Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muza. Pokaż wszystkie posty
środa, 2 lipca 2014

Jak Godzilla



Jesteśmy po koncercie Gojiry! Jednym z najbardziej mocnych na jakich byliśmy! No w końcu death metal, to jest coś co przede wszystkim Kosa ubóstwia i trzęsie do tego głową. Gojira nas zeżarła. Francuzi pokazali co potrafią i od samego początku zaczęła się naparzanka. Potem było już tylko mocniej, w efekcie na sam koniec byliśmy jak dętki!

Ale było warto! Na takie koncerty to się jeździ! A po koncercie nasza cierpliwość została nagrodzona. Czekaliśmy na chłopaków żeby chociaż chwilę z nimi pogadać, zrobić sobie jakieś fotki, autografy wziąć (niby takie tam bazgroły na szybko ale jednak zawsze cieszą). No i przyszli! Super goście! 

czwartek, 12 stycznia 2012

Oficjalna stronka zespołu MOTA!


Zespół, w którym gram ciągle się rozwija i mknie do przodu. I to nie tylko muzycznie ale również poza muzycznie. Dlatego też postanowiliśmy założyć stronkę internetową, na której będzie można znaleźć wszelkie info o tym bandzie. Tak też żeby tutaj za dużo o tym nie pisać bo ten blog jest o Star Worms przecież. 

Tymczasem wszystkich zainteresowanych twórczością MOTY zapraszam na naszego oficjalnego bloga w blogspocie (a jakże!), na którym jak na razie jest mało co ale z czasem będzie więcej i więcej. W planach mamy chociażby możliwość odsłuchu naszych kawałków bo jak na razie nawet tego nie ma. Ale wszystko z czasem. 

Oficjalna strona internetowa zespołu MOTA jest dostępna pod adresem www.mota-oficjal.blogspot.com

Ogień! 
środa, 11 stycznia 2012

Koncert - Mota


08.01.2012 r. miało miejsce fajne wydarzenie. Otóż w Zblewie w szkole zagrał zespół metalowy z Bytoni pod nazwą Mota. Z początku się zaczęło tak, jak każdy zespół metalowy i nie tylko - najpierw ustawiają sprzęt, następnie trochę próbek dźwiękowych i na sam koniec dopięcia wszystkiego na ostatni guzik i ostatnia faza ta najciekawsza - rozpoczęcie. Mota jako zespół zagrał po raz pierwszy w tym składzie i pod tą nazwą. Wcześniej grali jako zespół Ćma i do nie dawna King Size, ale po kilku nieporozumieniach zespół się rozpadł. Jednak to wyszło wszystkim na dobre bo zespół Mota wyszedł w tym oto składzie:
- Robert Fierek - pałkarz, dawniej występował przez wiele lat w zespole Ćma i do nie dawna też w King Size
- Szymon Skalski (Dżeki, Szogun) - prowadził funkcję gitary rytmicznej nadającej razem z perkusją rytm, do niedawna razem z Robertem jako członkowie King Size.
- Daniel Machnikowski - jego funkcją było nadawanie brzmienia na gitarze elektrycznej i dokładanie sekcji rytmicznej w solówkach, były członek razem z Robertem w zespole Ćma.
- Cuba (Habit) - jego funkcja to nadawanie brzmienia gitarze muzyki tła, czyli prowadzenie razem z Danielem odpowiednich rytmów i solówek. Habit zadomowił się w zespole Mota do nie dawna nadając muzyce odpowiednich rytmów, które przeze mnie zostały dobrze ocenione. Jednak wcześniej też dobre brzmienie prezentował Daniel, ale teraz połączenie tej mieszanki dało nam wspaniałe sekcje rytmiczne.
Zespół Mota zagrał 4 kawałki stworzone w sumie nie dawno bo od listopada, bo od tego czasu do zespołu dołączył Habit. Kawałki te oczywiście mają swoje tytuły:
1 - Glut, 2 - Insect, 3 - Kat, 4 - Biały dzik. Zagrali te kawałki. Jednak na sam koniec piosenkowym bisem był Insect. Dla mnie Insect jest kawałkiem, który jest grany z klasą i jak po raz pierwszy go usłyszałem, to mówiłem, że to zespół z górnej półki, bo tak to wygląda. Po na prawdę różnych zmianach powstał właśnie jakże bardzo dobry zespół Mota. Miejmy nadzieję, że zespół się utrzyma bardzo długo, bo na to jak na razie się zanosi i myślę, że jeszcze nie raz nie dwa zobaczymy ich na scenie, czego im bardzo życzę. A więc niech ta muza, którą tworzy Mota was wciągnie i porywa.
czwartek, 5 stycznia 2012

MOTA!


