia i na fali.
środa, 3 marca 2010

KKInO - Ciąg dalszy porachunków mafijnych

Kałasznikov

Gdy Siergej i jego ludzie zniszczyli bazę wroga, to myśleli, że to już koniec wroga. Tym czasem okazało się, że w tej bazie nie było nikogo. Przywódca mafii HERO (Portat Akinkiejev) powiedział do swych ludzi tak:
- Tak myślałem, że wróg będzie chciał nas zaatakować. Dobrze, że nas tam nie było, bo by zostały z nas szczątki, które teraz by były zbierane przez ludzi Siergeja. Skoro oni nam namieszali, to musimy wykonać plan beta. Tym planem jest wysłanie ciężarówki z bronią. Będziemy musieli wysłać broń do Teheranu. W zamian otrzymamy głowicę nuklearną i możemy zniszczyć co będziemy chcieli. Ostatnio natknąłem się na siły bezpieczeństwa z Polski, bo ich minister obrony pan Jerzy Szmajdziński chciał abyśmy nie robili prób nuklearnych w Polsce. Mi to się nie podoba, gdy ktoś chce mi mówić co ja mam robić. Więc zróbmy tak: Ty Vini pojedziesz do Teheranu z bronią i przywieziesz głowicę nuklearną. Dam ci jeszcze kogoś. Pojedzie z tobą Kosaczev, żebyście byli bezpieczni. I powiedzcie w Teheranie, że przysłał was Portat dobrze.
- No dobrze. Tylko jest mały problem.
- Jaki?
- Nie znam języka.
- Nic nie szkodzi, dogadasz się po angielsku
- Ok. To możemy wyruszać
No i przed wyjazdem Portat powiedział do Kosaczeva:
- Kosaczev?
- Tak?
- Pojedziesz z Vinim do Teheranu zawieźć broń. A przywieźć musicie głowicę nuklearną dobrze?
- Załatwione.
Tym czasem, gdy załoga HERO przygotowuje się do wysłania ludzi do Teheranu, członkowie grupy SIRIJA przygotowują sie też o dziwo do wysłania ludzi do Teheranu. No i Siergej Opatov powiedział do swoich ludzi tak:
- Posłuchajcie! Jutro ludzie Portata pojadą do Teheranu zawieźć broń, którą kiedyś handlował Siergiej. Nie możemy dopuścić do tego by im to się udało, gdyż w zamian za broń dostaną głowicę nuklearną. No i jeśli ją otrzymają, to będą chcieli zniszczyć cały świat. A więc tak musimy zrobic atak na ich ciężarówkę. Jednak nie wiem, kto by mógł to zrobić. Potrzebny by był ktoś, kto umie się skradać. No i Alviczenko powiedział tak:
- Mój brat trenuje sztuki walki. Ma 26 lat i trenuje już od 10 lat sztuki walki i jest w tym bardzo dobry. Mogę do niego zadzwonić!
- To świetnie! A zgodziłby się na to?
- Jasne! Lubi pomagać. To jest mój jedyny brat. Więc chyba nie odmówi pomocy swojemu bratu. Można na niego liczyć.
No i gdy zadzwonił do swojego brata powiedział:
- Halo! To ty Mateusz?
- Tak! A co jest grane? W czymś pomóc braciszku?
- Mam prośbę! Siergej potrzebowałby ciebie do jednej akcji polegającej na zasadzce w odebraniu broni, bo mu mówiłem, że jesteś dobry.
- Dobra przyjmuję zlecenie. Zaraz będę u was. Gdzie jesteście?
- Wróg może mieć podsłuch więc ci mówię - w strefie XHN 246.
- Będę za 15 minut.
- Dobra czekam.
No i co Alviczenko? Załatwiłeś?
- Tak będzie za 15 minut.
- To świetnie!
Myślę, że możemy iść sobie do biura i obmyślić plan. A jak przyjedzie Mateusz, to wtedy powiemy mu co ma robić.
No i gdy wszystko szło zgodnie z planem, to po chwili do Alviczenki dzwoni Mateusz i mówi:
- Słuchaj bracie. Będę za godzinę, bo przyjebałem w drzewo. Jednak uda mi się dojechać na miejsce. Spierdalam z tąd, bo zaraz gliny tu będą.
I po chwili do Mateusza mówił jakiś człowiek:
- Pomóc w czymś? Może zadzwonić po pogotowie?
- Nie dziękuję nie trzeba spieszę się. Muszę coś załatwić. Nic mi nie jest. Tylko samochód mi się rozjebał. Ale mam prośbę. Czy by mnie pan podwiózł kawałek, bo musze się spotkać z moim bratem?
- Dobrze podrzucę cię. Wsiadaj.
No i pojechali. Gdy dojechali, to Mateusz powiedział:
- Tutaj mogę już wysiąść. Za chwilę brat po mnie tu przyjedzie. Także dziękuję bardzo. Ile płacę?
- Nic nie trzeba, bo miałeś wypadek.
- Aha może pan pojechać po ten samochód i go gdzieś wziąć na komis. To nie jest kradziony, bo kupiłem i w nim są moje papiery.
- Dobra, to pojadę zaraz tu wrócę.
No i gdy tajemniczy człowiek pojechał po samochód, to napadli go ludzie Portata i jeden z nich (Kosaczev) powiedział do niego:
- Gdzie jest Siergej?
- Nie wiem o kim mówisz.
No i gdy Kosaczev chciał zaatakować tego człowieka, to po chwili Alviczenko strzelał do Kosaczeva i go mocno zranił, a zaatakowanego człowieka wziął ze sobą i przy okazji wziął samochód Mateusza i pojechali do bazy. Po chwili Alviczenko powiedział do Mateusza:
- Ten człowiek wziął ciebie?
- Tak.
Po chwili Alviczenko zapytał tego człowieka:
- No dobrze. Jak pan ma na imię?
- Mam na imię Siergiej!
- Jak to Siergiej? Czy to ty...
- Tak to ja. Cudem ocalałem. Powiedziałem lekarzom, aby mojej diagnozy nie publikowali i aby nie dowiedzieli się ludzie Portata. To wszystko był mój pomysł. Dałem się otruć, a wcześniej powiedziałem tej ekspedientce, by mnie niby otruła, a tak naprawdę to nie był Polonem H510, tylko trucizna na myszy. Dali się nabrać. Jednak szkoda mi mojej żony. Pewnie teraz rozpacza.
- Nie martw się. Na pewno będzie się cieszyła, że żyjesz.
No i po chwili Siergej, gdy się dowiedział, że przyjaciel żyje powiedział:
- Jak się czujesz? Już myślałem, że po tobie. Sprytnie to zagrałeś. Jesteś dobry w tej sprawie. No, ale i tak nie mam dla ciebie dobrych wiadomości. Jutro ludzie Portata będą chcieli się zamienić bronią z Teheranem. Mają dać im broń, a oni dostaną głowicę nuklearną i będą chcieli zniszczyć świat. Co byśmy mogli zrobić, bo plan mamy?
- Czuję się dobrze. Sam to wymyśliłem, bo wiem, że chcieli mnie się pozbyć. Myślę, że Mateusz by sobie z nimi poradził, a my byśmy mogli im wziąć broń. A więc zaczynamy od jutra. Zaczniemy, gdy oni wyjadą do Teheranu. Zaatakujemy ich w samym Teheranie. No i tak: Ty Siergej jedź dzisiaj do Teheranu z Alviczenką, a ja pojadę jutro z Mateuszem. Spotkamy się w Teheranie. Będę ich śledził. Zresztą oni mnie nie znają, ale za kierownicą będzie Mateusz więc całkiem nic nie poznają. A więc wy już jedźcie. A my się spotkamy w Teheranie. Powodzenia.
- Wy też uważajcie, bo Mateusz jest szalonym kierowcą i potrafi rąbnąć w drzewo.
- Tym razem będę uważał.
No i gdy już wszystko było dopięte na ostatni guzik, to ludzie Portata też się przygotowywali i Portat powiedział:
- Vini pojedziesz z Kosaczevem do Teheranu, tak jak było w planach
- Niestety on jest ranny. Ktoś go postrzelił.
- Gdzie on jest?
- W szpitalu.
- To jedziemy tam.
No i gdy dojechali na miejsce, to lekarze zaprowadzili ich do kosaczeva. No i Portat zapytał Kosaczeva:
- Kto ci to zrobił?
- Nie wiem, ale coś jest podejrzane, bo on wyglądał na Siergieja.
- Jak to? On nie żyje!
- Nie wiem wtedy kto to był?
- Ile jeszcze musisz tu być w szpitalu?
- Tydzień!
- Nawet jakbym wrócił dziś, to nic by nie dało, bo ręka mnie mocno boli
- Dobrze. W takim razie ty odpoczywaj i wracaj do zdrowia. Ja znajdę kogoś innego, kto pojedzie z Vinim. To my idziemy. Do widzenia.
- Do widzenia.
No i gdy wyszli ze szpitala, to po chwili Portata zaczepił znajomy i mówił:
- Dzień dobry panie Portat. Jak się masz?
- Dzień dobry. Dobrze! My się znamy?
- Tak. To ze mną pan robił interesy w Teheranie z bronią. Muszę powiedzieć cacy robota, ale źle na tym pan wyjdzie.
- Grozi mi pan?
- Nie absolutnie, ale wiem co się stanie. I mało tego. Siergiej się zemści porządnie. Więc proszę być ostrożnym
- Ale jak to Siergiej? On nie żyje.
- Tak tylko się panu wydaje. Muszę już lecieć na samolot, bo nie zdążę. Do widzenia.
- Do widzenia. Co to może Vini oznaczać?
- Nie mam pojęcia. Może trucizna nie zadziałała.
- Zadziałała, bo przecież byłeś go odwieźć i padł.
- No w sumie racja. Może ten koleś bredził.
- Dobra nie mamy czasu. Musimy się przygotować. Idziemy stąd.
No i gdy wrócili do swojej bazy, to Portat powiedział:
- Kto chce jechać z Vinim do Teheranu?
- Ja. Odpowiedział Sanew.
- Dobra. To pojedziecie za 6 godzin.
Po tym jak do Teheranu wyruszył już Mateusz ze Siergiejem, to po 12 godzinach jazdy dojechali na miejsce i Mateusz powiedział:
- Dobra Siergiej. Ja ubieram się w mój strój i idę się schować w krzaki, a ty jedź dalej i gdzieś ukryj samochód i przyjdź.
- Ok. Wiem gdzie zawiozę. Mam kolegę 3 km stąd. Zawiozę mu samochód i wrócę.
Po chwili dojechał do tego kolegi i mówił:
- Cześć Lary!
- To ty Siergiej?
- Tak, a co?
- Nie, nic. Mówili, że ty nie żyjesz.
- To bajki. Posłuchaj Lary mam do ciebie sprawę. Czy mogę u ciebie zostawić samochód, bo nie chcę, aby mnie zauważyli ludzie Portata, bo robimy na nich zasadzkę.
- Dobra to zawieź do tego garażu.
- Ok.
I gdy to zrobił, to powiedział:
- Ja wracam. Jakby co to dzwoń do mnie dobrze?
- Nie ma sprawy.
I po wyjściu poszedł do Mateusza. Ten powiedział:
- I jak? Załatwione?
- Tak. Możemy śmiało czekać za wrogiem.
Po 30 minutach dojeżdża ekipa Portata i gdy zatrzymali się, to Portat powiedział:
- Poczekamy tutaj. Wróg się na pewno pojawi. Zaatakujemy go tutaj. Zrobimy im niespodziankę.
No i Siergiej po chwili dzwoni do Siergeja i mówi:
- Halo! To ty Siergej?
- Tak
- Wróg się na granicy zatrzymał. Nie dojeżdżajcie, bo was zauważą.
No i po chwili ekipa Portata zrobiła sobie drzemką, a Mateusz powiedział:
- Ty Siergiej? Ja się zaczepię pod ciężarówką i pojadę z nimi. Ty weź od Larego wóz i jedź za nami. Staraj się jechać ostrożnie tak, aby jak oni przysieszą, to ty jedź normalnie.
- Ok. To ty zaczaj się i gra.
No i po chwili przebudził się Vini i mówił do Saczewa:
- Dobra jedziemy dalej, bo przed nami 20 km jeszcze. Mam nadzieję, że nie ma wroga, bo inaczej z naszych planów nici.
- Można być spokojnym. Powiedział Saczew.
No i gdy dojechali na miejsce, to Vini spotkał się z Mahabem Ali Ahtą i mówił:
- Dzień dobry! My jesteśmy ludźmi Portata. Ja jestem Vini, a to jest Saczew
- Dzień dobry wam. Co was tu sprowadza?
- Mamy w tej ciężarówce broń, którą chcieliście. W zamian mieliśmy otrzymać głowicę nuklearną.
- Ah tak, wiem. Dobra to zaraz przyniesiemy głowicę. Tyro przynieście głowicę nuklearną.
- Dobra!
Po chwili do środka ciężarówki dostał się Mateusz i mówił do Siergieja:
- Jestem w środku. Właśnie oni przeprowadzają transakcję. Poczekam aż wyjadą. Zaatakujemy ich w Kabulu.
- Dobra. Ja będę jechał za wami.
- Po chwili, gdy Vini przeprowadził transakcję, to powiedział:
- To chyba by było wszystko. Coś musimy dopłacić?
- Nie, nie trzeba. Ja się rozliczę z Portatem. Jutro ma mi przesłać pieniądze na konto.
- Dobra, to my pojedziemy. Dziękujemy do widzenia
- Do widzenia.
- Gdy już było po transakcji Vini powiedział do Saczewa:
- Coś mi tu jest dziwne. Wroga nie widać, ani słychać. Ciekawe co jest grane?
- Może nic nie wiedzą, że my już tu jesteśmy? A może szykują jakąś zasadzkę. Bądźmy lepiej ostrożni.
- Masz rację musimy uważać, bo możemy być zaatakowani.
Po chwili jednak Vini się uspokoił i będący pewny siebie, że wszystko jest ok zadzwonił do Portata i mówił:
- Wszystko się udało. Nawet wroga nie ma widać. Możemy śmiało wracać.
- To świetnie! Powodzenia!!!
- Dziękujemy!
Gdy dojechali do Kabulu, nie spodziewali się najgorszego.

