Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WicIno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WicIno. Pokaż wszystkie posty
środa, 10 sierpnia 2011

Eksperymentalne WicInO VI


Tym co w jakiś sposób napędza naszą cywilizację naprzód są z całą pewnością eksperymenty. Bo gdyby nie eksperymenty (pomińmy już czy udane czy nie, ile szczurów zginęło, a ilu ludzi trzepnął piorun) to ciągle stalibyśmy w miejscu. A ja gdyby nie eksperymenty i odkrycia z przeszłości pewnie teraz siedziałbym pisząc na maszynie, albo piórem po papierze, a może jeszcze lepiej stukał bym dłutkiem w korze drzewa żeby wyryć ten tekst i to nie przy świetle żarówki, a przy płomieniu ogniska. Tak więc eksperymentowanie jest potrzebne i to w każdym obszarze działalności człowieka. Nawet w InO. Tak się właśnie składa, że tydzień temu czterech robali było świadkami takiego właśnie inowskiego eksperymentu. Świadkami to nawet za mało powiedziane bo my byliśmy uczestnikami tej niecodziennej imprezy.

Jest szalony pomysł, szczury doświadczalne są, inne obiekty badań również istnieją. Eksperyment o nazwie WicInO VI jest gotowy do realizacji.

Na czym ów eksperyment inowski polegał i jak to WicInO wyglądało? Całkowicie inaczej niż reszta imprez w LATInO, zupełnie odmiennie od wcześniejszych edycji WicInO. Przede wszystkim była to impreza zamknięta dla zaledwie kilku osób. Tutaj za przygotowanie etapów odpowiadali bowiem... sami uczestnicy. W skrócie wyglądało to tak: Były dwie drużyny - 3-osobowa ekipa Lukspolu oraz my robale. Oprócz nas również główni organizatorzy czyli Witkowscy brothers. Zadaniem każdej ekipy (również głównych orgów) było przygotowanie etapu. Tak więc byliśmy na marszu, który w jakiejś części sami organizowaliśmy. Tego to jeszcze nie było!

Impreza zaczęła się w poniedziałek wieczór. Udało nam się dotrzeć do Rytla skąd odebrał nas Wicia swoim samochodem-transformersem. Po drodze zgubiliśmy jakąś część ale gaz działał, hamulce też więc widocznie była to jakaś mało potrzebna część. W częściowej fazie rozkładu pojazdu dotarliśmy do Raciąża. Wioska to była letniskowa i bardzo sympatyczna, a miejsce w którym mieściła się baza imprezy to uwaga, uwaga wspaniały domek letniskowy rodziny Witkowskich! Poczuliśmy się jak na prawdziwych wakacjach i to takich nie last minute tylko takich wypasionych bo takich luksusów to nikt z nas się nie spodziewał. Muszę to napisać pogrubioną czcionką - to była najlepsza baza w historii LATInO! (zapewniałem o tym na rozpoczęciu jak i zakończeniu i słowa dotrzymuję). Klimaty bardzo letniskowe, w środku był nawet tv, w którym leciały na okrągło videoklipy ze striptizem i podkładem muzycznym (czyt. Viva music). No i mieliśmy swój własny pokój na poddaszu! Powtarzam jeszcze raz - pełen luksus!!!
Kiedy już ochłonęliśmy, pośmieliśmy się z tego i owego to wtedy nastąpiło oficjalne rozpoczęcie, na którym Wicia opisał zasady. Wylosowaliśmy też tereny na których my będziemy robić swoje etapy. Wybraliśmy keywordsy czyli słowa klucze, które mieliśmy jakoś wpasować w nasze etapy, w jakikolwiek sposób. Keywordsy były następujące: Galwanizacja, kultywator, bumbałasandał. Chyba domyślacie się, który był nasz.

Jakiś czas po rozpoczęciu ruszyliśmy na etap nocny przygotowany przez Wicia Bros. Domyślałem się, że będzie lajtowo więc wczułem się w wakacyjną aurę i założyłem krótkie spodenki. Niedługo potem w trasie przekonałem się o tym jak wielkim było to błędem. Bo najpierw wszystko było pikuś i szło jak po maśle, po drodze znaleźliśmy nawet kesza, potem szukaliśmy następnego ale nic z tego nie wyszło. Zgubiliśmy się. Moja latarka świeciła chyba tylko dlatego bo od szkiełka odbijał się blask księżyca. Dziewczyny pytały się mnie "Dżeki czemu nie włączasz latarki?" na co ja "przecież cały czas jest włączona..." No i jak tu się nie zgubić w takim wypadku? To było nieuniknione. Po jakimś czasie postanowiliśmy więc wracać do bazy ale ugrzęźliśmy w jakichś szachrajach i przede wszystkim pokrzywach. A ja w krótkich spodenkach. Nawkurzałem się tam jak smok, a na sam koniec po wyjściu z tych pokrzyw moje nogi wyglądały jak czerwona folia bąbelkowa. To była kuracja pokrzywowa.