Dawno na naszym blogu nic nie było słychać ani nic, to teraz będzie słychać i to jeszcze jak! Bo wielu, wielu próbach, poszukiwaniach gitarzysty, nowego brzmienia, po godzinach spędzanych na wymyślaniu nowych hiciorów oto jest - nowy zespół, którego mam przyjemność być członkiem. Jest to zespół MOTA!
wtorek, 18 października 2011

Szukamy gitary


Szukamy gitarzysty do zespołu. Gdyby ktoś był chętny bądź znał kogoś kto mógłby być chętny, a może nawet jest chętny i chciałby sobie nieco pograć, to niech ten ktoś da nam znać w jakikolwiek sposób. Bo chcemy grać, a tylko gitary brak.
sobota, 8 października 2011

Podróżowanie z muzyką


Jest coś w człowieku, że pojawia się coś, co na prawdę się podoba w życiu. Oprócz szarego życia jest i też to życie lepsze. Dlatego jak jechaliśmy stopem, to nie dość, że sobie fajnie podróżowaliśmy (chociaż naszym celem była praca), to na dodatek poznaliśmy kilka fajnych zespołów oraz ciekawą w ich wykonaniu muzykę.
poniedziałek, 11 października 2010

Narkotyk muzyczny

Pewnie ci którzy mają swoją stronkę last.fm i mają mnie w znajomych, to czasami obserwują czego ja słucham. No i tu o dziwo zaskoczenie, gdyż często zdarza się tak, że można by rzec - to samo. Dlaczego słucha takiej muzyki? Może jest złym człowiekiem, może wyznaje szatana? Pewnie, większość się zastanawia dlaczego akurat taką muzykę. Przecież dzisiaj dużo osób słucha muzyki techno, hip-hop, a on słucha death metalu.

Opowieść o człowieku, który urodził się w czasach death metalu.