Masakra w Kabulu

A więc od momentu, gdy załoga HERO myślała, że już idzie wszystko w porządku to nie wiedzieli, że najgorsze dopiero przed nimi. A więc zamieszanie najpierw spowodował Mateusz i mówił do Siergieja:
- Dobra możemy zaczynać, to już Kabul.
- Ok. Co chcesz zrobić?
- Rzucić granata w pole, tak aby myśleli że są atakowani z boku.
No i gdy Mateusz rzucił granata, to Vini mówił do Saczewa:
- Zatrzymaj się coś nas rąbnęło.
I po chwili gdy Vini otworzył bramę ciężarówki, to dostał skopa w ryja od Mateusza i mówił:
- Saczew dzwoń po posiłki
Jednak to mu się nie udało, bo został obezwładniony.
Po chwili Mateusz powiedział do Viniego tak:
- Oddaj nam ciężarówkę i jej zawartość, bo w przeciwnym razie wszystko wyleci w powietrze. Wiem, że masz tam głowicę nuklearną. To już koniec lepiej się poddajcie.
Gdy ci negocjowali, to po chwili Portat zadzwonił do Saczewa. Nie zainteresowany Saczewem Mateusz zajął się Vinim, a Siergiej schował się do ciężarówki. I o chwili Portat powiedział do Saczewa:
- To ty Saczew?
- Tak.
- Czemu Vini nie odbiera telefonu?
- Zostaliśmy zaatakowani.
Gdy zauważył to Siergiej powiedział do Saczewa:
- Dawaj ten telefon.
Po chwili Portat powiedział:
- Saczew co tam się dzieje?
- No i gdy przy telefonie był Siergiej powiedział:
- Poznajesz mnie?
- Kim jesteś?
- Twój wróg nr 1
- To znaczy?
- Pamiętasz kogo otrułeś?
- No Siergieja
- Tak. Czyli z kim rozmawiasz?
- Jak to? To nie możliwe.
- A jednak. Teraz przejdźmy do spraw. Twoi ludzie już nie mają szans i radzę oddać ciężarówkę, bo inaczej wszystko wyleci w powietrze. Jesteśmy w takim miejscu, że budynki mieszkalne znajdują się dopiero 150 km stąd. A więc spokojnie możemy tu zrobić wielkie buuum.
- Ty kreaturo zginiesz. Postaram się o to.
- Spróbuj
Gdy Siergiej myślał, że już mu nic nie grozi, to po chwili Portat powiedział do swych ludzi:
- Jeden z was jest wyborowym snajperem. Kto jest taki odważny? Zgłaszając się jeden z ludzi Portata odezwał się i mówił:
- Ja.
- Ty Lupino jesteś najlepszy?
- Tak. Mogę to udowodnić
- Dobra to chodź na strzenicę.
Gdy tymczasem Siergiej i Mateusz złapali Viniego i Saczewa, to Siergiej powiedział do nich tak:
- Jeśli nie chcecie zginąć, to oddajcie nam ciężarówkę.
Walka skończona. Przegraliście.
No i w tym momencie Saczew powiedział do Viniego tak:
- Nie mam wyboru przykro mi bardzo. Gdy wyjął zawleczkę od granata, to nastąpił potężny wybuch.
Ocalała tylko ciężarówka i to co było w środku. A więc przeżył tylko Siergiej. Po chwili zadzwonił do Alviczenki i mówił:
- Alviczenko to ty?
- Tak. Coś się stało?
- Niestety tak.
- Mateusz nie żyje?
- Że co?
- Mateusz nie żyje!!!
- Co się stało?
- Zaatakowaliśmy wroga i jeden typek, który jechał z Vinim wysadził się w powietrze. Ja byłem w ciężarówce i dzięki temu przeżyłem. Poczekaj tam zaraz będziemy, bo właśnie jechaliśmy do was.
Gdy Siergej nic nie słysząc to powiedział do Alviczenki:
- Co ci jest? Czemu jesteś zaniepokojony?
- Mateusz zginął?
- Jak to możliwe? Był najlepszy. Trenował sztuki walki.
- Tym razem to nie był błąd. Jeden z ludzi Portata się wysadził w powietrze. Mateusz był w zasięgu.
- Ale na pewno nie żyje, czy to tylko jest hipoteza?
- Raczej na pewno. Zapytam się Siergieja.
- Siergiej, to ty?
- Tak.
- Czy możesz potwierdzić, że Mateusz nie żyje.
- Idę zobaczyć co się dzieje. Dam znać.
- Dobra pa.
- Pa.
Gdy Siergiej został tam sam po chwili Portat dzwonił do Viniego. Jednak ten się nie odezwał, ale telefon odebrał Siergiej i mówił:
- Masz fantastycznych ludzi Portat.
- To ty Siergiej?
- Tak. Gratuluję!!! Dwóch mniej.
- Co się stało?
- Saczew się wysadził i zabił Mateusza oraz siebie i Viniego.
- Cholera!!! Po co to zrobił. Mogłem dać kogoś innego.
- Przykro mi chcieliśmy puścić ich wolnych za ciężarówkę, ale skoro był taki uparty, to nic nie poradzę.
Portat nie mówiąc nic rozłączył się i mówił do swych ludzi:
- Straciliśmy dzisiaj dwóch ludzi. Viniego i Saczewa. Saczew popełnił straszny błąd.
Lupino zapytał:
- Jaki? Co zrobił?
- Wysadził się w powietrze. Niestety Vini też zginął.
- Cholera!!! Mógł ktoś inny jechać.
- No nic. Trudno stało się to stało. Nie przywrócimy im życia.
Po chwili Portat poszedł na strzelnice i mówił do Lupino:
- Jak ci poszło?
- Jak widać? Te 10 to moje. Nikt mi nie dorównał.
- To świetnie. Teraz zestrzel tego ptaka, który siedzi na tamtej gałęzi.
- To pestka
Gdy chwilę się zaczaił, to po chwili oddał strzał i było wiadomo, że na prawdę jest dobry. Oczywiście trafił go. Jednak Portat powiedział do niego tak:
- Tylko ci się zapewne udało co?
- Niestety nie. Zobacz tam. Tam jest ptak. Znajduje się od nas 1,5 km. Trafię go stąd. To będzie chwila moment.
Patrząc na to z niedowierzaniem Portat powiedział:
- Teraz nie mam wątpliwości. Jesteś najlepszy. Jednak mam dla ciebie zadanie bardzo trudne. Pojedziesz do Kabulu i zabijesz Siergieja. Mateusza się pozbyliśmy, ale niestety w głupi sposób.
- To mogę jechać, ale jakby co to jadę sam. Nie chcę po raz kolejny żadnej masakry.
- Dobra to jedź sam. Tak będzie najlepiej. Gdy do Siegrieja chciał przyjechać Alviczenko ze Siergejem, to Alviczenko zadzwonił do Siergieja i mówił:
- Jak ty się czujesz?
- Nie najlepiej. Tym bardziej, że na oczach zginął przyjaciel. Co prawda tego nie widziałem za bardzo, ale wiedziałem, że zaraz się wysadzi, więc się schowałem. Gdy dym już się osadził, to widziałem tylko zmasakrowanie szczątki. I po chwili pomyślałem sobie, że oto przykład jak można szybko stracić przyjaciela.
- No to na pewno nie był najlepszy widok. No dobra my za 5 godzin będziemy tam. A ty się zamknij tam i się wyśpij.
- Ok. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Gdy ludzie Siergieja już byli w Kabulu, a do celu zostało im 20 km, to po chwili do ciężarówki zapukał jeden z ludzi Portata i mówił:
- Wstawaj!!!
- Co jest grane?
- Jeśli chcesz żyć, to wynoś się.
- Po chwili, gdy Siergiej został wyrzucony z ciężarówki, to po chwili Lupino będący 2 km od miejsca strzelił z karabinu snajperskiego w stronę Siergieja. Niestety strzał był precyzyjny. Siergiej oberwał. Gdy ciężarówka została już skradziona z głowicą, to Lupino zadzwonił do Portata i mówił:
- Przydał się nam Laos, bo wywalił go z ciężarówki, a ja zrobiłem co miałem. Jedzie on na zachód. Ja też się stąd wynoszę. Spotkamy się w Rosji.
- Dobra.
Gdy Siergiej oberwał, to minęła godzina od tego zdarzenia. Na miejsce przyjechali Siergej z Alviczenką:
- Ty Siergej zatrzymaj się. To tutaj.
- Co tu się stało, gdzie Siergiej?
- Chodź tu Siergej!
- Co jest?
- Spójrz.
- Siergej dzwoń po karetkę szybko.
- Ok.
-
Siergiej co ci jest? Powiedz coś?
- Tym razem już ja nic nie planowałem. Teraz to na prawdę po mnie.
- Co tu się stało? Zapytał Alviczenko.
- Zaatakował mnie jakiś Laos, człowiek Portata. Otworzył drzwi i mnie wywalił z ciężarówki. A po chwili, ktoś strzelił we mnie ze snajperki. To musiał być zawodowiec, bo podobno był 2 km ode mnie. Usłyszałem, że to był niejaki Lupino. Znacie go?
- Ja nie znam, a ty Alviczenko?
- Niestety ja go znam. On mi zabił moją rodzinę, gdy byłem małym chłopcem. Zaufaj mi Siergiej, że zemsta będzie słodka.
- Tylko proszę was. Uważajcie, bo macie do czynienia z zawodowcem. Potrafi każdego zlikwidować. Ja już nic nie mogę zrobić, to koniec.
- Siergiej nie umieraj. Powiedz coś.
I po chwili przyjechała karetka i jeden z lekarzy powiedział:
- Co tu się stało?
Alviczenko powiedział:
- Zginęli dwaj nasi ludzie. jeden przed chwilą zmarł. Drugi wcześniej. Niestety ten drugi trup na miejscu.
Nic i tak by nie dało jak byśmy zadzwonili wcześniej, bo ten co teraz zginął był świadkiem tego morderstwa. Ludzie Portata z Teheranu przywieźli głowicę nuklearną i nasi ludzie mieli im odebrać ją. A gdy oni już przegrywali, to jeden z nich się wysadził i zabił siebie oraz swojego przyjaciela, a nasz człowiek to Mateusz. Był on najlepszy w sztukach walki. Tym razem pech chciał, że on zginął.
- A na pewno wiecie, że on nie żyje? Może jego gdzieś odrzuciło?
- Wątpię, bo Siergiej mówił, że nie było szans na przetrwanie, bo gdyby on się nie schował do ciężarówki, to też by zginął.
- No to w takim razie musimy podjąć ostrzejsze środki. Musimy im odebrać ciężarówkę.

Waszym zadaniem jest odebranie ciężąrówki z bronią palną. Musicie znaleźć ich trop. Tym tropem będą rozstawione po lesie punkty. Więc to są ich ślady.
niedziela, 14 lutego 2010

