środa, 29 kwietnia 2015

Tatuaże



Od jakiegoś czasu zajmuję się robieniem tatuaży. Sporo osób namawiało mnie do tego abym się tym zajął. Już od dawna. Ja podchodziłem do tego z dużym dystansem bo sztuka tatuowania wydawała mi się czymś dla mnie nieosiągalnym. W końcu jednak uległem tym namowom, sam przekonałem się do tego pomysłu i voila! Dziś robię tatuaże! To w takim razie po kolei: jak zacząłem, z czym to się je i na czym teraz stoję.

Jak wspomniałem we wstępie spore grono znajomych namawiało mnie do tego od dawna. Ja oczywiście nie byłem przekonany co do moich umiejętności rysowniczych. Zwyczajnie nie uważam żeby moje rysunki jakoś szczególnie się wyróżniały, nie uważam aby były aż tak świetne. Nigdy nigdzie nie uczyłem się rysunku, jako taki maluch cały czas miałem w rękach ołówki i kredki i ciągle gdzieś bazgrałem. Nawet jak byłem zupełnie mały to pogryzdałem cały mój paszport i z rodzinnego wyjazdu do Danii nic nie wyszło. Ale rysować lubiłem nadal i na zajęciach plastyki niemal zawsze robiłem rysunki dla innych dzieciaków. Potem jakoś ten rysunek mi przeszedł, wydawało mi się to dziecinne, nikt mnie nie pokierował. A szkoda bo myślę, że teraz byłbym znacznie lepszy gdybym poszedł do szkoły plastycznej. Tak czy siak od czasu do czasu coś mnie brało i zaczynałem rysować. Moje zeszyty (szczególnie z matmy, fizyki i chemii) całe były zaśmiecone moimi rysunkami. Zdarzało mi się też czasem tak od czapy coś narysować bo... no coś czasem mi strzeliło do głowy. Co dość istotne to.. zazwyczaj rysowałem długopisem, a więc nie było mowy żeby coś zmazać czy poprawić. To co narysowałem, tak musiało już zostać. Musiałem więc być pewny swego.


Ale żeby robić tatuaże? 


Dziś tatuaż jest coraz bardziej popularny i już dawno wyszedł z podziemi. Mistrzowie i ci najwięksi artyści prześcigają się w pomysłach i potrafią narysować na ciele dosłownie wszystko. Powstają nowe style, mieszają je ze sobą. Dziś z wielkim hukiem powrócił również ten old schoolowy tatuaż, we wszelkich odmianach. Gdzieś tam kiedyś natrafiłem na takie rysunki w necie i cholernie mi się ten styl spodobał. Mało tego - okazało się że bez problemu jestem w stanie sam tworzyć rysunki właśnie w taki sposób. To może jednak ten tatuaż to nie jest wcale tak nierealny pomysł?

Robią się projekty!

Postanowiłem podejść do tego jak najbardziej profesjonalnie. Chciałem zapisać się na kurs tatuażu. Istnieją takie kursy, na ogół są dość drogie. Mój upatrzony sobie kurs był właśnie z gatunku tych wysoko cenowych. Musiałem zebrać więc kasę - na kurs, wszelkie inne koszty oraz na sprzęt. Na szczęście w Anglii, dziwnej krainie gdzie samochody jeżdżą po złej stronie a ludzie przepraszają cie dosłownie za wszystko, nawet za to że idą chodnikiem - zarobiłem w tej Anglii wystarczającą ilość kasy. Ha! To teraz mogę to zrobić! Już będąc w Anglii w rozmowach z ludźmi byłem przekonany że pójdę na ten kurs. Wielu z nich robiło wtedy wielkie oczy nie dowierzając mi. A tym czasem zapisałem się na kurs tatuażu... będąc jeszcze w Anglii!

Sobie trochę Krakowa przy okazji pozwiedzałem :)
Mój kurs odbywał się w studiu tatuażu w Krakowie, zaraz na początku roku. Pojechałem tam więc, dzięki niesamowitej uprzejmości mojego przyjaciela zapewniony miałem nocleg(!) za co wdzięczny będę mu po wsze-czasy! Kasa była, w Krakowie byłem, sporo rysowałem - wszystko szło w idealnym kierunku. Zżerała mnie ciekawość odnośnie samego kursu: jak to będzie wyglądało, jakich ludzi tam zastanę, czy ja się do tego tak w ogóle nadaję? 