Kiedy byłem małym chłopcem, zawsze byłem taki, że słuchałem tego co słuchała mama. Były przeróżne piosenki, ale tylko te łagodne. Gdy przyszły lata 98, to moim idolem był o dziwo Ricky Martin, którego do dzisiaj lubię słuchać, ale nie aż tak jak kiedyś. Bo te lata, to były lata kiedy to się grało w piłkę nożną i ten mundial finał Francja - Brazylia. Siedziałem przed telewizorem i oglądałem z babcią ten mecz to był czas kiedy Brazylia przegrała i razem z babcią się popłakaliśmy, to były emocje, to były czasy. No dobrze? Ale co ma do tego muzyka? A no ma wiele, gdyż piosenkę do tego mundialu napisał Ricky Martin pamiętam ten tytuł do dzisiaj Livin'la Vida Loca. Gdy się to przypominało, to zawsze się szło na boisko i grało w piłkę. To był taki czas. Później słuchałem trochę disco polo. Co prawda kiedyś to był show, ale dzisiaj tylko jedna piosenka się podoba jest to piosenka pod takim samym tytułem jak dwie nazwy marszy pucharu LatInO, czyli Baja Bongo w wykonaniu Shazzy. Następnie przyszło mi wybawienie z tego wszystkiego i oświecenia doznałem przez zespół Myslovitz. Dzięki temu zespołowi zacząłem słuchać już takiej jak to określę - lepszej muzyki. No i oczywiście się szalało na tym punkcie i zawsze w niedzielę oglądałem 30 ton lista lista i wiem, że często byli w czołowych miejscach. Najlepsza dla mnie piosenka była Acidlant i Długość Dźwięku Samotności. Zawsze jak jeździłem do pracy, a raczej na praktyki bo byłem nastolatkiem, to sobie śpiewałem te piosenki. Później kolejnym super zespołem był oczywiście - i tu od razu powiem, że od tego gatunku powstały korzenie death metalu, a mianowicie chodzi oczywiście o punk rock, no i pewnie każdemu od razu kojarzy się zespół - The Offspring. Szalało się na punkcie tego zespołu. Nawet kiedyś była taka fajna moda. Długie spodenki, krótkie włosy i szał w trampkach. No i później już było coraz ostrzej. Nastepnym zespołem był Soulfly. Też się szalało. Pamiętam, że mój brat też zapuszczał włosy i miał lekką bródkę. Bo to były te szalone lata. No potem był też fajny zespół P.O.D. Super kawałkiem był oczywiście tytuł Boom, Your of the Nation i mieli też innych fajnych piosenek. Co prawda nie oznacza, to, że ich teraz nie lubię,wręcz przeciwnie - uwielbiam. Kolejnym przełomem był - to już są obecne lata zespół - Illusion. Pamiętam, że słuchałem tego bardzo dużo i za jakiś czas grali koncert po reaktywacji na jeden raz i pomyśleliśmy z Dżekim, że nie może nas na tym koncercie zabraknąć. Nie zastanawialiśmy się długo tylko jechaliśmy. A poświęceniem podziwu był Dżeki, który mając nogę w gipsie jechał na koncert aż do Wrocławia. Szacun Dżeki dla ciebie, bo to była super wtedy chwila być tam i zobaczyć to na żywo. A to był dla mnie znak, że ja zacząłem słuchać perkusji jak gra i w ogóle. No i za jakiś czas po koncercie zacząłem grać u Roberta na perkusji. Uczyłem się. Starałem się jak mogłem, jednak to mi nie wychodziło. No, ale też to było tak, że nie miałem nigdy z tym do czynienia. Następnie gdy poznałem stronkę last.fm, to coraz więcej zespołów poznawałem i coraz to ostrzejszych i łagodnych, ale to był już tylko albo rock, albo metal. O disco polo już dawno zapomniałem, więc od tego czasu to są moje lata. No i pamiętam też, że też słuchałem zespołu Oxy.Gen - polski zespół rockowy. I od tego czasu coraz bardziej mnie kusiło, do mocniejszych grań, no i nie minęło pół roku, a my z Dżekim zaliczmy kolejny koncert. Tym razem, to już jest ostra muza. Zespół Down. Jak ktoś lubi takie granie, to to było coś dla niego. No i to było to, podobało mi się to bardzo. No i dzięki wspomnianemu wyżej Robertowi poznałem też muzykę Death Metal. To był strzał w dziesiątkę, gdyż ta muza mi odpowiada jak najbardziej. Zresztą jeśli ktoś ma lasta, to wie jaką ogromną przewagą jest u mnie death metal. No i wrócę do pytań z górnej półki, które tam na początku wymieniałem. Dlaczego death metal? Od razu będę odpowiadał. Dlatego, że po prostu, to jest muzyka dla mnie i dlatego, że te zespoły powstawały w latach kiedy to ja byłem małym chłopcem i nie miałem o tym pojęcia, a teraz tak jakby sami powiedzieli mi - ty słuchaj muzyki death metalowej, bo ona cię "wybawi", w sensie zacofania muzycznego. I dlatego właśnie wybrałem death metal. Może jest złym człowiekiem, może wyznaje szatana? A właśnie, tutaj jest jeden nonsens, bo niektórzy myślą, że ci co słuchają death metalu, czy ogółem metalu, to są to ludzie źli i czczą szatana. A tu ci co tak myślą są w wielkim błędzie, bo ta muzyka nie ma nic wspólnego ze złem i szatanem. Co prawda są zespoły, które wyznają szatana, ale powiem, że ogólnie jakikolwiek by to nie był metal, to jest to osoba bardzo w porządku. Uwierzcie mi, to są ludzie z klasą. Są życzliwi i po prostu super kolesie, zresztą jak mi nie wierzycie, to spytajcie Dżekiego.

Są na całym świecie ludzie, którzy mają swój gust muzyczny i lubią swoją muzykę. Jedni słuchają techno inni hip hop jeszcze inni rock, metal. Ja powiem tylko tak: Każdy ma swój gust i dla mnie, to nie ma na tym, że on słucha techno, czy rocka, czy hip hop. Dla mnie liczy się to by była to osoba w porządku. Bo cóż jest ważniejszego niż przyjaźń...?
wtorek, 16 lutego 2010

Szatańska Kawaleria w Chojnicach, 13.02.2010

Jest już prawie połowa lutego i jeszcze żaden koncert nie zaliczony. A plany były takie żeby jeździć jak najwięcej. Tylko, że z początku roku to trochę niemrawo wygląda. Raczej nic ciekawego nigdzie się nie działo, a jak działo to działo się hen daleko. I tak mijał czas na koncertowym detoxie aż do dnia 13 lutego. Dzień przed Walentynkami więc trzeba było nacieszyć serducho szatańskimi dźwiękami. A okazja trafiła się wyśmienita bo tego właśnie dnia do chojnickiego Kornela zawitał heavy metalowy potwór o nazwie - Turbo.