Po przyjściu mieliśmy czas na tworzenie swoich etapów tzn przygotowanie map i całej koncepcji etapu. Ale my trochę posiedzieliśmy i poszliśmy spać. Nazajutrz wstaliśmy (druga ekipa, strasznie ambitna, już kończyła swoją mapkę), a my myśleliśmy jakby to tu zrobić? No i poszliśmy na zakupy, żeby trochę przewietrzyć umysły. Wróciliśmy, zjedliśmy no i przynajmniej się najedliśmy a mapki jak nie było tak nie było. Potem zaczęliśmy robić, a w zasadzie to najwięcej robiła Beata no i Gosia. Ja leżałem na kanapie, a Zidek się kręcił. Po jakimś czasie mapka powstała, a my ruszyliśmy budować nasz etap.

Słońce grzało w czachę jak mało kiedy tego lata. Jak na złość. A nam się nic nie chciało więc postanowiliśmy zrobić ten etap jak najbardziej lajtowo. Nie z uwagi na uczestników ale z tego względu, że nam się zwyczajnie nie chciało. A przed nami jeszcze dwa etapy... ho ho. Dość hardkorowo.

Jakoś ten nasz etap przygotowaliśmy. Z oporami wieszaliśmy punkty bo pełno tam było krzakorów, a nikomu się wchodzić nie chciało. Ale jakoś odpękaliśmy ten etap.

Jak wróciliśmy to ja rzuciłem się znowu na jedzenie, a reszta ekipy robiła mapki. I nawet nieźle to wyszło, w tak krótkim czasie to był wyczyn. Całą mapkę obrysowaliśmy jakimiś malunami przedstawiającymi bumbałesandała, galwanizację oraz kultywatora. W sumie to były trochę bez sensu te rysunki ale taka była nasza koncepcja. Czas na przygotowanie etapów minął. Dawało się wyczuć zmęczenie wszystkich a był to na dobrą sprawę początek bo teraz trzeba było na te etapy iść!

Na pierwszy rzut ognia etap braci. Dobrze, że był krótki i lajtowy. Zrobiliśmy go bez problemu, prowadziła Beata. Gosia zaczęła zbierać grzyby.

Zaraz po tym etap drugi przygotowany przez lukspolowców. Ci to zaszaleli i przygotowali nam prawdziwą rzeźnię z jakimiś figurkami zamiast mapki, taki mały kosmos na mapie. Wiedzieliśmy już po pierwszym kontakcie wzrokowym, że nie jesteśmy wystarczająco zmotywowani żeby temu podołać. Znaleźliśmy tylko kilka PK i jakoś przyszwędaliśmy się na metę. Dziewczyny bardziej skupiły się na zbieraniu grzybów. Trochę nam było żal chłopaków bo tak solidnie przygotowali ten etap, a my sobie na nim po prostu bąbelkowaliśmy. To był chyba największy minus tej całej imprezy. Tworzenie mapy, budowa etapu, pójście na dwa etapy to chyba jednak za dużo jak na jeden dzień tym bardziej, że pogoda bardziej zachęcała do pójścia na plażę i robienie babek z piasku niż latanie po lesie pełnym robactwa i szachrajstwa. Ale co by nie mówić tacy wariaci jak my, lukspol i wicie jednak się znaleźli!

Pomimo, że na etapie drugim bardziej skupiliśmy się na grzybach niż na mapie to i tak rywalizacja była zacięta bowiem my mieliśmy punktów karnych 1500 ileś, a Wicie tylko trochę więcej. Zadecydowało zaledwie kilka punkcików!

Potem nadszedł etap trzeci, a było już dość późno i mało komu się chciało. Chociaż Wicie i tak zaszaleli bo gdzie oni się szwędali to chyba nawet najlepszy GPS by tego nie dał rady zarejestrować. Ale w końcu przyszli. Druga ekipa nie miała wielkich problemów i na szczęście pozbierała za nas lampiony bo nam się już nie chciało. Ostatni etap jakoś wszyscy przeżyliśmy i zrobiło się ciemno więc pora wracać do domu.