Oszukać przeznaczenie - Reedycja

Historia będzie opowiadać o chłopaku, który był dobry, uczciwy i tolerancyjny. Jednak jego życie będzie inne. Posłuchajcie tej opowieści. Owy chłopak miał na imię Mateusz. Miał 17 lat. Był bardzo w porządku. Uczył się dobrze no i był miły. Gdy pewnego dnia szedł sobie z kolegami na spacer do lasu, to po chwili spotkał coś dziwnego. Na kamieniu było napisane takie coś: "Ten kto tu przejdzie pierwszy, będzie miał na imię Mateusz". Chłopak spojrzał na ten napis i przestraszył się mówiąc do kolegów tak:
- Spójrzcie na to. Co to może być? I skąd na kamieniu wzięło się moje imię?
No i odezwał się jego kolega Karol mówiąc:
- Nie wiem, ale wygląda na to, że albo ktoś cię zna i chce cię przed czymś ostrzec, albo po prostu ktoś tak tylko sobie napisał.
Jednak Mati nie zdawał sobie sprawy co to oznacza. No i gdy szli dalej na kolejnym kamieniu było napisane tak:
''Jest dobrym i uczciwym chłopakiem''.
No i w tej sytuacji chłopak już nie miał żadnych wątpliwości, że ktoś go zna i chce mu coś przekazać. Widząc to powiedział do kolegów tak:
- Coś mi się wydaje, że ktoś chce mi coś przekazać.
Gdy po chwili jego koledzy to zauważyli to się przestraszyli i mówili:
- Mati. Jak chcesz to idź dalej. My pójdziemy do domu.
Mati nie zważając na nic mówił do nich:
- Przecież to dotyczy mnie i czego wy się boicie? Nic wam się nie stanie.
Karol (kolega Mateusza) powiedział:
- No tak to jest racja. Ja zostaję z tobą Mati.
- Mati na to mu powiedział:
- To dobrze, że mnie nie zostawiasz, bo samemu trudno by było mi rozwiązać tą zagadkę.
Gdy Mati to powiedział, to reszta kolegów poszła do domu (a było ich pięciu)
No i Karol powiedział do Matiego tak:
- Jak myślisz, kto to może być? Zna ciebie wie wszystko o tobie. Kim może być ta osoba co?
- Nie wiem, ale ten ktoś raczej nie jest człowiekiem. Przeczuwam to i nawet się trochę boję.
- Nie bój się Mati. Jestem z tobą. Jakby coś poszło nie tak, to będę starał się ci pomóc.
- Dzięki za wsparcie. Jesteś moim dobrym przyjacielem.
- Nie ma sprawy. Będę zawsze przy tobie.
Gdy szli dalej, to na kolejnym kamieniu było napisane tak: ''Jednak niedługo zginie''. Mati przypatrując się temu kamieniowi, powiedział do Karola tak:
- Karol? Wierzysz w przeznaczenie?
- Tak wierzę. A co jest napisane na kamieniu.
- Zobacz to!
- O rety. Mati! Co to ma znaczyć?
- Chyba ktoś wie o moim przeznaczeniu, albo chce mi je po prostu ustalić. Hmm No ale jak to możliwe, że ja muszę zginąć? Co to ma być?
- Karol nie wiedząc co ma mówić powiedział:
- Wiesz co Mati? To może być jakaś puszka Pandory. Może ktoś tobą manipuluje?
- Nieee. To nie jest manipulacja. To po prostu jest moja przyszłość. A więc chyba ktoś chce mi powiedzieć, że ja zginę.
- Mati? Może poszukamy dalej tych kamieni i się dowiemy, co to znaczy?
Gdy tymczasem koledzy Mateusza i Karola dotarli do domów, to dziewczyna jednego z nich się pyta:
- Gdzie Mati i Karol? Czemu nie przyszli z wami?
No i Michał (jeden z uciekinierów) powiedział do niej tak:
- My poszliśmy do domu, bo widzieliśmy dziwne napisy na kamieniach. Było na jednym z nich napisane: ''Ten kto tu przejdzie pierwszy będzie miał na imię Mateusz''.
- I dlatego zostawiliście ich samych? Jesteście tchurzami! A jak coś im się stało, to co nie patrzycie na takie rozwiązanie.
No i Michał mówił tak:
- A co im się może stać? Przecież są razem.
- Skoro tak gadasz, to ja tam idę. Jak chcesz, to chodź ze mną, a jak nie to siedź tu.
- Idę z tobą.
No i gdy dziewczyna o imieniu Karolina poszła z Michałem, to Mateusz i Karol szukali dalej kamieni z napisami. Po chwili Mateusz znalazł kamień mówiąc:
- Karol! Chodź znalazłem kamień!
- Co tam jest napisane?
- ''Wróć do domu i idź spać''
- A to dziwne. Dlaczego ktoś chce, abyś szedł spać? Nic nie rozumiem.
- Zaraz, zaraz. Karol? Posłuchaj mnie. Wiesz co to wszystko oznacza?<
- Nie wiem.
- To jest moje przeznaczenie przecież, ale ja mogę temu zapobiec, by nie zginąć
- Jak chcesz to zrobić skoro to ci jest pisane?
- Będę po prostu unikał tego wszystkiego.
No i po chwili Mateusz powiedział do Karola tak:
- Wiesz co Karol?
- Co?
- Idziemy do domu, ale inną drogą. Zobaczymy co będzie się działo.
- Gdy Karol i Matusz poszli inną drogą do domu, to za nimi szli Michał i Karolina. Jednak między nimi było już 3 km różnicy. Po chwili byli przy ulicy i Karol powiedział do Matiego tak:
- Uważaj, bo nigdy nic nie wiadomo, co może się stać.
- Spoko poradzę sobie.
No i gdy przechodzili przez ulicę, to po chwili jechało Beemka i akurat rąbnęła w Mateusza. No i Karol mówi do niego:
- Mati jak się czujesz?!!! Co mam robić? Dzwonię na pogotowie. Halo pogotowie
- Tak. W czym mogę pomóc?
- Kolegę potrącił samochód. Szybko przyjedźcie tu.
- A gdzie jesteście?
- W lesie Perata na tej asfaltówce.
- Zaraz będziemy.
No i gdy kierowca BMW się zatrzymał powiedział:
- Co się stało?
- Pan pyta co się stało?! Potrącił Pan mojego kolegę. Zaraz tu będzie pogotowie.
Kierowca mówił do Mateusza tak:
- Jak się czujesz?
- Okropnie! Nie wiem, czy przeżyję to.
- Nie martw się Mati, twoje przeznaczenie się zmieniło.
- Że co?!! Kim ty jesteś, że to wiesz?
- To ja ci te wskazówki na kamieniach pisałem.
- Tzn., że jesteś.....
- Tak Mati. To ja jestem Panem. Tylko ty mnie widzisz
Po chwili Karol mówił do Mateusza:
- Mati dobrze się czujesz? Z kim rozmawiasz? Czyżbyś już umierał? Nie rób mi tego. Proszę cię. Trzymaj się. Zaraz tu będzie pogotowie.
No i Pan powiedział do Mateusza:
- Mati? Jesteś bardzo dobrym człowiekiem. Dlatego żyj jeszcze dla przyjaciół.
- No ale co ja powiem Karolowi? On już wezwał pogotowie.
- Nic mu nie mów. Niech cię zabiorą. Do jutra znieś ten ból.
- Ale zaraz zaraz. Przecież Ty jechałeś tą Beemką, ale kierowcy nikt nie widział oprócz mnie?
- Nie. Tylko ty mnie widziałeś i Karol, ale nawet się pewnie nie kapnął.
- Uff, to dobrze, bo by było podejrzane. Zresztą i tak będzie podejrzane, bo nie zobaczą kierowcy, a będą myśleć, że to Karol.
- Nie martw się. Nic się nie domyślą.
Po chwili Karol mówi do niego:
- Mati nie odchodź ode mnie.
- Spokojnie Karol. Jestem tylko trochę połamany. Reszta jest ok.
- Gadasz tak tylko by mnie uspokoić.
- Wcale nie. A widzisz moją krew?
- Nie. To co tu się dzieje? Masz kontakt z duchami, że jeszcze żyjesz? Bo inaczej już dawno by było po tobie.
Po chwili karetka dojechała na miejsce:
- Proszę się odsunąć. Musimy wziąć poszkodowanego.
- Proszę was wyleczcie jego, to mój jedyny przyjaciel.
- Postaramy się. Ale wiedz jedno, że szanse na przeżycie po takim wypadku są jak 1 na 1000000.
- A co ze mną mogę jechać z wami. Proszę.
- Dobrze. Skoro uratowałeś go to tak. Jak długo czekaliście za nami?
- 10 minut.
- No to trochę długo. No, ale ważne, że żyje jeszcze.
- Przeżyje na pewno.
- Nie wiem, ciężko określić. Zobaczymy co mu jest.
No i po chwili Mateusz poczuł się gorzej i kierowca karetki jechał jeszcze szybciej. I gdy dotarli na miejsce, to wzięli Mateusza na stół operacyjny i najpierw sprawdzali co mu jest. Jednak po chwili do Mateusza podszedł Karol i mówił:
- Jak się czujesz?
- Bywało lepiej. Czuję się okropnie. Wszystko mnie boli.
- Chwilę później do Matiego podchodzi duch i mówi:
- Nie lękaj się Mati. Będziesz żył.
- Nie o to chodzi.
- A o co?
- Co ja powiem Karolowi i lekarzom jak jutro już będę zdrowy?
- Nie martw się wszystko będzie dobrze.
Po tej rozmowie lekarze wzięli Matiego i założyli mu gips.
Gdy Karol był przy nim, to patrząc na niego mówił:
- Mati jak teraz się czujesz?
- Powiedzmy, że dobrze. Jeszcze mnie wszystko boli, ale to się da.
- No, ale zostałeś mocno uderzony. Przeleciałeś jakieś 100 m. Człowieku, to mogło cię zabić.
- Wiem, ale nic mi nie grozi uwierz mi.
Gdy lekarze weszli do pokoju, gdzie leżał Mateusz, to powiedzieli do Karola tak:
- Nie chcemy być niemili, ale musimy go zbadać, także poczekaj za nim na korytarzu ok.
- No dobrze. To trzymaj się Mati, będę później u ciebie. Pa.
- Pa Karol.
Gdy lekarze już chcieli operować Mateusza, to po chwili wszystkie jego rany się zagoili i jeden z lekarzy powiedział do drugiego:
- Ty zobacz. Wszystkie jego rany zanikają. Co to ma znaczyć?
- Nie wiem. Odpowiada drugi. Czy to jakaś magia, czy co.
No i po chwili Mateusz mówił do lekarzy:
- Mogę już sobie iść? Nic mi nie jest. Czuję się świetnie. Nic mnie nie boli.
No i jeden z lekarzy mu odpowiedział:
- Skoro jesteś tego pewien, to możesz iść.
Gdy Mateusz wyszedł z pokoju, to na zewnątrz czekał na niego Karol i mówił:
- To ty Mati?
- Tak. To ja.
- Ale.... jak to? Przecież...... zostałeś potrącony przez samochód.
- Wiem, ale już wyzdrowiałem.
- Tylko nie mów mi, że to coś jest wspólnego z tymi kamieniami.
Gorzej - nawet sporo jest w tym wspólnego. A na dodatek ci powiem, że ten, kto mnie potrącił jest Panem.
- Że co?!!! Co ty mówisz?
- To Pan mnie sprawdził jak się zachowam i powiedział, że mam żyć i moje rany zostały uleczone.
- To niemożliwe. Pierwszy raz coś takiego widzę i słyszę. Nie mogę tego pojąć. Jak to możliwe?
- Po prostu. Jestem cały i zdrowy. Ten samochód, który mnie potrącił, to był widzialny tylko dla nas. Nikt inny go nie widział.
- Czyli mam to rozumieć w ten sposób, że twoje przeznaczenie się zmieniło?
- Tak, bo tak naprawdę ten kto chciał mojej śmierci, to był szatan, który pisał to wszystko, ale ja się tego nie przestraszyłem i szedłem dalej aby odczytać te znaki. I to mnie uratowało.
Gdy Michał i Karolina poszli za nimi, to dotarli na miejsce wypadku i Karolina mówi do Michała:
- Co tu się stało? Gdzie jest Mati i Karol?
- Hmmm dziwna sprawa. Odpowiedział Michał.
Po chwili ukazała im się dziwna postać jakby anioł i mówiła do nich:
- Idźcie do domu i zobaczycie Karola i Mateusza.
Oni się przestraszyli i uciekli stamtąd.
Gdy wrócili do domu, to po chwili patrzą dziwnie na Karola i Michał mówił:
- Co ci się stało Karol? Coś jest nie tak?
- Wszystko jest dobrze, ale to co przeżyłem to jest szok. Bym mógł opowiadać, ale nie uwierzycie.
- Mateusz powiedział do Karola tak:
- Nic nie mów, że to przeżyłem, po prostu jakby nigdy nic oki.
- Dobra nic nie powiem.
- Co tam ze sobą rozmawiacie? Powiedziała Karolina.
- Nic, nic. Odpowiada Mateusz.
Po chwili wszyscy wrócili do swoich domów i nic nikomu nikt nie mówił o niczym. Nawet lekarze bali się cokolwiek mówić.
W życiu jest też tak jak w tym opowiadaniu, czasami ktoś zostawia nam jakieś wskazówki, które jak się później okazuje są błędne. Niektórzy zapewne boją się śmierci, ale tak ma większość ludzi. Jednak są takie osoby, które są gotowe na wszystko. No, ale nie zawsze jest tak, że każda wskazówka mówiąca o czyimś nieszczęściu, oznacza jego odejście. To opowiadanie ma nam przedstawić nas na miejscu Mateusza, by wierzyć w to, że nic nam nie jest. On też zdając sobie sprawę, że czeka go śmieć, postanowił wierzyć w życie i to go uchroniło przed śmiercią. A dobry Pan sprawił iż jego rany się wyleczyły. Pewnie po tym tekście niektórzy z was też by chcieli być tacy jak Mateusz i uwierzyć we wszystko to co dobre jest nawet jak jest przeciwnie. Bo pamiętajmy jedną rzecz: „Jeśli by każdy miał wiarę w Bogu, to gdyby powiedział górze – Podnieś się i rzuć w morze, a nie zwątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to co mówi, tak mu się stanie” Fragment zaczerpnięty z wwwwewewangelii wg świętego Marka (Mk 11, 23).
środa, 6 stycznia 2010