Miażdżonych ludzi przenikliwy krzyk
łamanych kości trzask
Zbliża się ognisty miecz!
Szatańska kawaleria – czarna śmierć!
Z rozdartym krzykiem
Wciąż przed siebie mknie – zbliża się!

Jakieś tam plany wcześniej były żeby ruszyć gnaty na ten koncert. I te plany miały wziąć już prawie w łeb, aż tu nagle jakoś tak skontaktowaliśmy się ze znanym tu i ówdzie Radkiem. I Radek też miał ochotę zobaczyć na żywo szatańską kawalerię. Razem z nami jechali też znajomi Radka - Danka i Tomek. No to ruszyliśmy.
Klub był wypełniony po brzegi. Igłę by tam się jeszcze dało wcisnąć na chama ale już nic więcej. Metalowa brać nie zawiodła i kornel tętnił życiem. Sporo było też metalowców z długim stażem, takich starych hevi metalowców. Ogólnie towarzystwo bardzo podzielone - od młokosów w wieku niepozwalającym na mocne driny, skórowców i rokendrolowców po starą gwardię pamiętającą jeszcze debiut "Kawalerii Szatana". Koncert rozpoczął się planowo, co nie często się zdarza. Może tam był kilku minutowy poślizg ale to tylko zaostrzyło smak na danie główne. Na scenie pojawili się panowie z Chainsaw. Szoł czas zacząć!

spalić, zgnieść spalić, zgnieść – szatańska kawaleria – czarna śmierć
spalić, zgnieść spalić, zgnieść – dokona się okropna rzeź
spalić, zgnieść spalić, zgnieść – ludzie, ludziom niosą śmierć

Od razu zaczęło się od mocnego uderzenia. Zamierzałem czym prędzej wbić w pogo ale tak właściwie to pogo samo mnie wciągnęło. Pod sceną aż takiego ścisku nie było, spora część dzikusów została przy stolikach bądź barze czekając na główną gwiazdę. Od samego początku było szybko i mocno, momentami bardzo mocno. I duszno. Wiatrak na krawędzi sceny służył raczej temu by włosy wokalisty powiewały jak Leosiowi Dicaprio na czubie Tytanica. Ale czad był. Chainsaw grał chyba z jakąś godzinę i nie oszczędzali się ani trochę. Ja tam żadnych kawałków nie znałem ale ani trochę nie przeszkodziło mi to w świetnej zabawie (czyt. skakaniu i odbijaniu się od wszystkiego co również skacze). A na koniec rypnęli jeszcze z grubej rury cover Breakin the Law i Will We Rock You. I to był świetny akcent na zakończenie. Zmachałem się tam jak wiatrak w Holandii. A tu jeszcze Turbo mnie czekało. Chyba trochę za bardzo zabalowałem z początku, wiedziałem że w końcówce mogę skonać jak conan. Prześlizgnąłem się w tym tłumie dzikich ciał i uzupełniłem płyny.

Płonących ludzi przenikliwy krzyk
A przedtem wybuch, straszny błysk
Wielki grzyb!
Szatana histeryczny słychać śmiech
Dokonał swego dzieła – cieszy się
Kipi gniew!

Kilka chwil i na maleńkiej scenie zjawiło się Turbo. Zrobiło się dużo ciaśniej. Zrobiło się głośniej, szybciej, mocniej. Szatan był tu obecny. To było czuć. I to pod każdym względem. Wokalista momentalnie porwał ludzi do wspólnego szaleństwa pod sceną. Ale tam była kosa! Rzeźnia na maksa jak to pewien fan Iron Maiden zwykł mówić. W tak intensywnym pogo to już dawno nie uczestniczyłem. Na dzień dobry pocisnęli mi z glana po nogach, potem kilka sierpów w szczenę. A szczena to i tak mi opadła bo Turbo nie zamierzało zwalniać tempa. Wręcz przeciwnie, było coraz szybciej i mocniej. Grali mieszankę swoich kawałków ze swojej bogatej dyskografii. Ja znam tylko kawalerię i oczywiście tych utworów nie mogło zabraknąć. W końcówce pojawiło się kilka szlagierów z tego płyciwa i to zmiotło całkowicie! Ogień! I jeszcze jak tam było duszno! Momentami ciężko było tam wytrzymać w tym kotle ale wokalista nie dawał ani chwili na głębszy oddech. Jak ludziska zwalniali to Turbo jeszcze bardziej dorzucało do pieca. Trochę też pozmieniało się towarzystwo pod sceną. Pojawili się starzy wyjadacze. To dopiero byli skórowcy! Duchota jak diabli, a te typy w kurtkach. Ale lepiej tak niż odbijać się od obślizgłych jaszczurów bez koszulek. Turbo grało i grało. Publika też dawała z siebie wszystko. Po niektórych widać już było oznaki zmęczenia. Ale było tam na prawdę wariacyjnie. Ja na koniec też już zdychałem. Końcówka była niesamowita ale ja już przyglądałem się temu z boku bo myślałem że padnę trupem. Finisz był doprawdy mistrzowski. I to był już koniec. Jakieś niecałe 3 godziny metalowego łojenia i jazdy bez trzymanki. Turbo pokazało klasę. I zostawili po sobie zgliszcza.