Kościł Mariacki od zaplecza. Nieopodal studia.
Do studia
Wszystkie moje wątpliwości zostały rozwiane już pierwszego dnia. Zostałem fantastycznie przyjęty. Pod swoje skrzydła wziął mnie sam szefo - Robert, który w tym biznesie zjadł już swoje zęby i siedzi w tym 25 lat! Nie mogłem więc trafić lepiej. W całej tej ich ekipie było chyba z 7 osób. Siedmiu tatuatorów! I kiedy odbywał się tam mój kurs oni niemal codziennie mieli tam klientów! Ruch był wręcz wahadłowy, ktoś kończył dziarać a inny zaczynał. Non stop ludzie. Cieszyłem się, że mój kurs odbywa się właśnie w studio. Dzięki temu cały czas miałem z tym wszystkim styczność na żywo, mogłem rozmawiać z ludźmi, obserwować, pytać, dowiadywać się od nich bezpośrednio. No i na własnej skórze zobaczyć jak ten świat tatuażu wygląda od środka, a zapewniam was że jest to dość specyficzne miejsce. Ja poczułem, że czuję się tam jak ryba w wodzie, że faktycznie tak, to jest coś dla mnie. 

Mój kurs obejmował sporo zagadnień ale nie był to jakiś sztywniacki wykład plus zajęcia. Nic podobnego. Większość rzeczy była tam mocno fristajlowa, był tam jakiś z grubsza zarysowany plan ale generalnie to wszystko wychodziło w praniu. Uczyć i dowiadywać miałem się sam. I bardzo dobrze, mi to odpowiadało znacznie bardziej niż suche wykłady. Tutaj miałem wszystko na talerzu, wystarczyło tylko wyciągnąć ręce i brać garściami bo ta wiedza miała być dla mnie bezcenna. 

Studio w środku.
Wszystko to trwało niecałe dwa tygodnie. Miałem trochę nauki rysunku, raczej podstawy niż jakieś konkrety. Zresztą nie trzeba być po szkole rysunku aby robić to dobrze bo najważniejsze w tym wszystkim jest czucie tego co się robi. Mi powiedziano, że to coś mam i oczywiście bardzo się z tego powodu cieszyłem. Ale nie oznacza to, że będzie to miało przełożenie na tatuaż! I to było dla mnie najgorsze. 

Moje pierwsze zadanko - projektowanie, wykonanie... tribali:)

Okej, czego więc się tam nauczyłem? Przede wszystkim jakiejś takiej etyki pracy. Lwią część tego wszystkiego poświęciliśmy na omówienie higieny pracy - ona jest tutaj kluczowa. Robert bez ogródek powiedział mi, że nie obchodzi go czy moje tatuaże będą genialne jak freski Michała Anioła czy będę kolejnym januszem tatuażu - jest jedna, najwyższa wartość w tym wszystkim - higienia pracy. Wszystko musi być sterylne, wszystko! To jest podstawa. Jeśli nie ma tej sterylności to w ogóle nie ma o czym mówić. Co by nie było jest to praca z żywym organizmem, ingerencja w czyjeśc ciało. przecież wbijam w kogoś igłę. Tutaj nie ma żartów i śmiechów, tutaj musi być sterylnie i na maksa profesjonalnie. Więc non stop wałkowaliśmy ten temat i chyba nawet najbardziej toporny człowiek wreszcie to wszystko by załapał. 
Tutaj mój projekt na sztucznej skórze.
Sporo też było o sprzęcie, o tym jak go używać, co do czego służy. Bo może nie wiecie ale samych igieł do tatuażu jest ponad 300 chyba. Już teraz nie pamiętam. Jedne są cieńkie inne jeszcze cieńsze, są z 5-cioma szpilkami a są i takie które mają tych malutkich szpilek 17 i więcej. Są igły do konturu, są do wypełnień. Tak samo sprawa ma się z maszynkami, tych jest tak wielki wybór jak w samochodach. Możesz kupić mercedesa, a możesz malucha. Okej w zasadzie jeśli chodzi o temat tatuażu to nauczyli mnie wszystkiego co powinienem wiedzieć. Plus cały czas mogłem pytać i chcieć więcej, to już było w mojej kwestii. 