Historia Triady

Chcę tutaj przedstawić historię, która będzie o tym jak grupa trzech osób chciała zmienić swoje przeznaczenie. Gdy pewnego dnia na Ziemię wylądował statek Triada, to wysiadło z niego trzech kosmitów: Rison, Persan, Bizon. Byli oni mieszkańcami układu planetarnego Vega. A planeta nazywała się Oziria. Na Ziemi znaleźli się przypadkowo, gdyż chcieli po prostu wylądować, bo zabrakło im paliwa i awaryjnie lądowali na Ziemi. Gdy wysiedli ze statku, to pewien farmer zauważył, że na Ziemię coś wylądowało. Pierwsza myśl była taka:
- UFO!!! Pomocy kosmici są wśród nas.
No i gdy ci widzieli, że nie są mile widziani na Ziemi, to postanowili jakoś postarać się o to, aby byli przyjaźnie traktowani na Ziemi. No i ten farmer poszedł zobaczyć, co to jest. Mówił sobie tak:
- Może to są kosmici, ale nie koniecznie muszą być tu w złych intencjach. Hmmmm, może porozmawiam z nimi.
I gdy nabrał odwagi to powiedział:
- Idę zobaczyć.
Gdy po chwili podszedł do nich, to zapytał:
- Kim jesteście? Czego tu szukacie.
Oni inteligentni kosmici doskonale umieli porozumiewać się ziemskim językiem wiedzieli co ten człowiek do nich powiedział. No i odezwał się jeden z nich (Persan) i mówił:
- Jak widać nie jesteśmy Ziemianami. Wylądowaliśmy tutaj, bo wyczerpało nam się paliwo. Nie mamy jak wrócić na swoją planetę, a pochodzimy z bardzo daleka, bo z układu planetarnego Vega, czyli gwiazdy Vega, a mieszkamy na planecie Oziria. Od was to jest jakieś 10000 lat świetlnych (rok świetlny, to jest odległość jaką w ciągu roku pokona światło wynosząca 9,46 biliona km).
I gdy farmer (imię jego to Kazik) trochę się tym zmartwił, to zapytał:
- Może byście chcieli zamieszkać na Ziemi. Bo my tutaj mamy paliwo, ale nie wiem, czy to będzie dobre, bo ja mam tylko do ciągnika czerwoną ropę. No i Rison zapytał:
- To może nam pan pokazać jak wygląda, ta ropa, może będzie dobra?
- No dobrze nie ma sprawy. I gdy zobaczyli, to Bizon powiedział tak:
- Niestety to na nic, my potrzebujemy paliwo bretan (bretan jest to paliwo wykonane z roztopionego węgla, które na ziemi nie istnieje bynajmniej tak nam się wydaje, bo tylko wiem, że u nas to jest, bo to jest stopiony węgiel z pozostałości gwiazdy centralnej naszego układu).
No i wtedy Kazik powiedział do nich:
- Może chcecie zamieszkać na ziemi? Skoro już nic nie możecie zrobić, a my nie mamy żadnych takich urządzeń, które by was wzięło z powrotem, to może zostaniecie u nas.
- Byśmy mogli zostać, ale jak inni ludzie się dowiedzą, to będą panikować, będą myśleli, że jesteście naszymi zakładnikami.
- Nie martwcie się postaram się przekonać ich, aby się nie bali.
No i od tego czasu trzej kosmici ugościli się na Ziemi. Sąsiedzi z początku się bali ich. Jednak skoro mieszkali u farmera, to się nikt ich nie bał. I od tego czasu wszystko się zmieniło. Trzej kosmici byli bardzo zadowoleni gościną na Ziemi. Mieli moce uzdrawiania i gdy ktoś potrzebował pomocy, to zawsze z chęcią pomagali. Jednak pewnego dnia wszystko się pogorszyło. Otóż na Ziemię wylądowali inni kosmici. To byli Terianie (kosmici pochodzący z planety Tryton, z gwiazdy polarnej). Poszukiwali statku Triady. No i pech chciał, że wylądowali akurat w pobliżu miejsca, gdzie byli Ozirowie. No i farmer powiedział do Ozirów:
- Co to jest za statek? To są może wasi przyjaciele i może chcą was stąd wziąć?
No i gdy Bizon spojrzał od razu wiedział, że to koniec i mówił:
- Kaziku, to są nasi najgorsi wrogowie. Grozi wam i nam wielkie niebezpieczeństwo. Oni przybyli zgładzić Ziemię. Szukali nas wszędzie. My już nie mając paliwa wylądowaliśmy na Ziemi. Jesteśmy tobie wdzięczni, że nas przyjąłeś, ale nic nie możemy już zrobić.
No i zdziwiony farmer powiedział do nich:
- Mam takie wrażenie, że chcieliście nas wrobić i teraz chcecie naszej zagłady.
Bizon odpowiedział:
- Nic z tego. Jesteśmy dobrym ludem i nie mamy zamiaru was krzywdzić, ale skoro oni się dowiedzą, że tu jesteśmy, to nas zabiją.
Jednak farmer uspokoił ich i mówił:
- Możecie się schować w moim tajemniczym miejscu. Nikt nie wie o tym miejscu. Nawet sąsiedzi. Dlatego na jakiś czas się tam schowajcie i jak już sobie odlecą, to was zawołam.
No i do drzwi puka jeden z Terianów i mówił:
- Gdzie są Ozirianie? Wiem, że wylądowali na Ziemi?
- Nie wiem o kim mówisz? To chyba pomyłka.
- Nie chcesz nam powiedzieć, to wchodzimy. Nie próbuj nas powstrzymywać, bo cię zabijemy.
Gdy szukali w całym domu, to nic nie znaleźli i jeden z nich powiedział:
- Jeżeli zobaczysz ich gdzieś, to przekaż im, że chcemy ich zabrać na ich planetę.
Farmer zdziwiony powiedział:
- No dooooobra.
Gdy ci poszli szukać gdzieś indziej, to farmer wchodząc do kryjówki powiedział do Ozirów:
- Nie wiem czemu, ale oni mówili, że chcą wa zabrać na waszą planetę.
- Nie wierz im oni kłamią. Specjalnie tak powiedzieli, by od razu nas znaleźć.
Gdy szukali dalej, to jeden z sąsiadów Kazika powiedział:
- A byliście u farmera w domu. Oni są u niego. Wczoraj tam byłem, to byli.
- A więc to tak. Chciał nas wykiwać. Dzięki wielkie. Idziemy!!
No i wrócili do Kazika i jeden z nich powiedział:
- Coś mi się wydaje, że chciałeś nas wrobić. Teraz na poważnie, gdzie są Ozirianie? Wiem, że tu są.
- Niestety nie ma tu ich. Dostałeś błędne informacje, bo nie ma tu ich. A widzisz gdzieś statek?
I po chwili Dezan powiedział do Radana:
- No nie, ale dlaczego my myśleliśmy, że oni tu są. Dostaliśmy złe dane, czy co?
- Nie wiem, ale muszę przyznać, że to pomyłka. Dlatego lecimy na inną planetę. Dobra pakujemy się i odlatujemy.
Jednak Dezan po chwili powiedział:
- Poczekaj. Muszę coś załatwić.
I po chwili uderzył promieniem w Kazika zabijając go i mówił:
- Należało ci się.
Gdy wsiedli już, to po chwili wyszedł Bizon i widział martwego Kazika i mówił:
- Ktokolwiek to zrobił zginie. I widział, że statek, którym lecieli Terianie odlatuje, to po chwili uderzył swoim promieniem i zniszczył go. Dwaj Terianie zginęli od razu. I po chwili Rison uzdrowił Kazika. No i od tej pory wszystko wróciło do normy i ci Ozirianie dalej byli dobrymi kosmitami.
No i w życiu też tak jest, że dzieje się coś, że nie ma już praktycznie szans na polepszenie. Jednak zawsze jest jakaś ostatnia deska ratunku.
poniedziałek, 5 października 2009

Początki gry na perkusji

Od momentu, gdy dostałem pracę od razu pomyślałem o tym, że jak będę miał jakąś kasę, to będę zbierał na sprzęt perkusyjny. Jedak zadanie nie jest łatwe, bo taki sprzęt kosztuje ok 2500 zł. Jednak to nie wszystko, bo trzeba mieć też miejsce na to, żeby gdzieś to włożyć. I tu pojawia się problem, bo dochodzi do tego jeszcze około 1500 zł na garaż blaszany (bo wg mnie to jest dobre pomieszczenie na to żeby gdzieś mieć ten sprzęt). No i ostatnio miałem problemy z utrzymaniem rytmu i zostałem podziękowany za współpracę w zespole Mota. Bo wg perkusisty tego zespołu - nie nadaję się. Może ma rację, a może nie. Natomiast ja nie zrezygnuję, bo wiem, że czegoś napewno się nauczę. Umiem już dłużej rytm utrzymać. Nawet jakieś przejścia zrobić, ale i tak będę się uczył dużo więcej. Ostatnio mi wpadł do gustu kawałek Rootwatera - Haydamaka. Grane jest szybkim tempem i na podwójnej stopie. Podoba mi się to i próbuję sam też tego rytmu trzymać, ale się gubię. Chociaż też mi noga dosyć szybko chodzi i na kilka sekund umiem utrzymać rytm. Jednak to i tak za mało. No i zapytałem perkusisty - Co zrobić, żeby wyrobić sobie słuch? On mi powiedział, że mam dużo muzyki słuchać. No i od tego momentu, gdy mam kompa uszykowanego, to słucham dużo muzy. A ostatnio spodobała mi się bardzo mocna muza zespołu Beneath the Massacre. Możecie sobie tego posłuchać, ale mało będzie osób, które lubią taką nawalankę. Jednak nie tylko tego słucham, bo innej też muzy, ale przeważnie jest to metal, haevy metal, death metal itp. Mam nadzieję, że spełnię swoje ozekiwania i niedługo będę grał na "swoim instrumencie" i pokażę, że da się grać na perkusji. Bo kto chce, to prędzej czy później się nauczy. Wiek nie gra roli. To by było na tyle. Cześć!!!
sobota, 1 sierpnia 2009

Lśniące kamienie

Ta opowieść będzie o tym jak pewien człowiek znalazł tajemniczy kamień i chciał, aby go uzdrowił. Jednak kamień nie pochodził z Ziemi, ale był w miejscu na Ziemi. Było to wzgórze "nadziei" . Posłuchajcie tej opowieści.