A tam grill, kęłbachy, jakaś popitka, trochę odsapki i nocna libacja do samego rana. I to cały czas w rytmach muzycznej Vivy. Gra w karty, układanie domków z kart i takie tam inne zabawy. No i zakończenie rzecz jasna. Przedtem nawzajem oceniliśmy swoje imprezy ale i tak było jasne jakie będą wyniki. Wygrali lukspolowcy, my byliśmy drudzy. W nagrodę pocieszenia dostaliśmy taką fajną statuetkę od lukspolu no i fajne lansiarskie gadżety od Wici - breloki kompasy! Ale to jeszcze nie był koniec imprezy bo teraz trwała tzw impreza integracyjna, a że wszyscy i tak byli już dawno ze sobą zintegrowani to było wesoło. Ja po jakimś czasie poszedłem spać, a reszta dalej rypała w karty. Chyba do piątej rano. W tej grze największym asem okazał się Fidur, który wymiatał tam jak Wielki Szu w tym starym filmie.

Następnego ranka pożegnaliśmy się. Wszyscy ledwo żywi, zaspani i połamani od tego buszowania po lesie. Wicia odwiózł nas swoją karetą (skoro już tak jesteśmy przy karcianych klimatach) na pociąg do Rytla. Tak dobiegło końca eksperymentalne WicInO.
Czy był to eksperyment udany? Jak na moje to tak bo od tego właśnie jest LATInO żeby próbować innych rzeczy i rozwiązań, a tutaj tak właśnie było. Pomysł był dość nowatorski i ciekawy choć może nie do końca się sprawdził ale to chyba przez zbyt wielkie natężenie pracy wokół tego wszystkiego. Tak jak wcześniej pisałem - jeden dzień, zrobienie map, przygotowanie etapu, rozwieszenie PK, start w dwóch etapach. To dość sporo. Tak więc ten eksperyment daje do myślenia. Ale nie samym InO człowiek żyje, jak dla nas robali najważniejsza w VI WicInO była wariacyjna atmosfera, która utrzymywała się praktycznie cały czas. Klima w bazie była pierwszorzędna ale tutaj po prostu nie mogło być inaczej bo było dużo śmiechu i dużo gwizdu. Pod względem wariacyjnym to ten eksperyment zdecydowanie doprowadzał do wielu wybuchów - a były to wybuchy śmiechu.

I za tą wesołą trzydniową zabawę wielkie dzięki panowie! My robale świetnie się bawiliśmy!

A zdjęcia są tutaj.
niedziela, 26 grudnia 2010

Komunikat techniczny WicInO de Lorean

Czerski Klub Turystyczny Wicii i Przyjaciół Biegaczowaty


wicino v – de lorean


Czersk 27.12.2010


Komunikat techniczny


Program zawodów:

11.15-11.30 przyjmowanie uczestników

11.45 godzina „0”

11.45-13.30 zawody

14.00 zakończenie zawodów


Informacje dot. imprezy:

Nazwy map - Przeszłość I, Przeszłość II, Przeszłość III, Przeszłość IV, Przyszłość


Długość trasy – 1000m + 2500m Limit – 90min +15min


Start zawodów: Budynek gospodarczy, Chojnicka 52, Czersk


Dojściówka na start:



Więcej info – 607 217 841
czwartek, 23 grudnia 2010

WicInO V: De Lorean - regulamin


Wielkimi krokami zbliżają się święta! A razem ze świętami, prezenty, świąteczne potrawy, kolędy, szopka, bombki oraz choinka. Ale jakby komuś jedna choinka nie wystarczała to razem z organizatorami zapraszamy w podróż do czerskiego lasu gdzie dnia 27 grudnia odbędzie się piąta edycja marszu WicInO! Tym samym już po raz drugi będzie to ostatni w roku MnO. Wypadało by dobrze zakończyć rok i sprawdzić jak prezentujemy się kondycyjnie po tych wszystkich świątecznych smakołykach.

Regulamin marszu możecie ściągnąć z tego linka.

Do zobaczenia, fruuuuuuuu!
poniedziałek, 19 lipca 2010

Wyniki WicInO 1410

Poniżej przedstawiamy wyniki bitwy inowskiej, która rozegrała się poprzedniej upalnej soboty w okolicach Czerska.