W błagalnym geście wyciągnięta dłoń
Diabelski tabun – zgniata ją,
Zgniata ją,
Ostatni podryg i ostatni krzyk –
Zniknęła ludzkość
Nie ma nic,
Nie ma nic!

Wykulałem się spod sceny. Łyknąłem wody. Poczułem się na kilka sekund orzeźwiony. Pogadałem trochę z wokalistą Chainsaw. I nawet autograf wziąłem! A co tam! Przez kilka najbliższych minut starałem się dojść po rozum do głowy. Ale jakoś mi to nie wychodziło więc po prostu siedziałem i zdychałem. Trzeba się było już zwijać. Na dworzu zimno jak pies. Ach te uroki zimy. Nabuzowałem w samochodzie jak w kotłowni i śmigaliśmy do domu. Radek prawie wyparował z tego ciepła. Występ Turbo zgodnie oceniliśmy jako rewelacyjny. Ja oczywiście jeszcze trochę pobłądziłem po Chojnicach ale po takim praniu mózgu to była normalka. To był pierwszy koncert w roku i od razu taki reczital że klękajcie narody i proście o litość! Oby więcej takich koncertów w tym roku!

spalić, zgnieść spalić, zgnieść – szatańska kawaleria – czarna śmierć
spalić, zgnieść spalić, zgnieść – dokona się okropna rzeź
spalić, zgnieść spalić, zgnieść – ludzie, ludziom niosą śmierć

Trochę zdjęć z koncertu można znaleźć tu i tu. I nawet ja się na jednym pojawiłem! Ha!
wtorek, 29 grudnia 2009

Zmiażdżeni i zniszczeni - relacja z X-mass Noize Night 27.12.2009

W piękny sposób udało nam się zakończyć koncertowy rok. Poniżej relacja z naszego ostatniego wypadu. Tradycyjnie z podziałem na rolę. Tym razem Dżeki przyjął taki o to kolor.

27.12.2009 odbył się koncert, na który chcieliśmy jechać, ale kasy nie było. To było tak, że na Blindead to już od pół roku planowaliśmy jechać, a ja też prawie zahaczyłem o TFN. I tak plany planami, a rzeczywistość bawiła się nami jak kukiełkami i zawsze jak Blindead grało to nie mogliśmy jechać. Aż tu nagle trafiło się ziarno ślepej kurze (czy też jak mówi Czępa "kura ślepemu kogutowi") i wreszcie na sam koniec roku udało nam się zrealizować nasz plan.

No i gdy w sobotę wieczorem sobie siedzę przy kompie i Dżeki mi na gg pisze: "Czępa jedziemy na koncert i koniec." Ja mówię, że kasy nie mam, a Dżeki powiedział, że dostał kasę i co lepsze po chwili napisał, że z nami jedzie Pondżol. O kasie Czępa to dla twojego dobra lepiej tu nie wspominaj bo sam podcinasz gałąź na której siedzisz. Publicznie nie wypada tego tak rozgłaszać. A no i ten, pokręciłeś coś tu miszczu. W niedziele ci napisałem dopiero. W sobotę to ty w te swoje gry "kulki" grałeś. A z Pondżolem to się dogadałem szybciej niż gotuję się herbata "minutka." Ale to tam nie ważne w sumie. To ja do Dżekiego mówię - jadę. No i gdy ja następnego dnia poszedłem do Dżekiego o 14 tak se pogadać, to on mi mówił, że będzie aż 5 zespołów, które grają przed Blindead. Tak, dokładnie. Była to piąta edycja hmmm nie wiem jak to nazwać, no gigu(?), świątecznej nocy o nazwie X-mass Noize Night. Zapowiadał się ciężki wieczór wypełniony mocnymi brzmieniami. Generalnie jechaliśmy tam na Blindead. Ja znałem jeszcze Tides From Nebula i też byłem ich ciekaw. Merkabah, Psychollywood i Broken Betty były nam nie znane. Ale jak to jeden z metalowych braci w kolejce do Ucha rzekł "szacuneczek trzeba mieć do wszystkich i posłuchać każdego." Tak oto w tą poświąteczną niedzielę słowo ciałem się stało i tak właśnie uczyniliśmy.