Gdy pewien człowiek imieniem Sharen wyruszył na poszukiwanie różnych kamieni, to nie wiedział, że kamienie mogą mieć różne właściwości. No i myślał, że każdy kamień jest tylko zwykłym, który leży sobie na ziemi. No i pomyślał sobie tak: "Skoro na ziemi są zwykłe kamienie, to dlaczego mogły by być niezwykłe. Może będą takie, które mnie uzdrowią." No bo właśnie ten człowiek chorował na padaczkę. No i codziennie wychodził z domu i szukał sobie tych "niezwykłych" kamieni. A, że był młodym człowiekiem, bo miał tylko 11 lat, to zawsze rodzice nie pozwalali mu wychodzić samemu. I pewnego dnia powiedział do swojej mamy tak: "Mamo ja chcę iść sobie sam, bo potrzebuję spokoju i nie chcę nikogo za towarzysza." No i jego matka powiedziała jemu tak: "Synku nie możesz chodzić sam, masz dopiero 11 lat i nie mogę pozwolić na to, żeby coś się stało. Mamy tylko ciebie." Ja rozumiem, ale po prostu pozwól mi tylko ten raz wyjść samemu dobrze - tylko raz." No i jego matka na to: "Dobrze, ale tylko ten raz. I nie bądź za długo tam." I po chwili wyszedł. Gdy przeszedł 5 km, to po chwili poczuł się słabo i padł. A przed nim stanął człowiek imieniem Rasahim i powiedział do chłopca: "Jak się czujesz? Kim ty jesteś? A chłopiec się przestraszył i powiedział: "Gdzie ja jestem? Głowa mnie boli. Jestem synem Sary i Saharana. Mieszkam 5 km stąd. A pan kim jest?" No i tajemniczy człowiek powiedział do niego: "Jestem Rasahim. Po co tu przybyłeś?" Przyszedłem szukać niezwykłych kamieni, bo słyszałem, że istnieją kamienie, które leczą. A ja choruję na padaczkę. "A więc chłopcze nie powinieneś chodzić sam. Tym bardziej, że chorujesz." Nie mam wyboru muszę. Chcę być zdrowy, bo gdy byłem u lekarza, to powiedzieli mojej mamie, że wasz synek długo nie pożyje. Co najwyżej rok i koniec. Niestety ja to słyszałem. Załamałem się strasznie i wszyscy płakali. Ale pomyślałem sobie, że skoro są kamienie zwykłe, to może są i też niezwykłe. Może uda mi się znaleźć jakiś, który by mnie wyleczył. "Rozmawia mi się z tobą dobrze chłopcze. Widzę, że jesteś bardzo mądry, ale musisz wiedzieć jedno. Aby znaleźć takie kamienie, to musiał byś liczyć na cud. Bo te kamienie leżą na wzgórzu Ar Harabi Ili - Nisa." A żeby tam się dostać musisz być bardzo odważny, bo tego wgórza pilnują Tarianie. Są oni bardzo niebezpieczni i mogą ci krzywdę zrobić." Nie boję się niczego tym bardziej, że moje życie dobiega końca i już wkrótce umrę. Nic już mnie nie obchodzi. Może mi pan powiedzieć, gdzie jest to miejsce? Muszę je znaleźć - proszę. "Dobrze, ale pod jednym warunkiem." Jakim? "Jakby ktoś cię pytał czy widziałeś mnie, to powiedz, że nie(bo tylko ja znam to miejsce)bo zapewne będą cię pytać. Dlatego jakby już ktoś zauważył, że nie sam tu trafiłeś, to powiedz, że wysłali ciebie tu rodzice. Ja z nimi pogadam." Dobrze, dziękuję za radę. "Bądź ostrożny i uważaj na siebie." Gdy tym czasem chłpak poszedł na wzgórze - a miał spory kawałek, to do jego rodziców poszedł Rasahim i powiedział: "Dzień dobry. Czy pani jest matką Sharena?" Tak ja jestem jego matką, a coś się stało? "Nie nic tylko pytam." Rozmawiałem z waszym synkiem i mi powiedział straszną rzecz. Powiedział, że byliscie u lekarza, bo on choruje na padaczkę i wkrótce umrze. Chce pani może o tym porozmawiać?" Chciałabym, ale nie potrafię. Boję się o mojego synka, bo może mu się coś złego przydarzyć. Powiedział, że wychodzi się przejść. Przeważnie wychodził i wracał. Teraz już minęło 8 godzin jak go nie ma. Nie wiem co z nim jest. Wie pan coś na ten temat? "Tak wiem wszystko. Gdy z nim rozmawiałem, to widać było, że chłopak jest bardzo mądry i jemu zależy bardzo na tym, żeby być zdrowym. I nawet powiedział, że pójdzie wszędzie i zrobi wszystko by być zdrowym. No i pokierowałem jego do wzgórza Ar Harabi Ili - Nisa. Jest to miejsce, w którym są niezwykłe kamienie. Bo wasz syn mi powiedział, że poszukuje niezwykłych kamieni." Powiedział to panu? Dlaczego nam nic nie mówił? "Nie wiem, może bał się tego powiedzieć. Trudno stwierdzić, dlaczego nic wam nie mówił. Może mi powiedział dlatego bo się przebudził." Przebudził? Co on spał? "Nie. Przytomność stracił. Leżał kilka godzin. Podszedłem do niego i powiedziałem - jak się czujesz. On powiedział, że go głowa boli." A czy jest szansa, aby był zdrowy? "Mogę powiedzieć, że tak, bo gdy dotrze na czas do tego wzgórza, to być może się uratuje. Szanse są ogromne." To mówi pan, że jest nadzieja? "Proszę mi mówić Rasahim." A ja jestem Sara. No i po chwili Rasahim powiedział tak: "Wiesz co Sara, mam chyba złe przeczucie, bo coś mi się wydaje, że za dużo twój syn poświęca się dla zdrowia i może nawet zginąć. Wiem, że to mu jest pisane, ale może potrzebuje on pomocy." To myślisz, że nie uda mu się "oszukać" przeznaczenia? "Obawiam się, że nie, bo musi poradzić sobie z Tarianami." Z Tarianami? Kim oni są? "Są strażnikami tego wzgórza. Są bardzo silni." No i gdy mama chłopca rozmawiała z Rasahimem, to po chwili z pracy wrócił Saharan i powiedział: Kto to jest Saro? Jest to człowiek, który chce nam pomóc. Pomóc? W czym? "Dobrze to ja wytłumaczę. A więc rozmawiałem z waszym synkiem, który wyruszył na wyprawę w poszukiwaniu niezwykłych kamieni." Ale jak to? Czemu on nam nic nie mówił? Przecież nic złego mu nie robiliśmy? Dlaczego zrobił coś takiego? "Mogę powiedzieć tak - on nie uciekł przed wami, ale przed własną śmiercią, bo dowiedział się, że umrze i chce znaleźć kamieni, które go uleczą. Więc gdy go spotkałem po drodze, to doradziłem co ma robić i wysłałem go na wzgórze Ar Harabi Ili - Nisa. Niestety nie zdaje sobie on sprawy, że tam jest niebezpiecznie i poszedł. Powiedział, że i tak nie ma nic do stracenia." Saro co my zrobimy? Nie możemy tego człowieka potępić ani go wyrzucić, bo nam pomaga? Nie, nawet mi to przez myśl nie przeszło. Dobrze ja się przedstawię może - jestem Saharan a pan? "Ja jestem Rasahim" Skąd wiedziałeś Rasahimie, że tu mieszkamy? "Wasz synek mi powiedział, że tu mieszkacie i przyszedłem porozmawiać z twoją żoną." Aha po prostu chciałeś nam powiedzieć, że jest jakaś nadzieja - tak? "Tak. Ale się boję, że nie uda mu się. Może trzeba w to uwierzyć, ale też jest tak, że gdy ktoś staje ze śmiercią twarzą w twarz, to zrobi wszystko, aby jej uniknąć. Chociaż nigdy nie wiadomo co się będzie działo." No i gdy już chłopiec doszedł do wzgórza to powiedział: Jest tu ktoś! Halo! Jest tu ktoś!! No i po chwili odezwał się jeden z Tarianów i powiedział: Kim jesteś młody człowieku? Co ty tutaj robisz? To nie jest miejsce dla ciebie. A chłopiec powiedział: Jestem synem Sary i Saharana. Przyszedłem tu poszukać niezwykłych kamieni, które mnie wyleczą, bo choruję na padaczkę i jutro umrę. A więc jak ci możemy pomóc, skoro ty umrzesz? Nie wiem, ale muszę się dostać do niezwykłych kamieni. Kto cię tu pokierował? Rodzice mi mówili, że na tym wzgórzu są te kamienie. Aha. Myślisz, że uwierzymy ci na słowo? Za kogo ty się uważasz? Masz dopiero 11 lat i myślisz, że kim jesteś? Myślisz, że nie wiem, kto cię tu przysłał. Dobrze wiem, że palce w to mieszał Rasahim. To więc pytam, kto cię tu pokierował? ,,Muszę się zastanowić, co im powiedzieć, bo jak powiem źle, to mogę mieć kłopoty. Przecież Rasahim mi powiedział, że nie mam mówić, kto mnie przysłał. Z drugiej strony nie mam nic do zaryzykowania, bo jak już jutro mam umrzeć, to muszę zrobić wszystko, by uciec od śmierci,, To jak? Odpowiesz nam czy nie? Był u nas w domu Rasahim i powiedział mojej mamie, gdzie to jest. A ja usłyszałem pod drzwiami. ,,Może uda mi się ich oszukać i to "kupią".,, No dobrze skoro tak twierdzisz, że usłyszałeś, to niech ci będzie. Ale żeby się tam dostać, to musisz mieć naszyjnik śmierci. Zapewne mama ci coś takiego dała. Właśnie, że nie, bo nie mam nic na szyji. No to źle chłopcze, nic ci nie pomoże. Bo tylko ten medalik ma w sobie moc, która sprawi, iż w połączeniu z kamieniami odzyskasz zdrowie. To co mam zrobić? Czy już mogę się pożegnać z życiem? Niestety tak, bo tylko ten medalik z kamieniami mają moc. A gdzie ewentualnie znajdę medalik, aby odzyskać zdrowie? Jest tylko jeden taki medalik i myślałem, że twoja mama go posiada, ale widzę, że jednak nie masz go. No i nie mogę ci pomóc, bo jeżeli nikt go nie ma, to jest on w świątyni Alsebia. Musiał byś naprawdę być szybki żeby się tam dostać, bo to jest 320 km stąd. A więc to koniec? Mogę się pożegnać z życiem? Nic mnie już nie uratuje? To co mam czekać, aż śmierć po mnie przyjdzie? Bo nic innego mi już nie pozostało? Niestety nie chłopcze. Bardzo mi przykro, ale nie mogę w niczym pomóc. A mogę wejść do środka - proszę. Dobrze możesz wejść. No i gdy chłopiec wszedł do środka po chwili jakiś głos się odezwał do niego i rzekł: Nie możesz zmienić swego przeznaczenia chłopcze. Nikt nie może. I po chwili chłopiec zauważył coś dziwnego. W szklanej komnacie była dziwna maska. A pod nią jakiś napis: Sajirija Naha Elo Semali Idia - co po arabsku brzmiało: Tylko maska może dać ci drugą szansę. Jednak chłopiec nie wiedział, co oznacza napis. I mówił: ,,Ciekawe co te słowa oznaczają, może to jest jakaś wskazówka, która pomoże mi jak "oszukać" swe przeznaczenie. Coś to musi oznaczać, bo ta maska musi do czegoś służyć.,, No i po chwili gdy spojrzał na maskę, to na niej był napis po hebrajsku: Ten kto ubierze tą maskę dostanie drugą szansę. I po chwili chłopiec wziął ją, a do niego podszedł jeden z Tarianów i powiedział tak: Mam nadzieję, że nie chcesz tej maski założyć, bo może to być niebezpieczne. A Sharen rzekł do niego: Niczego się nie boję, bo śmierć jest blisko. Może mi pan powiedzieć co jest na tej masce napisane? Jasne, że mogę powiedzieć. Jesteś szczęściarzem, bo napis brzmi - ten kto ubierze tą maskę dostanie drugą szansę. Jednak nie możesz jej założyć, bo ona jest dla kogoś innego. To jest też chłopiec, który ma dziś umrzeć, bo choruje na esoratię. Esoratię? Co to jest za choroba? To jest choroba, która sprawia, że nic się z tobą nie dzieje, ale z niewiadomych przyczyn dzieci mając 11 lat umierają. Nikt nie umie tego wyjaśnić. No i po chwili do tego miejsca doszedł ten chłopiec z tą chorobą. Ma na imię Syriusz. No i rozmawiali ze sobą, który z nich ma ubrac tę maskę. A że Sharenowi zostało już tylko pięć godzin życia, to nic nie mógł już zrobić. No i powiedział do Syriusza: Syriuszu? Niech tylko jeden z nas oszuka swe przeznaczenie, bo maska jest tylko jedna a nas dwóch. Proszę ciebie załóż ją. Ja poszukiwałem niezwykłych kamieni i je znalazłem. No i Syriusz ją założył i powiedział: Dziękuję ci Sharen. Postaram się o to byś też oszukał swoje przeznaczenie. I po chwili gdy ją założył, to poczuł dziwne moce, które sprawiły iż choroba ustąpiła. Trwało to 3 godziny zanim zdjął maskę. Odczuwał straszne bóle. No i aby maska odzyskała tą moc, to na kolejne odrodzenie mocy trzeba czekać rok. No i gdy już zdjął maskę, to przez chwilę poczuł się słabo, ale stopniowo dochodził do siebie. I po chwili powiedział: Ja oszukałem swoje przeznaczenie i żyję. Jednak bardzo mi ciebie żal, bo dużo ci nie zostało. I po chwili Sharen zauważył, że jest w dziwnym miejscu i nadal szukał niezwykłych kamieni. No i po chwili zobaczył lsniące kamienie, które mają moc. Jednak, aby one zadziałały, to potrzebował medalion mocy, który po połączeniu z kamieniami da moc odzyskania zdrowia. I z tą prośbą zgłosił się do tego, który oszukał swe przeznaczenie - czyli do Syriusza i powiedział: Syriuszu, pomożesz mi w czymś? A w czym ci mam pomóc Sharen? Czy dałbyś radę dostać się do Alsebii, to jest świątynia, w której jest medalion śmierci. Tylko on może mi pomóc. To jest 320 km stąd. Proszę pomóż mi. Nie chcę umrzeć. Zostało mi tylko 2,5 godziny życia. Nie chcę, aby moi rodzice się dowiedzieli, że nie żyję, bo obiecałem, że wrócę. Dobrze mogę ci pomóc, bo to przecież dzięki tobie "oszukałem" swe przeznaczenie. A gdzie mam lecieć? Kieruj się na południe. Dobrze będę jak najszybciej. No i gdy Syriusz poleciał do tej swiątyni, to rodzice zdając sobie sprawę z tego, że ich synek "powoli umiera" powiedzieli do Rasahima tak: Jak myślisz, uda mu się w porę uzdrowić? "Miejmy nadzieję, że tak. Może już wróci zaraz i postara się wrócić przed jutrem. Jeżeli nie wróci za 10 godzin, to oznaczać bedzie tylko jedno - umarł." Może byśmy tam poszli to jest niedaleko. No i Rasahim powiedział tak: "Jasne możemy iść." I gdy dotarli tam na miejsce, to chłopiec się ucieszył na widok rodziców i Rasahima. Jednak Tarianie będąc zawsze wrogo nastawieni do osób zupełnie obcych powiedzieli: Tutaj dla was nie ma miejsca. Ten chłopiec walczy o życie. Jednak, aby pogodzić wszystkich, to chłopiec powiedział: Proszę pozwólcie mi ostatnie chwile spędzić z moimi rodzicami i z Rasahimem. Jeden z Tarianów powiedział tak: Zawsze uważałem ciebie Rasahimie za wroga, ale widzę, że poswięciłeś się, aby tutaj przyjść. Zostań naszym przyjacielem. Nic złego już ci się nie stanie. No i Rasahim powiedział: Też nie chcę być złym dla nikogo, tym bardziej, że liczy się teraz życie chłopca. A więc bądźmy przyjaciółmi. No i od tej pory Rasahim i Tarianie byli przyjaciółmi. No i gdy zostało już chłopcowi 20 minut, to Syriusz w świątyni powiedział tak: Mam 20 minut, aby odwdzięczyć się za uratowanie mojego przyjaciela jakim jest Sharen. Proszę mogę pożyczyć ten medalik? Inaczej będę przeklęty i się zabiję. Niestety nie możemy ci go dać, bo on daje nam moc, która sprawia, że jesteśmy silni. Nie możecie na chwilę go dać? Ważne jest życie chłopca, czyż nie? Co ja powiem jak on mnie zobaczy? On się poświęcił dla mnie, rozumiecie? Nie możemy nic zrobić. Przykro mi. W takim razie idę. Ale wiedzcie jedno zostaniecie przeklęci. I wrócił do wzgórza. No i Sharen powiedział do Syriusza tak: I jak przyjacielu masz ten medalik? Syriusz się rozpłakał. A Sharen powiedział: Czemu płaczesz braciszku? Bo zostałem wyrzucony ze świątyni i powiedzieli, że nie mogę go dostać bo go potrzebują. O nie!!! Dlaczego oni mogli to zrobić? Nie wiem. Ja chciałem się odwdzięczyć i uratować ciebie. Nie chce mi się żyć. Naprawdę to nie jest moja wina. Chciałem ci pomóc, ale nie mogłem nic zrobić. Przepraszam was wszystkich - zawiodłem, bo czuję się sam winny. Robiłem co mogłem. No i po chwili odezwał się duch jednego z członków świątyni, który powiedział tak: Syriuszu wiem, że chciałeś dobrze i wam wszystkim to mówię, że on chciał pomóc. Dlatego ta świątynia zostanie przeklęta i zginą wszyscy jej mieszkańcy. No i po chwili Sharen powiedział te słowa: Obejmij mnie Syriuszu. Dziękuję ci, że posłuchałeś mnie i ty założyłeś maskę. Ja będę wciąż w twoim sercu. Mamo i tatusiu wam dziękuję za opiekę nade mną. I tobie Rasahimie też bardzo dziękuję. A wam Tarianie też dziękuję, że jesteście przyjaciółmi z Rasahimem. Ja już znalazłem moc lśniących kamieni. Jesteście nimi wy wszyscy. No bo w mojej misji poszukiwania niezwykłych kamieni, znalazłem je w was. To wy jesteście tymi "niezwykłymi i lsniącymi kamieniami." Dziękuję wam za wszystko. Żegnajcie mój czas dobiega końca. No i po chwili upadł na ramieniu Syriusza. Wszyscy zaczęli płakać. Jednak Syriusz powiedział tak: Nie!!! To nie możliwe!!! Dlaczego on zginął!!! I się pożądnie wnerwił i poszedł do tej świątyni i powiedział tak: Bądź przeklęta świątynio zła!!! Niech wszystko zło spadnie na was!!! I podszedł do miejsca, gdzie był medalion i go wziął. Po chwili zaczęło się wszystko walić, a Syriusz uciekł ze świątyni. I gdy doszedł do wzgórza, to powiedział tak: Jestem wam dłużny życie waszego synka!!! Nie mogę tego spiepszyć!!! Muszę go odzyskać!!! No i gdy każdy stracił nadzieję, to po chwili Syriusz powiedział: On nie może tak odejść!!! Nie pozwolę mu na to!!! No i gdy te kamienie połączył ze sobą z medalikiem, to odezwał sie głos zza światów mówiący tak: Lśniące kamienie dają moc tym, którzy chorują. Aby uzdrowić chorego musisz go położyć tu i mu dać medalik. Tylko wtedy moce będą zgodne i uzdrowią tego człowieka. No i po chwili położył Sharena ciało na to miejsce i dał mu w rękę medalik i odsunął się. A głos zza światów powiedział: Uzdrowić można tylko osoby żyjące. Niestety on już nie może powrócić do świata żywych. No i Syriusz powiedział: To jak ja mam się czuć skoro ktoś oddał za mnie życie, a ja nie mogę się odwdzięczyć. Mam się zabić czy co? Nie rób tego. Bo wtedy to było by gorsze, gdyż Sharen uratował ciebie i ty byś to zaprzepaścił. To by wyglądało na to, że nie doceniasz Sharena. Racja, ale co w takim razie mam zrobić? Saro i Saharanie? Niech Syriusz będzie waszym synkiem. Przyjmijcie go do siebie. A Syriusz powiedział: Nie mogę. Jestem bardzo zdruzgotany. Czuję się zagubiony. Nie wiem co robić? Serce mi się kraja jak do tego doszło. Jednak to zależy od was. No i rodzice Sharena powiedzieli: Starałeś się jak mogłeś. Jesteś dzielny i dobry. Przyjmujemy ciebie. Zawsze będziesz nam przypominał naszego synka. Co takiego? Ja? Niby dlaczego? Ja nie zrobiłem nic dobrego i nie mogę przypominać kogoś kto się za mnie poświęcił. Nigdy nie będę tego sobie darował, że on zginął, a ja żyję. Wiedzcie, że to dla mnie gorsze niż dla was jego śmierć. Możecie mi nie wierzyć, ale tak jest. No i Sara popatrzyła na niego i mówiła: Wiem co masz na myśli, ale to nie jest twoja wina. Przecież robiłeś wszystko, aby ci sięudało. Pech chciał, że się nie udało. Po chwili zaczęli wszyscy znowu płakać. Jednak to nic nie dało. Po chwili odezwał się głos zza światów i powiedział: Syriuszu, Syriuszu - podejdź bliżej. Coś się stało? Nie. Muszę ci powiedzieć, że nie możesz tak tego przeżywać. Nie możesz cierpieć z tego powodu, bo żyjesz. Chcę abyś był szczęśliwy. A "twoi rodzice" żeby nie byli smutni. Więc możecie porozmawiać chwilę z waszym synem. Sharen podejdź tu. Jestem. Porozmawiaj ze swoimi rodzicami i z Syriuszem. Dobrze. Syriuszu co prawda nie odwdzięczyłeś mi się za uratowanie życia, pomimo, że chciałeś, bo widziałem to w tobie, to jednak możesz się teraz odwdzięczyć. Przyjmij moich rodziców. Traktuj ich dobrze. Bądź dla nich dobry i pomagaj im. I powiem ci coś jeszcze - przyjmij moje imię. Nie jesteś już Syriuszem, ale Sharenem. Zrozum mnie dobrze. Chcę, abyś przypominał mi mnie. Gdy powiedziałem do ciebie, że masz ubrać maskę życia, to zrobiłem to dla ciebie, bo widziałem, że cierpisz gorzej niż ja. Nie miałeś nikogo. Widziałem twoją przeszłość. Nie miałeś ani rodziców ani nikogo, kto by cię przytulił. Dlatego chcę, abyś był kochany, jak ja za życia przez moich rodziców i przyjaciół. Każdy myślał, że Tarianie są źli. Ja uświadomiłem sobie, że gdy stajesz ze śmiercią twarzą w twarz, to nikt dla ciebie nie jest wrogiem. Dlatego bądź szczęśliwy. A do was mamo powiem tak: Dziękuję wam, że mnie wychowywaliście na mądrego chłopca. Dbajcie o niego nie róbcie mu krzywdy. Tym bardziej, że dla niego to jest cios, że został uratowany i żyje dzięki mnie. Ja się cieszę, że mogłem komuś pomóc. Dla mnie od razu było wiadomo, że nie dam rady oszukać przeznaczenia. Ale wiedziałem, że moge pomóc komuś. No i życzę wam pieknego życia i jak najwięcej radości z mojego kochanego braciszka. Dziękuję wam za wszystko. Żegnajcie! Po tych słowach zniknął, a każdy zaczął płakać. I Syriusz powiedział: Mamo i tato naprawdę chcecie mnie przyjąć. Oczywiście, że tak. Nie śmieli byśmy ciebie odrzucić. Tym bardziej, że od teraz jesteś Sharenem. Nie możesz już się czuc źle, bo jesteś przyjety do nas. Od teraz ty jesteś naszym synkiem. A więc śmiało mów do nas mamo i tato. A ty będziesz Sharen. No i po chwili odezwał się głos zza światów i powiedział: Saro i Saharanie! Od teraz waszym synem jest Sharen (były Syriusz). Nie bójcie się go wziąć za syna. A teraz Sharenie podejdź do mnie i załóż na szyję ten medalik. Co to jest za medalik? To jest medalik Sharena. Jest na nim wyryta jego twarz. Będzie ci ona przypominać twojego brata. Teraz ty nim jesteś. Bądź szczęśliwy. I gdy już zniknął, to po chwili jeden z Tarianów powiedział: Nie wiemy co mówić, po prostu to jest niemożliwe, aby ktoś, kto ocalił komuś życie tak go szanował. Wiem, że starał się odwdzięczyć, ale taki był los, że ta świątynia była taka hamska. Dziękujemy wam Tarianie, że moglismy tutaj pobyć. Będziemy wracać do domu. No i po chwili się pożegnali z Tarianami i poszli. Rasahim powiedział tak: Ja też pójdę. Chociaż nie mam gdzie. A po chwili ukazał się jeszcze raz "były" Sharen i powiedział: Mamo i tato jeszcze zapomniałem wam coś powiedzieć. Weźcie do siebie jeszcze Rasahima, on mi tez dużo pomógł. Proszę! No i rodzice "byłego" Sharena powiedzieli: Dobrze zaopiekujemy się nim. Bardzo wam dziękuję. Żegnajcie!!! No i gdy wszyscy opuścili to miejsce, to zostali tylko Tarianie. Gdy wrócili do domu, to wszyscy poszli spać. I po chwili we śnie Sharenowi ukazał się jego brat i powiedział: Dziekuję ci bardzo za wszystko. Jesteś bardzo dobry. Nie mogę cię opuścić. Będę zawsze ci się śnił i doradzał co masz robić, a czego nie. Jak możesz mi dziękować, skoro to ty mnie uratowałeś? Po prostu. Zrozum jedną rzecz - najpiekniejsze jest poświęcenie bez odwdzięczenia. Tylko wtedy poczujesz się doceniony, że ktoś się poświęcił dla ciebie. Bo cóż to za poswięcenie za poswięcenie. Czy chodzi o to, żeby było oko za oko, ząb za ząb? Właśnie nie. Chodzi o to, żeby była przyjaźń. Dlatego jak ty potrzebowałeś pomocy, to ci ją udzieliłem, bo widziałem, że jesteś nieszczęśliwy. Dlatego chciałem żebyś żył. Bo dostałeś drugą szansę na lepsze życie. Wykorzystaj je. Baw się dobrze, ale nie zapominaj o mnie. Nawet o tym nie śmię. Nigdy nie zapomnę ciebie. Jeszcze raz badzo dziękuję, że mnie uratowałeś. Nigdy ci tego nie zapomnę.