1. Gromuś - STK - 0, (99 min!)
2. Filip Fierek - STK - 25 (1 PS25)
3. Oliwia, Natalia i Adam Bruscy - STK - 708 (6 BPK90, 2 BPK60, 1 ZK, 18 T)
4. Artur Rybak - Jugosłowiańska Wytwórnia Filmowa "Staragara" - 720 (7 BPK90, 2 PS25, 1 ZK, 1 OPIS)
5. Piotr Nowak - Szczwany Lis - 960 (9 BPK90, 2 BPK60, 1 ZK)
6. Karol Fidurski, Marek Grzelak, Kamil M.(nieczytelne) - 969 (9 BPK90, 2 BPK60, 1 PS25, 14 T)
7. RL - 1030 (9 BPK90, 2 BPK60, 3 PM, 1 OPIS)
8. Sprinter - CzKTWiP "Biegaczowaty" - 1225 (12 BPK90, 2 BPK60, 1 PS25)
9. Beata Dembek, Mariusz Kowalewski, Szymon Skalski - Star Worms Visa Electron - 1325 (13 BPK90, 2 BPK60, 1 PS90, 1 OPIS). 

Jak najszybciej postaramy się napisać jakąś relację z tego marszu. Ostatnio dużo się działo, ciągle coś dlatego narobiły nam się tutaj zaległości na blogu. W przygotowaniu mamy relacje z Sellrow, WicInO, z naszego wypadu doliną górnej Wisły i jeszcze z dwa, trzy inne teksty. Jesteśmy zawaleni! Ale trzeba działać bo terminy gonią, a fani czekają! Wy tu wszyscy macie wakacje, a my musimy nadrabiać zaległości. Ale damy rade!

Aha no ale zdjęcia z WicInO (niewiele ale są) oraz z Sellrow są już w naszej galerii. 

Papua!
wtorek, 22 grudnia 2009

WICInO Zima Edyszyn - wyniki

Na gorąco podajemy wyniki WICInO!

1. Gromuś - wynik 25 (B PS)

2. Sunday i Sprinter - wynik 165 (BPK 10, PM, czas 45)

3. Czępa i Dżeki!!!!!!! JESTEŚMY NA PODIUM!!! - wynik 370 (BPK A,B,6,13, opis)

4. Radek - wynik 590 (BPK A,B,C,11,13,14, opis 20, PM)

5. Natalia Bruska, Piotr Czarnowski, Filip Fierek - wynik 1184 (BPK A,B,C,11,7,4,15,9,2,5,12,3,6, czas 14)

6. Gorące Dżagi w składzie - Kaja Repińska, Samanta Brzezińska, Justyna Gruźlińska, Iwona Fojut - wynik 1530 (bez PK 10)


hej ho! Na razie tyle! Dzięki za marsz!


Tutaj możecie ściągnąć protokół z WicInO
A pod tym linkiem znajdziecie mapkę
poniedziałek, 21 grudnia 2009

WICInO Zima Edyszyn - kilka informacji

Już jutro impreza w Czersku, na której będzie bardzo ZIMnO. I tego na brakowało. Zakładamy kalesony i wełniane gacie i ruszamy! Kilka przydatnych informacji od braci Witkowskich:

Program:

12:45 - Zapisy i rozpoczęcie zawodów
13:00 - Godzina "0"
ok. 16 - Zamknięcie mety
ok. 16:15 - Ogłoszenie wyników i zakończenie zawodów.

1. Jako, że zmrok zapada nadspodziewanie (albo spodziewanie) szybko dobrze by było aby każda z ekip posiadała jakiekolwiek światło ze sobą (latarka lub czołówka). Szybcy nie będą tego potrzebować :)

2. Prosimy uczestników, aby ubrali się ciepło (a nawet bardzo ciepło z powodu tego, że jest ziMnO :))

3. Dla bezpieczeństwa polecamy (a raczej nalegamy) zaopatrzenie się w odblaski.

4. Prosimy o zgłaszanie się, gdyż map nie będzie wiele więcej niż ilość potrzebna dla osób zgłoszonych! (Na daną chwilę zgłoszonych jest 9 osób)

Szczegółowe informacje (długość trasy, jej charakterystyka, prognoza pogody itp. itd.) zostaną opublikowane jutro ok. godziny 18 w komunikacie technicznym.