Jeszcze przed samym koncertem muszę tu napomknąć o unoszącej się w powietrzu choinkowej atmosferze, która dawała o sobie znać. I taka np. stara babka, która akurat korzystała z ładnej nocy na spacer i zbierała butelki zamieniła z nami trochę ciepłych słów. Chłopaki gulnęli browara i dorzucili buteleczki do siateczki starszej pani. Wzór, kulturka i noworoczne życzenia na koniec. Czępa jak to zwykle on po trzech łykach poczuł w sobie luz i ujrzał latające pstrokate mirabelki więc koncert mógł się już zaczynać. Wbiliśmy do Ucha. Na sam przód, przylepiliśmy się do barierek i nasłuchiwaliśmy.

Pierwszym zespołem, który zagrał koncert był Merkabah. Co prawda nie znam tego zespołu, ale fajna była ich muzyka. Nie było co prawda wokalu, ale muzyka była fajna. Mnie ten zespół kompletnie zaskoczył. Coraz więcej takiego grania w Polsce się ostatnio pojawia, a Merkabah jest kolejnym na to dowodem. Bardzo klimatyczne, psychodeliczne, eksperymentalne kawałki, taka trochę jakby plemiennie grająca perka, rozmywające się gitarowe efekty tworzące przestrzeń no i to co lubię najbardziej - basik. Panowie zrobili na nas pozytywne wrażenie dlatego też postanowiłem posłuchać ich EPki i... no na żywo zdecydowanie lepiej to wychodzi. Ale dobre jest. To był dobry początek.

Drugim zespołem, który zagrał był Psychollywood. Muzyka też była dobra i tutaj już był wokal. Tego zespołu też nie znam, ale też był ok. A mi to nie podeszło, takie to jakieś podszywane stonerowe granie. Imidż jak z filmu kostiumowego trochę. Niby szybko i skocznie ale ruszać się do tego jakoś nie idzie. Nie dla mnie muza ale Pondżolowi też się podobało.

Następnie zagrali Broken Betty. No i tu muszę przyznać, że ci zagrali dosyć ostro. A Dżeki z Pondżolem nawet robili pogo. To już była trochę rąbanka i super muzyczka była. Po tym stonerze bez garści piachu nie spodziewałem się zbyt wiele po następnych pustynnych, polskich kojotach. Ale chłopaki zaskoczyli! Muza poniosła nas jak tornado i po chwili wylądowałem z innymi w kozackim pogo. Potem dołączył Pondżol. Czępa jak zwykle umywa ręce od pogo... Kawałki były szybkie no i... i Yeeeaaah co tu dużo mówić. Czad i jazda. Chłopaki dali z siebie wszystko i to było to! Zmachałem się jak wiatrak i wróciłem do barierek wyczilałtować się przy Nebulach.

Po nich był koncert zespołu Tides from Nebula. No i tu muszę przyznać, że co prawda też nie znam tego zespołu, ale pokazali klasę - zresztą żaden zespół według mnie nie był zły. No i zagrali super. Koleś z Broken Betty powiedział coś w tym stylu: "TFN i Blindead to są prawdziwe zespoły" i miał gościu rację. Mimo, że wcześniejsze formacje zagrały okej to różnica klas była jednak widoczna. Tidesi zagrali kilka utworów z ich debiutanckiej płytki, przez wielu uważanej za debiut roku w Polsce. Ja tej muzy już wcześniej trochę słuchałem i dobre to ich granie ale na kolana mnie nie powaliło. Na żywo wszystko zabrzmiało oczywiście jeszcze lepiej i można było nawet odpłynąć momentami. A i do tego wszystkiego fajne wizualizację puszczali za nimi. I jeszcze światła. Razem z ich muzyką dawało to świetną mieszankę i budowało klimat. Muzycy też wczuli się na całego i wywijali po tej scenie aż miło. I co z tego, że praktycznie każdy post rock jest taki sam skoro ciągle słucha się tego przyjemnie. Brawo panowie, czekam na nową płytkę.