Niestety jak to w życiu bywa - nikt nie może oszukać swego przeznaczenia. Jednak zdarzają się takie sytuacje jak ta, że ktoś oddaje swe życie dla kogoś, aby ta osoba dostała drugą szansę. No i muszę powiedzieć, że ja jako autor tego tekstu też się wzruszyłem. Naprawdę warto przeczytać ten tekst, bo jest tak jakby wskazówką na poprawę. To tyle z mojej strony.
wtorek, 14 lipca 2009

Moje marzenie

Życie jest pełne niespodzianek, czasami są to przykre niespodzianki, a czasami są miłe. Nigdy nie wiadomo co spotkać może nas za niespodzianka. Jednak czasami, aby życie było lepsze, to warto słuchać sobie muzyki takiej jakiej się lubi, bo muzyka uspakaja nerwy. No i trochę się rozpiszę o muzyce. Muzyka jest czymś co poprawia nastrój, gdy jej się słucha. Nigdy nie denerwuje, bo ty sam sobie przecież decydujesz czego chcesz słuchać, czy to jest rock, czy metal, czy alternative, czy pop, czy hip-hop, czy techno. Każdy ma swój styl. Każdy lubi słuchać co lubi. Przecież nikt nie może komuś zabronić słuchania muzyki. Ja moją przygodę zacząłem od słuchania Disco Polo, jak byłem młodszy. Potem przyszedł czas na coś lepszego co mi się podobało (zresztą dzisiaj też bardzo mi się podoba) - era Myslovitz. Spodobało mi się to jeszcze bardziej niż wtedy Disco Polo. Zawsze słuchałem i sobie śpiewałem ich piosenki, a mają dużo znanych utworów, np. Acidland, Długość dźwięku w samotności, Dla ciebie, Sprzedawcy marzeń itd. W każdym bądź razie nigdy mi się Myslovitz nie znudzi, bo jest naprawdę super. No i później dzięki Dżekiemu poznałem zespół Illusion, od którego zacząłem słuchać bardzo ostrej muzyki. To już są czasy last.fm, gdzie obecnie słucham dużo muzy. No i gdy później bardziej się wsłuchałem w muzę, to od momentu, gdy byłem na koncercie OXY.GEN-a, spodobało mi się brzmienie perkusji, bo jakoś wcześniej nie zwracałem uwagi na perkusję. I wtedy chciałem mieć swoją perkusję. No i później przez jakiś zacząłem chodzić do kolegi pograć na perkusji. Co prawda grało się fajnie, ale jest bardzo trudna nauka. Jednak z grania na perkusji nie zrezygnuję, bo to jest wspaniałe pograć sobie na jakimś instrumencie. Mi odpowiada perkusja. Jednak moim pierwszym instrumentem były organki, po czym pomyślałem, że chcę grać ostre dźwięki i chciałem grać na gitarze elektrycznej. Szkoda tylko, że struny mi się zerwały, bo bym sobie coś ćwiczył grać. No i teraz chciałbym sobie grać na perkusji. No i tu też wielka niespodzianka, bo myślałem, że już przy perkusji zostanę, ale po tym jak się okazało, że jest możliwość reaktywacji zespołu Ćma, to pojawiła się szansa, że mogę uczyć się na gitarze basowej. Mimo iż jak na razie nie mam kasy, to z pewnością bym chciał na basówce też pograć. No i gdy kiedyś będę miał trochę kasy, to na pewno nie odżałuję sobie tejże gitary. Muszę przyznać, że swoje plany i tak zrealizuję choćbym nie wiem co miał zrobić. Plany są do zrealizowania. I nikt mi nie powie, że plany, czy marzenia się nie spełniają, bo przecież jeśli czegoś chcesz, to zrobisz to. A główną częścią zrealizowania planów jest wiara. Cytuję: "Gdyby każdy miał głęboką wiarę, to by góry przenosił". A więc nie wystarczy tylko czegoś chcieć, ale trzeba w to wierzyć. Bo cóż jest piękniejszego niż wiara w siebie i własne umiejętności. Jeśli chcesz wierzyć dla wiary żyj, dla wiary umieraj, by żywym pozostać. A więc ten tekst napisałem z myślą o moich marzeniach i planach, które mam nadzieję, że dojdą na sam szczyt góry wierzchołkowej i się spełnią. Tego sobie życzę i każdemu, kto ma swoje plany i marzenia. Niech się spełnią wam nawet te najskrytsze marzenia. Oby tak się stało. AWERUM PERRUM SILONUM!!!
poniedziałek, 18 maja 2009