Dobranoc, cześć, pa !
niedziela, 13 grudnia 2009

WICInO Zima Edyszyn - regulamin



Puchar ZIMnO rozkręca się w najlepsze! Jeszcze nie opadły emocje po Molotovie, a tu już bracia Witkowscy nadsyłają regulamin swojego marszu! Panowie, no jasny gwint! Takie regulaminy to się czyta z przyjemnością. I chojankowy plakacik nawet jest. Pełen lux! Więcej informacji wkrótce. Aha można się już zapisywać, ja już jestem na liście:)

Organizator: Marcin i Wojciech Witkowscy; STK LUKS „POL” Czersk

Termin: 22 grudnia 2009r.

Miejsce: okolice Czerska

Cele zawodów:
• rozwijanie wśród młodzieży i dorosłych zamiłowania do uprawiania sportu, turystyki kwalifikowanej i rekreacji,
• podnoszenie ogólnej sprawności i zdrowotności (albo wręcz przeciwnie) uczestników,
• popularyzacja turystycznych imprez na orientację, jako doskonałej formy niekonwencjalnego wypoczynku,
• wymiana doświadczeń oraz integracja środowiska sympatyków InO,
• praktyczne potwierdzenie własnych umiejętności w posługiwaniu się mapą i kompasem,
• przyznanie punktów do klasyfikacji Mini Pucharu w MnO „ZIMnO”

Zespół Organizacyjny: Wojciech Jr. i Marcin Wicia Witkowscy

Zgłoszenia: Do dnia 20 grudnia 2009 (niedziela) Zgłoszenia zawierające: imię, nazwisko, nazwę zespołu

Przyjmuje: Marcin Wicia Witkowski: 607 217 841, reverserstudio@yahoo.pl gg: 8229349 Organizatorzy zastrzegają możliwość słownego skarcenia niezgłoszonych a przybyłych na start.

Wpisowe: Płeć przeciwna do płci organizatorów musi się ładnie uśmiechnąć, od płci pokrewnej nie jest to wymagane, ale też fajnie by było

Dojazd, dojście: Szczegółowy rozkład jazdy pociągów na stronie www.pkp.pl, dojściówka do bazy zawodów od dworca PKP w Czersku poniżej, dojazd samochodem znacznie utrudniony (polecamy parkingi w mieście) – możliwy tylko dla samochodów marki Daihatsu oraz pokrewnych

Forma: 1 etap – dzienny (ale na słońce proszę nie liczyć), zespołowe (można się tramwaić do woli)

Ranga: Zawody rangi Regionalnej - 2 pkt do Odznaki InO

Kategorie startowe: Jedna wspólna kategoria dla wszystkich

Program zawodów: Zostanie ogłoszony w miarę możliwości na stronie www.stkczersk.xwp.pl do niedzieli 20.12 (lecz start zawodów przewidziany jest na godzinę ok. 13). (W przypadku chęci późniejszego startu trzeba to dogadać z organizatorami kontaktując się odpowiednio wcześniej).

Świadczenia: Kolorowa mapa dla każdego uczestnika, wariacje, dobra zabawa, wariacje, świeże powietrze, temperatura, wariacje, uśmiech organizatorów (chyba, że nie),

Mapy: Mówiąc krótko – dziwne… Zróżnicowana skala, troszkę pokombinowane (ale bez przesady), prawie pełne, zdecydowanie nie aktualizowane.

Teren: Zróżnicowany o dosyć łatwej przebieżności z kilkoma przystankami.

Postanowienia końcowe:
• W przypadku naprawdę fatalnych warunków atmosferycznych, które zapowiadane są przez Jarka Kreta i Jego kumpli zawody mogą zostać przełożone na inny termin!!! Ostateczna decyzja zostanie podjęta 21.12.2009r. Jednakże jeżeli nie zauważycie w tym dniu za oknem: tornada, huraganu, temp. -50 C, potężnej zawiei i zamieci, braku okna przez które wyglądacie to wtedy możecie być spokojni,
• zawodnicy ubezpieczają się we własnym zakresie,
• zawodnicy startują na własną odpowiedzialność,
• ostateczna interpretacja regulaminu należy do organizatorów,
• za szkody wyrządzone wobec uczestników jak i osób trzecich organizator nie odpowiada,
• na zawodach obowiązuje punktacja według Zasad Komisji InO ZG PTTK w Warszawie,
• zgłoszenie po terminie nie gwarantuje pełnych świadczeń.

Dojściówka na start:

niedziela, 22 marca 2009

Małe WicInO dużego Wici

Małe WiciInO 21.03.2009, Czersk

Na rozgrzewkę dla wszystkich spragnionych wiosennych rytmów - Ednriu!