No i wreszcie zagrał zespół, który znam z tych najbardziej - czyli Blindead. Po tym występie nastąpiła dość długa przerwa. Na scenie krzątali się muzycy Blindead, a w tle puścili nam film o Godzilli. Japońska czarno-biała wersja, z czasów gdy telewizory były jeszcze dziełem szatana. Jeja jak te japońce piszczą! Na koniec to już wkurzało ale klimacik był. Po chwili na scenę wszedł prawdziwy potwór, który Godzillę zgniótłby jak stonkę ziemniaczaną. I w ten oto sposób ze stonką nie ma teraz problemów i ziemniaków mamy sporo i to są fakty. Kurczaków też. Na scenę wszedł dźwiękowy potwór i zmiażdżył wszystko co się dało. Zagrali oni wszystkie swoje kawałki z płyty Imuplse. O tak na pierwszy ogień poszedł cały Impulse. Jak to Ucho wytrzymało ten ciężar to ja nie wiem, bo Blindead kruszy ściany! Już po pierwszych dźwiękach wgniotło nas w podłogę, a potem ta bestia wdeptywała nas jeszcze głębiej. Po kawałku tytułowym chwila wyciszenia czyli "Between" z genialnie dołożonymi bębnami. I na koniec Distant Earths. I ziemia zadrżała po raz kolejny. Chłopaki zrobili z nas mielone i na tym nie poprzestali. Potem jeszcze kilka kawałków z płyty Autoscopia/ Murder in Phazes. No i muszę przyznać, że jeśli chodzi o Blindead, to po prostu zagrali świetnie. Wokalista po prostu swym głosem pokruszył niejedne kości. Po prostu super! A co z nami? Jedni skakali, drudzy robili coś na kształt pogo, jeszcze inni zostali rozszczepieni na kawałki, a Blindead zabijało dalej. Zagrali prawie całą Autscopie i z mielonki zrobił się pył i popiół. Blindead pokazało, że na żywo wymiatają i są jedną z najlepszych polskich kapel. Ha! Mało tego, jeśli chodzi o cały sludge/post metal to absolutnie jest to światowa czołówka! Czapki z głów! Mamy w Polsce zawodnika, którego możemy na równi stawiać z zagranicznymi formacjami! I tak trzymać! Już nie mogę się doczekać nowego albumu.

Na zakończenie powiem tyle, że warto jeździć nawet na takie koncerty, gdzie się zespołów nie zna lub mało zna, bo zawsze można poznać fajnych ludzi. No i nie żałuję ani minuty, że tam byłem. Piąta edycja X-mass Noize Night bezapelacyjnie skończyła się sukcesem. To było wspaniałe zakończenie koncertowego roku. A teraz czekamy już na kolejne muzyczne wariacje w Polsce, a pod tym względem przyszły rok zapowiada się wyśmienicie. Juhuuu!