Nowa trasa - nowe wyzwanie

Jeśli chodzi o bieganie, to chcę tu podkreślić pewną rzecz. A więc czasami jest tak, że człowiek do czegoś się przyzwyczai i jeśli ma to coś opuścić, to robi mu się tego żal. No i gdy biegałem dzień przed tą nową trasą, to sobie pomyślałem - A gdybym jutro biegał na nowej trasie, bo na starej nie zmieszczą mi się czasy w stoperze. I tak myslałem i myślałem, aż przyszła sobota i gdy idę do miejsca biegania, to sobie obliczam jakby biec. Czy mam zrobić, aby biec 4 okrążenia nowej trasy i reszta starej, czy biec 6 okrążeń nowej i reszta starej. No i w końcu padła taka decyzja: Wiem pobiegnę 10 okrążeń nowej trasy i 1,5 okrążenia (czyli km) starej trasy. I tak zrobiłem. Od teraz będę biegał na mieszanych trasach. I długie odległości będą miały mniej okrążeń niż km. No bo na starej gdy biegałem 14 km, to musiałem biec 20 okrążeń. A teraz na nowej to by było 9 okrążeń i 500m starej. A więc o połowę mniej okrążeń. Wszystko mi się podobało w tej trasie, ale niestety jest bardzo trudna i ciężka. Będę musiał nad nią trochę popracować i być może dotrwam do przedmaratonu - 23 tygodnia. A maraton będę biegł po prostu na zawodach. Póki co nie mam zamiaru opuszczać biegania. Wyjątki są dłuższe marsze np. HARAGAN.

PODSUMOWANIE

Czasami jest coś czego nie chcemy opuszczać. Ale nie można przecież mieć jedną rzecz na cały czas, bo by czasami mogło się znudzić.

AHA

Nie myślcie sobie, że jestem głupi, ale zwariowany, bo czego nie robi się dla treningów.
niedziela, 3 maja 2009

Jak spędziliśmy majówkę

1 Maj

Przychodzi taki czas, że ma się ochotę na wszystko. Myśli się, że chciałbym robić to co chcę, ale zawsze są granice. Jednak czasami zdarza się tak, że w człowieku siedzi coś takiego, iż pomimo, że są granice, to zrobi to. Jednak gdy człowiek ma w sobie moc KASHIRI, to jest w stanie zrobić wszystko. Można sobie powiedzieć, że ktoś chce biegać szybko. Można powiedzieć też, że ktoś chce biegać raczej na odległość. I tutaj się koło zamyka, gdyż niestety nie można tych dwóch treningów połączyć, bo to jest tak jakby się chciało połączyć wodę z ogniem w sensie współpracy. Pewnie każdy się zastanawia o czym ja mówię. A mi chodzi o wczorajsze zawody w bieganiu. Jeśli chodzi o zawody, to jestem zupełnym amatorem, bo to były pierwsze w moim życiu zawody. No i sobie myślałem jak będzie się biegało, bo ja biegam na odległość, a nie na czas. Więc nie wiem jak będzie. Natomiast w tych zawodach brali udział ludzie, którzy są mistrzami Polski w maratonach. A ja dalej myślę - Skoro są to ludzie, którzy biegają na odległość, a biorą udział w tego typu zawodach, to jak to jest możliwe aby uzyskać dobre czasy. No i chcę tu nawiązać ten początek, gdy jeśli człowiek uwierzy w siebie, to jest w stanie zrobić zupełnie wszystko. No i chwilę przed naszym startem poczułem się jak Son Goku i pomyślałem, że dam z siebie wszystko. Ale zanim startowalismy, to najpierw startowało kilka drużyn podzielonych na chłopaków i dziewczyn. I przed dziewczynami z kategorii open startowali chłopaki z młodzieżówki. A w nich brał udział członek STAR WORMS - Baczagi. I też biegł 2 okrążenia jak my każde po 1200m. No i Baczagi zajął 3 miejsce na 6. A więc powtórzył swój sukces z poprzedniego roku, bo też miał medal za trzecie miejsce. No i oczywiście my z Pondżolem pogratulowaliśmy mu. Bo się należą mu brawa. Oby jak najwięcej miał tych sukcesów. Po chwili zaczął się nasz start ( mam tu na myśli mnie i Pondżola, bo braliśmy udział w tej samej kategorii) i miałem jakąś dziwną moc, która mnie prowadziła i przez chwilę byłem najszybszy. Po chwili pomyślałem - Czemu oni tak wolno biegają? No bo ja myślałem, że każdy wystartuje ostro. I po chwili stało się coś dziwnego - Miałem wrażenie jakby ta moc mnie opuściła. I miałem lekką tremę i pomyślałem - Co ja zrobiłem? Dlaczego zacząłem tak ostro? I czemu się poddałem? No i gdy straciłem tą moc, to każdy zaczął mnie wyprzedzać. I od razu moja kochana świadomość powiedziała mi, że popełniłem błąd, bo za szybko startowałem. I gdy wychodziłem juz na prostą, to byłem jeszcze 10 i ostatnie 100m mnie wykończyło tak, iż jeszcze wyprzedziły mnie dwie osoby. No i ostatecznie zająłem 12 miejsce na 14. A Pondżol zajął 6 miejsce co jest też dobrym wynikiem. No i chwilę po bieganiu byłem trochę załamany, że zrobiłem świadomy błąd. A to jest najgorsze uczucie. Z drugiej strony powiedziałem sobie - To nie jest moje bieganie. Ja biegam na odległośc, a nie na czas. Można by sobie powiedzieć dobrze jest, bo nie ważny jest wynik, a prestiż. No bo z Pondżolem pomysleliśmy, że to jest zaszczyt biegać w kategorii open z weteranami. Padły też takie słowa z ust Pondżola - Wolę startować w tej kategorii open niż w gimnazjum, bo lepiej biegać z weteranami i zebrać jakieś doświadczenia. Rzeczywiście ma chłopak rację, bo od młodych lat trzeba zbierać doświadczenia. Trzeba być zawsze na wszystko przygotowanym, bo nie jest sztuką myśleć, że coś osiągnę i cwaniakować tylko trzeba sobie po prostu postawić cel - mam zamiar zająć jak najlepsze miejsce, ale nie załamać się, gdy coś nie wyjdzie. No i zawsze trzeba wierzyć w to, że kiedyś osiągnę jakiś cel. Bo jeśli ktoś trenuje regularnie, to w końcu osiągnie stan SEFIROTA. I gdy już szliśmy do domu, to miałem trochę niedosyt, bo zająłem 12 miejsce. Z drugiej strony przecież to były moje pierwsze zawody w życiu i nie ma co się załamywać, bo sztuką jest być dobrym w starszym wieku, a nie za młodego.
To było o mojej drodze z Baczagim i Pondżolem. Natomiast druga grupa wybrała sprawdzanie trasy. A więc Dżeki postanowił, że z Rafałem i Michałem pójdą trasę zobaczyć i zwiedzić okolice - jak ma przebiegać trasa WORMSAKA.

2 Maj

Dzisiejszy dzień traktowalismy jako luzik guzik. No, ale jak to się mówi - Swoje trzeba zrobić. A więc gdy wstałem o godzinie 10:00, to sobie pomyślałem, że zaraz pójdę biegać i będę miał później już z głowy. No i powiedziałem sobie tak - Skoro wczoraj po zawodach biegałem i bolały mnie nogi, to dlaczego mam sobie dzisiaj odpuścić i powtórzyć błąd, który popełniłem w grudniu gdzie to kilka razy biegałem 14 km i nie ukańczałem. No, ale to też było jakieś doświadczenie, że mam się wziąć i tyle. I gdy poszedłem biegać, to początek był taki słaby, że moje czasy były takie słabe, że na 700m miałem najgorszy 04'08". No, ale skoro biegam na odległość, to tak naprawdę czas jest drugorzędną sprawą, bo liczy się odległość. No i biegając te 14 km nie patrzałem na te czasy, bo myślałem sobie, że w końcu będą lepsze. I po ósmym okrążeniu mięśnie zaczęły inaczej pracować i przestały mnie nogi boleć i wtedy biegało się lepiej. To było też fajne wydarzenie tego biegania, bo byłem zmotywowany na maksa. I tu też się sprawdza to przysłowie - Człowiek dwa razy nie wpada do tej samej rzeki. A to oznacza, że kiedy miałem kłopoty z bieganiem 14 km, to w końcu teraz chcę tego. To tyle o bieganiu. No i gdy wracałem do domu, to dzwoniąc do Baczagiego dowiedziałem się, że jest u Zidka i poszedłem się przejść. Oczywiście nie brakowało śmiechowych tekstów. Czas na kolejne wydarzenia dnia. Gdy wróciłem do domu po bieganiu, to po chwili zapisywałem sobie czasy z biegania i poszedłem do Dżekiego na mecz Manchesteru United z Midles'borough. I później się dowiedziałem, że Dżeki dostanie samochód i pojedziemy do Czerska pogadac sobie ze Sprinterem. Po chwili wpadł mi pomysł superowy. Powiedziałem do Dżekiego, że zadzwonimy do Baczagiego i pojedziemy razem. Dżekiemu spodobał się pomysł i zaraz gdy wyjeżdżalismy, to wjechaliśmy po Baczagiego i się spytał - Czy jego siostra może też jechać. My oczywiście bylismy za tym. No i wzięliśmy ich. Już w samochodzie były wariacje, bo ja waliłem różne teksty. No i po chwili gdy dojechalismy, do Czerska podjechaliśmy po Sprintera i poszlismy do takiej fajnej knajpki i tam se zamówilismy pizze. Ja i Dżeki. Rozmawialismy sobie na rózne tematy np. o NITOS SALIVI o Historii z Basią Palbach. I nawet też były wspomienia o mojej fance, że będzie na Borowiackim. No i aż tu nagle ni stąd ni z owąd Sprinter powiedział do mnie, że ma do mnie sprawę. Nie wiedziałem o co chodzi, ale oki. I poszlismy... A tu nagle Mareczek pokazuje mi moją fankę. Od razu mnie przedstawił z nią i sobie pomyślałem co mam mówić. A Sprinter powiedział coś powiedz. I ja wtedy zacząłem gadać do niej, że to ja jestem twoim fanem czy jakoś tak. I gadałem różne rzeczy. Padały takie słowa: "Ty musisz być zwariowana i nie rób sobie granic. Nie możesz sobie powiedzieć, że tego nie moge, tego też nie. Ty masz robić, to co ty chcesz i bez żadnych granic. Ty masz być szczęśliwa. Zobacz mnie. Ja biegam i trenuję i to jest mój dobry sposób na życie. Kiedyś ja byłem inny. Miałem złe dzieciństwo i miałem głupie myśli. Teraz, gdy zacząłem trenować, to mam lepsze myśli i jestem z tego zadowolony. Lubię robic, to co robię. Jestem zwariowany i tyle. Czuję się wolny od wszystkiego. Nie mam żadnych granic. Ja nie lubię patrzeć na to, jak ktos kogoś krzywdzi. Ja chcę ci pomóc i chcę żebyś była szczęśliwa. I powiedz twojemu chłopakowi, że ma dbać o ciebie. Po prostu rób, to co chcesz i tyle." Po chwili Sprinter powiedział chodź Kosa idziemy, bo ja muszę lecieć do domu. No i pożegnałem się z koleżanką i pobieglismy do stacji paliw i stamtąd pojechaliśmy zawieść Sprintera do domu. Opowiedziałem Dżekiemu co i jak i pojechalismy zawieść Marka. Późnie zawieźliśmy Baczagiego i jego siostrę do domu. I aż tu nagle Baczagi nas zaprosił do siebie i przez 2- 3 godziny bylismy u Baczagiego. Jak zwykle nie brakowało wariacji. Ja próbowałem udawac, że gram na perkusji. Potem próbowałem grać na gitarze kręcąc moją bujną czupryną. Było bardzo wesoło. Takich dni się nie zapomina.

PODSUMOWANIE

Te dwa dni pokazały jak można się świetnie bawić. Dlaczego nie robić czegoś co się lubi i chce. Po prostu trzeba mieć ochotę na to co się lubi i chce robić. A więc tak spędziliśmy te dwa piękne dni majówki. Oby było więcej takich fajnych dni jak te dwa. Czego sobie i wam życzę.