Tak oto po długim okresie zimowym wreszcie nadeszła długo wyczekiwana wiosna. Znów nam przybyło lat. Nie zważając jednak na ten fakt tzw. w naszym slangu wariacje robić trzeba. Żadna Marzanna nie pozwoliła w tym roku dać się ud...utopić, a przecież wypada jakoś przywitać wiosnę. Z pomocą niespodziewanie przyszedł nam Wicia, który postanowił zorganizować mały marszyk. Nie wahaliśmy się ani chwili bo nie było kiedy. Na Czersk robaki!

Na miejscu byliśmy gdzieś po godz. 9 już. Trochę muzy posłuchaliśmy w samochodzie (muszę o tym wspomnieć - Jamiroquai - świetna muza do jazdy i nie tylko). Po chwili przyszedł Szymon Szynwelski. Pobawiliśmy się trochę w komunikator gadu gadu czyli pogadaliśmy mówiąc wprost. Mariuszek dowiedział się, że jego książka jest w Czersku popularna. Bardzo go to ucieszyło. Czępa - raz jeszcze gratulacje. Wtedy z trasy wrócili Wicia z Wojtkiem, którzy dopiero co skończyli wywieszać punkty. Trochę problemów sprawiły im przecinki, których było w lesie od groma. Przecinka przecinająca przecinkę obok drogi której nie ma ale jest tylko że jej tu nie ma. Padł na nas blady strach ale nie okazaliśmy tego. Frekwencja była niestety zatrważająco niska. Szymon, Sprinter i Plichcik (dołączyli później bo byli na rozgrywkach w nogę. Wyniki pominę...) no i my robale (skład: Czępa aka Kosa (C), Dżeki Dżejk i Zidek vel Zidorf we własnej osobie). A gdzie reszta? Nie było drobnych? Wróbelki ćwierkały, że pojawi się STKowska młodzież i co? Niedźwiedzie, borsuki, susły i zielone żaby już się obudziły, ziolone żaby również. Młodziki STK najwidoczniej jeszcze śpią. Wicia objaśnił jeszcze co i jak no i wyszliśmy. Do 1PK szliśmy jak takie oszołomy trochę ale doszliśmy. Wtedy w celach szkoleniowo-naukowych stery objął kapitan Czępiński. Mapka (w skali jakiejś tam) wyglądała lajcikowo: 9PK + 2 lopki, 2PK należało odpowiednio dopasować w puste prostokąty (obrócony fragment i lustrzanka). Początkującym mogłoby sprawić to trochę problemów (gdyby przyszli) ale nie takim starym wygom jak my. Trasa lajcikowa: PK na krzyżówkach (z myślą o początkujących których nie było) pojawiło się kilka PS (tu nie chodzi o playstation). PS jak to trafnie zauważył jedyny (jak narazie!) organizator InO Marek. Mariuszek prowadził nas jak po sznurku i to dosłownie bo na trasie co chwilę natykaliśmy się na jakieś sznurki. Przez chwilę miałem wątpliwości czy to nie jest nić Ariadny prowadzącą do jaskini lwa. Słoneczko pięknie przyświecało. Bardzo przyjemny spacerek. Na metę wrócliśmy trochę po czasie i (tradycyjnie) z pkt karnymi na koncie w banku (tym razem tylko 360). Natomiast drużyna trzech tubylców z wynikiem 0 (słownie zero) pkt karnych zajęła zaszczytne pierwsze miejsce. Nastąpiło uroczyste zakończenie, potem gadka szmatka i pomadka, trochę ploteczek o naszych najbliższych planach, dyskusja nad WicIno. Kosa chciał jeszcze wprosić się na obiad do Szczebla ale nie dało rady. Czas wracać. Podwieźliśmy Marka i Szymona (wiemy teraz gdzie mieszkasz , już nam się nie wywiniesz!) i śmigaliśmy na Bytonię.

Podsumowując był to lajcikowo spędzony dzionek i o to nam chodziło. Atmosferka jak zwykle wariacyjna ale w Czersku to norma. Brawa dla Wici, który przybył zza siedmiu gór i siedmiu lasów (czyt. z Olsztyna) i zorganizował fajny marszyk. Frekwencja nie dopisała ale następnym razem będzie lepiej (bo nas więcej przyjedzie). Na fali w oddali i do z(r)obaczenia na Bielowszczaku czorty. Ludzie wiosna! Wreszcie!
 
Copyright 2003-2013 STAR WORMS
Blogger Wordpress Gadgets