Wielkie dzięki za koncert!
wtorek, 14 lipca 2009

Moje marzenie

Życie jest pełne niespodzianek, czasami są to przykre niespodzianki, a czasami są miłe. Nigdy nie wiadomo co spotkać może nas za niespodzianka. Jednak czasami, aby życie było lepsze, to warto słuchać sobie muzyki takiej jakiej się lubi, bo muzyka uspakaja nerwy. No i trochę się rozpiszę o muzyce. Muzyka jest czymś co poprawia nastrój, gdy jej się słucha. Nigdy nie denerwuje, bo ty sam sobie przecież decydujesz czego chcesz słuchać, czy to jest rock, czy metal, czy alternative, czy pop, czy hip-hop, czy techno. Każdy ma swój styl. Każdy lubi słuchać co lubi. Przecież nikt nie może komuś zabronić słuchania muzyki. Ja moją przygodę zacząłem od słuchania Disco Polo, jak byłem młodszy. Potem przyszedł czas na coś lepszego co mi się podobało (zresztą dzisiaj też bardzo mi się podoba) - era Myslovitz. Spodobało mi się to jeszcze bardziej niż wtedy Disco Polo. Zawsze słuchałem i sobie śpiewałem ich piosenki, a mają dużo znanych utworów, np. Acidland, Długość dźwięku w samotności, Dla ciebie, Sprzedawcy marzeń itd. W każdym bądź razie nigdy mi się Myslovitz nie znudzi, bo jest naprawdę super. No i później dzięki Dżekiemu poznałem zespół Illusion, od którego zacząłem słuchać bardzo ostrej muzyki. To już są czasy last.fm, gdzie obecnie słucham dużo muzy. No i gdy później bardziej się wsłuchałem w muzę, to od momentu, gdy byłem na koncercie OXY.GEN-a, spodobało mi się brzmienie perkusji, bo jakoś wcześniej nie zwracałem uwagi na perkusję. I wtedy chciałem mieć swoją perkusję. No i później przez jakiś zacząłem chodzić do kolegi pograć na perkusji. Co prawda grało się fajnie, ale jest bardzo trudna nauka. Jednak z grania na perkusji nie zrezygnuję, bo to jest wspaniałe pograć sobie na jakimś instrumencie. Mi odpowiada perkusja. Jednak moim pierwszym instrumentem były organki, po czym pomyślałem, że chcę grać ostre dźwięki i chciałem grać na gitarze elektrycznej. Szkoda tylko, że struny mi się zerwały, bo bym sobie coś ćwiczył grać. No i teraz chciałbym sobie grać na perkusji. No i tu też wielka niespodzianka, bo myślałem, że już przy perkusji zostanę, ale po tym jak się okazało, że jest możliwość reaktywacji zespołu Ćma, to pojawiła się szansa, że mogę uczyć się na gitarze basowej. Mimo iż jak na razie nie mam kasy, to z pewnością bym chciał na basówce też pograć. No i gdy kiedyś będę miał trochę kasy, to na pewno nie odżałuję sobie tejże gitary. Muszę przyznać, że swoje plany i tak zrealizuję choćbym nie wiem co miał zrobić. Plany są do zrealizowania. I nikt mi nie powie, że plany, czy marzenia się nie spełniają, bo przecież jeśli czegoś chcesz, to zrobisz to. A główną częścią zrealizowania planów jest wiara. Cytuję: "Gdyby każdy miał głęboką wiarę, to by góry przenosił". A więc nie wystarczy tylko czegoś chcieć, ale trzeba w to wierzyć. Bo cóż jest piękniejszego niż wiara w siebie i własne umiejętności. Jeśli chcesz wierzyć dla wiary żyj, dla wiary umieraj, by żywym pozostać. A więc ten tekst napisałem z myślą o moich marzeniach i planach, które mam nadzieję, że dojdą na sam szczyt góry wierzchołkowej i się spełnią. Tego sobie życzę i każdemu, kto ma swoje plany i marzenia. Niech się spełnią wam nawet te najskrytsze marzenia. Oby tak się stało. AWERUM PERRUM SILONUM!!!
poniedziałek, 2 marca 2009

Last.fm - muzyczna rewolucja



Włączam radio - słyszę dode... przełączam stację słyszę fila... Zdegustowany włączam tv - widzę fila... przerzucam kanał, widzę dodę. Myślę sobie spirala nienawiści. W tym momencie na ratunek przychodzi Last.fm.

czwartek, 12 lutego 2009

FIFA 99,2000,2001 soundtrack's

Jakie jest największe kłamstwo internetu? Szukałem i nie było.

Mając w pamięci tą zasadę podjąłem się zadania praktycznie niemożliwego. I w tej chwili mam dzięki temu wielką radochę, choć kosztowało mnie to tony wysiłku i morze cierpliwości. O co chodzi? Postanowiłem znaleźć soundtracki z gier mojej młodości - FIFA 99, 2000, 2001. Teraz gdy zapuszczam tą muzę ożywa wspomnień czar. (Sentymentalny się chyba robię na starość.) Przypominają się stare, dobre lata kiedy to przychodziło się z boiska i zasiadało przed kompa by grać dalej. Kiedy to wstawało się rano, grało i szło spać bo tak późno już było. Achhhhh tego się nie zapomni. Te gierki miały w sobie klimat (równikowy lub zwrotnikowy chyba?), którego dziś nie uświadczysz. Głównym składnikiem w cieście nazywanym "klimat" jest jak dla mnie muzyka. To właśnie ona siedzi ci w głowie nawet gdy nie grasz. Mi ta muza zalegała gdzieś w zakamarkach podświadomości przez te wszystkie lata.

 
Copyright 2003-2013 STAR WORMS
Blogger Wordpress Gadgets