PS. KOSA
niedziela, 22 marca 2009

Nitos Salivi #8

PODSUMOWANIE

Mówi się, że ktoś coś robi dla kogoś. Ratuje komuś życie, pomaga jemu i nawet się dla niego poświęca. Bohater zrobił wszystko, aby wybawić ludzi od zła czasu. Jednak można zadać pytanie: Dlaczego musiał zginąć. Pojmie, to ten, kto uważnie przeczytał tą historię. Bardzo wspaniałe jest, to, gdy ktoś jest gotowy na wszystko, aby komuś pomóc. Jednak, aby być człowiekiem dobrego serca trzeba takie poświęcenie docenić. Zastanów się i ty: Czy byłbyś na takie coś odważny? Czy może nie chcesz o tym myśleć, bo to inne życie? Odpowiedź zostaw dla siebie. A wtedy to będzie świadczyc o tobie, że jaka odpowiedź, taki człowiek.

OD AUTORA

Jestem przekonany, że każdy mądry Polak przeczyta to opowiadanie i inaczej będzie podchodził do życia. Może też się odzwyczaji od egoizmu lub innej wady przeciw drugiemu człowiekowi. Mam nadzieję, że bedzie, to opowiadanie do myślenia. A więc niech was ta historia wiele nauczy i przyniesie dużo dobra. Życzę wszystkim dużo sukcesów w życiu i dużo porażek ze strony zła.

PS.

Mariusz Kowalewski
sobota, 21 marca 2009

Zakończenie Nitos Salivi

Jutro już ostatnia część NITOS SALIVI. Może innych to cieszy, a może smuci? Tego nie wiem. Jednak chcę tu wyrazić pewną rzecz. Otórz jeśli chodzi o NITOS SALIVI, to przedstawione wydarzenia są wymyślone, ale za to jakie skomplikowane. Myślę, że uda mi się kiedyś napisać (może drugą część) coś fajnego. Niech NITOS SALIVI wzbudzi Was chęć do czytania książek, bo jak media donoszą - czytalność spadła 0 16%, co jest wielkim zaskoczeniem i wstydem. No coż jeśli nikt nie chce czytać tego co nie chce, to czytajcie, to co wy chcecie. To takie odemnie przesłanie. A więc jutro ostatnia część NITOS SALIVI, czyli tradycyjne podsumowanie oraz nowość - słowa od autora! Będzie bardzo ciekawe. Zresztą sami zobaczycie. A więc do jutra!
czwartek, 19 marca 2009

Nitos Salivi #7

"PO ŚMIERCI"
Wyszedłem stałem się wolny. Narodziłem się na nowo. Czułem wolność, ale i zarazem odpowiedzialność. Szedłem do jakiegoś miejsca zwanego TERTERBIA. To jest miejsce, gdzie jest pochodnia z OGNIEM MOCY. Musiałem wziąć stamtąd OGIEŃ MOCY i być nim obleczony. Ten ogień jest tak potężny, że nawet dusza się nim pali, ale nie czując tego. Gdy już miałem go w sobie, to chciałem powrócić do mojego ciała, ale to się nie udało, gdyż nie było jego przy TELISIE.

THREE DAY LATER

Gdy powróciłem do miejsca, gdzie była TELISA, to chwilę potem powiedziałem do niej tak:
-Nie bój się TELISA, to ja SZYLOT. Lecz ona nie wierząc mi powiedziała:
-Kłamiesz! SZYLOT nie żyje! A ty jesteś inny, bo masz ogień i nie znam ciebie.
Lecz ja ją przekonałem w inny sposób. Powiedziałem do niej jak kochasz SZYLOTA, to uwierz mi. Ona nie rozumiejąc tego powiedziała:
-Naprawdę ty nim jesteś!?
-Tak. We własnej osobie. To znaczy jako zmarły.
-Bałam się, że cię już nigdy nie zobaczę. Nie było ciebie przez 3 dni.
-Aż tak długo? To dziwne. Gdzie jest moje ciało?
-Wzięli je do laboratorium.
-Po co?
-Nie wiem. Może chcą cię zbudzić z martwych. Ktoś idzie. Schowaj się.
-Nikt mnie nie widzi oprócz ciebie.
I po chwili wszedł SYRIUSZ i powiedział do TELISY tak:
-Wiem TELISA, że ci przykro z powodu śmierci twojego przyjaciela. Ale ktoś musi pokonać zło. On to zrobi. Trzeba jemu zaufać.
Po chwili pokazałem się SYRIUSZOWI i powiedziałem do niego tak:
-Witajcie!
Lecz SYRIUSZ ze zdziwieniem powiedział tak:
-Witaj SZYLOT! Jak się cieszę, że cię widzę. Ogień masz. Teraz musisz dostać się do swojego wroga. Musisz działać szybko.
Po chwili działa się rzecz dziwna. Energia każdego człowieka słabła i wtedy rzekł SYRIUSZ do mnie tak:
-SZYLOT musisz się pospieszyć, bo wróg zaczyna działać.
-Jak to?
-Już zbiera energię każdego człowieka i sprawia, że ludzie się starzeją.
-O nie, to ja muszę dostać się do swojego ciała. Gdzie ono jest, bo TELISA mówiła, że w laboratorium.
-To chodź ze mną. Ty też chodź TELISA. Umiesz wejść do ciała?
-Tak.
-To wchodź szybko.
Po chwili wróciło wszystko do normy. Czułem się jak prawdziwy człowiek mający ciało i duszę razem. Lecz SYRIUSZ po chwili powiedział tak:
-Chodź ze mną a pokażę ci jak dostać się do wroga. Musisz iść na szczyt zamku PERSIA. Nic cię już nie powstrzyma, bo jesteś nieśmiertelny. A ty TELISA zostań ze mną. Nic ci tu nie grozi.
-Dobrze. SZYLOT?
-Co?
-Bądź ostrożny.
-Spokojnie nie martw się.
I po chwili poszedłem na szczyt wieży zamku PERSIA i szukałem wroga. Aż po chwili widzę, że on bawi się mieczem odbierając ludziom moc i mówię do niego tak:
-Zostaw ten miecz!!!
On dziwiąc się mówi:
-Kogo ja tu widzę. Cóż za miła niespodzianka? Tak długo czekałem na ciebie. No i proszę widzę cię. Cóż cię tu sprowadza? Mam nadzieję, że nie chcesz tego miecza, który ci i tak się nie przyda?
-Właśnie przyszedłem po ten miecz, bo to jest miecz, który należy tylko do mnie.
-A gdzie to jest napisane? W Księdze Kapłańskiej, czy w innej?
-W żadnej.
-Nie znam takiej księgi- Żadna.
-A ja nie przypominam sobie żebym ci dawał ten miecz.
-Dobra. Skoro chcesz, aby miecz był twój, to walczmy o niego. Ten, kto przegra, ten oddaje miecz. Zgoda?
-Ok. To mi idzie na rękę.
-A wiem co masz na myśli. Myślisz, że mnie zabijesz płomieniem mocy? Grubo się mylisz. Bo ja jestem odporny na niego. A więc porażka twoja.
Ja się pożądnie wkurzyłem i powiedziałem do niego tak:
-Nie wiem jak to zrobię, ale zaraz cię zabiję.
-SZYLOT, SZYLOT, SZYLOT... ty nic nie rozumiesz. Mnie nic nie powstrzyma, bo ja jestem nieśmiertelny. Nie uda ci się to.
Lecz ja chwilę pomyślałem i powiedziałem do siebie: - skoro nie chce mi dać sztyletu, to ja go sam wezmę i go zabiję. Zrobię to! No i po chwili powiedziałem do niego tak:
-Ten sztylet jest mój.
I po prostu mu go wziąłem.
On się wściekł i powiedział:
-Oddawaj ten sztylet. Nie jest twój. Wiem kto ma twój, a ten mi oddaj.
Lecz ja nie będąc naiwny powiedziałem tak:
-Nie dam się nabrać SAKILOT. To już koniec. Poddaj się.
-Nie!!! To niemożliwe.
Po chwili jednak on wziął jakiś łańcuch i chciał mi odebrać miecz, ale ja w pore się zorientowałem i odskoczyłem. I on się wkurzył i powiedział:
-Jak mi nie oddasz miecz, to cię zabiję.
-A ja powiedziałem do niego tak:
-Śmiało. Zrób to.
-On się wściekł wziął jakiś inny miecz i powiedział tak:
-To chodź walczyć o ten miecz. Jeśli mnie pokonasz, to jest twój. Jak nie, to jest mój.
Lecz ja do niego powiedziałem, że jak przegram, to i tak będzie mój, bo go odzyskam.
Lecz SAKILOT zastanawiając się co ja mówię powiedział:
-Nie interesuje mnie nic. Walczmy niech wygra lepszy.
I zaczęliśmy walkę. Walka była zacięta, bo nikt nie pozwalał siebie zranić. Aż ja po chwili uderzyłem jego w rękę i powiedziałem:
-Teraz to ja wygrywam.
I po chwili widziałem coś dziwnego - jego rany się goiły. Ale walczyliśmy dalej. Chwilę później on uderzył mnie tak, że dźgnął mnie w serce i powiedziałem do niego:
-Spełniło się! Pamietaj! "Cień twojego pogromcy padnie ci na kolana i będzie błagał o litość . A światłość jego mocy poskromi cię i zaniesie do krainy śmierci".
On się zastanawiał co oznaczają te słowa. Lecz ja po chwili straciłem przytomność i zmarłem. Powiedziałem do niego:
-To nie jest koniec, bo ja żyję.
SAKILOT chcąc mnie zabić powiedział:
-Jak to możliwe? Co się stało?
A ja jemu powiedziałem:
-Wypełnił się czas!!! OGIEŃ MOCY cię zniszczy.
Lecz SAKILOT powiedział:
-Jakoś nie boje się niczego. Ale przecież cię zabiłem.
A ja mu na to powiedziałem tak:
-Zabiłeś tylko moje ciało, lecz dusza jest nieśmiertelna. Gdy on chciał wziąć miecz mocy, to powiedziałem do niego:
-Chodź ze mną a będzie twój.
On nie zastanawiając się poszedł. Po chwili powiedziałem do niego:
-Wybierz sobie miejsce pochowania, bo to twoja ostatnia chwila na ziemi.
Lecz on nic nie mówił. A ja wziąłem miecz mocy i powiedziałem te słowa:
-LATIS NEUS PORRICIS LESAT NEUS ANUS ARRIVED OTES BEUS ITIOS LITEUS.
Oznacza to: Cień twojego pogromcy padnie ci na kolana i będzie błagał o litość. Po tych słowach skupiłem energię w całość i tym płomieniem rzuciłem w SAKILOTA i powiedziałem:
-Teraz to już po tobie.
On powiedział tak:
-Nie!!! To niemożliwe!!! Taka porażka!!! Jeszcze powrócę obiecuję.
Po chwili widziałem, że ludzie prawie umierają, to chciałem odwrócić proces, ale nie wiedziałem jak. Gdy przyszli do mnie TELISA i SYRIUSZ, to powiedziałem do nich tak:
-SYRIUSZU? Co muszę zrobić, aby odwrócić proces starzenia się ludzi?
Lecz SYRIUSZ na to NITOS SALIVI.
A ja dziwiąc się pytam go:
-Jak to zrobić?
-Musisz znaleźć sztylet czasu i go zniszczyć.
Ja jemu pokazując sztylet mocy mówię:
-Chodzi o ten sztylet?
-Tak. Ten sztylet trzeba zniszczyć. Ale musisz to zrobić w ten sam sposób w jaki pokonałeś SAKILOTA. Musisz iść do TERTERBII i wziąć po raz drugi ogień mocy i przyjść z nim.
Ja po chwili poszedłem i po raz drugi wziąłem ten ogień i powróciłem do miejsca, gdzie byli TELISA z SYRIUSZEM i powiedziałem do SYRIUSZA tak:
-To co teraz mam zrobić?
-Po prostu - wyrzuć ten płomień w ten miecz i go zniszcz.
Gdy to zrobiłem, to miecz się stopił i został zniszczony. A ludzie przybrali swój dawny wygląd.
Gdy się wszystko udało, to TELISA powiedziała do mnie tak:
-Dobrze, że ci się udało. Jesteś bohaterem!!! Po prostu dobry i szlachetny.
Lecz ja do TELISY powiedziałem:
-Dziękuję ci za wszystko TELISA. W dużo rzeczach, to ty mi pomogłaś. Bardzo dziękuję. Muszę już lecieć!
-Dokąd chcesz iść? Nie masz gdzie się podziać.
-Chcę uniknąć ciekawskich.
-Mam pomysł SZYLOT.
-Jaki?
-Chcę abyś ze mną zamieszkał.
-To niemożliwe, bo ja jestem duchem, a ty istota żywa. Muszę lecieć do nieba wzywają mnie.
Lecz TELISA popłakała się i powiedziała:
-To ja cały czas rozmawiam z duchem a co się stało z prawdziwym SZYLOTEM?
Ja powiedziałem jej tak:
-Zabił go SAKILOT.
-Nie to nie może być prawdą. Dlaczego SZYLOT? Dlaczego?
-Nie wiem tak musiało być. Tylko dzięki temu, że umarłem mogłem go pokonać. Tylko dzięki temu żyję. Aha. SYRIUSZU?
-Słucham.
-Zaopiekuj się TELISĄ i nie daj jej skrzywdzić ok?
-Dobrze. Nie dopuszczę aby ktoś ją skrzywdził. Dziękuję ci SZYLOT za wszystko.
-Nie ma za co. W końcu to była moja misja. No to dowidzenia przyjacielu i dowidzenia TELISO.
-Pa SZYLOCIE żegnaj.
I po chwili poleciałem do nieba, aby tam zostać na wieki.
 
Copyright 2003-2013 STAR WORMS
Blogger Wordpress Gadgets