Przerobiony projekt na mój styl. A potem ćwiczonka na skórze.
Nie uczyli mnie jednak techniki. Nikt nie uczył mnie jakich igieł do czego używać, w jaki sposób. Nakreślili mi tylko mniej więcej co i jak. Wiem na jaką grubość wbijać igłę, jak pracować innymi igłami, tzn do czego służą. Ale nikt nie nauczył mnie jak robić super mega dobre dziary no bo... jak? Technika i umiejętności to jest rzecz którą musisz wypracować sobie sam. Poprzez ćwiczenia, hmmm w zasadzie to może nie przez ćwiczenia bo tego nie da się ćwiczyć. Są to rzeczy, które trzeba sobie wypracować w pracy już na żywych ludziach! Ja mogłem tylko podpatrywać jak tatuaże robią oni. A dwóch kolesi było tam na prawdę z najwyższej półki i potrafili z igłami zrobić wszystko. Fajne było też to, że chętnie odpowiadali na moje pytania. Nawet te najgłupsze. A co tam, byłem tam żeby się uczyć.

Tutaj ćwiczenia z kolorem

Na kursie nie zrobiłem ani jednego tatuażu na człowieku. Uczyłem się na sztucznej skórze. Nijak ma się to do prawdziwej skóry. 

Na sam koniec kursu otrzymałem papiery na tatuowanie. Może mi to pomóc w dalszym rozwoju. Z tym mogę już ubiegać się o jakieś staże w studiach itd. Zresztą na tyle dobrze zakumplowałem się z ludźmi z Krakowa, że i tam przyjmą mnie z otwartymi rękoma i pewnie kiedyś skorzystam z tej okazji. A już w ogóle mocno zakumplowaliśmy się na imprezie zaraz po moim skończonym kursie, ale to już jest jeszcze grubszy temat.

Okej, jak na razie więc tatuuje na własną rękę. Kupiłem cały sprzęt, mam wszystko czego potrzebuję. Mam wiedzę i teraz tylko pozostawało mi przenieść to wszystko na żywą skórę!

Zaraz po tym jak otrzymałem sprzęt zasiadłem do ćwiczeń. Nie wiem czy wiecie ale pewne owoce świetnie się do tego nadają. Najlepszy jest banan ale można też na pomarańczach i grejpfrutach. Przez krótki czas niemal wszystkie owoce w naszym domu były wytatuowane:) Wyglądało to dość groteskowo ale przynajmniej ciągle byłem w akcji. Bo to jest ważne, ćwiczyć kiedy nie można tatuować na kimś, cały czas rysować i usprawniać swoją kreskę.

Wytatuowana pomarańcza
Ale nie zrobiłem przecież tego kursu po to aby tatuować banany! W końcu nadeszła ta chwila kiedy miałem wbić igły w żywego człowieka. Tym pierwszym odważnym okazała się moja siostra Becia i również tutaj będę jej za to wdzięczny do końca życia. Becia ma na żebrach wytatuowane diament z dość grubym konturem i pozwoliła mi ten kontur poprawić. Tak więc wyglądał mój pierwszy tatuaż na człowieku - poprawianie istniejącego już tatuażu. 

Popełniłem wtedy chyba wszystkie błędy świata! No oczywiście oprócz higieny pracy bo tą mam w małym palcu. Mam tu na myśli te kreski które wykonałem! Najkrzywsze kreski jakie widział świat! Wszystko tam źle zrobiłem, krzywe krechy, źle ustawiłem Becię, sam się źle ustawiłem, nieodpowiednio rozstawiłem sprzęt, światło. Wszystko źle! Człowiek uczy się na błędach.

Debiut! (Wszystko do poprawki)
Ale wiedziałem już jakie to uczucie. Jak zachowuje się ludzkie ciało, jak to jest wbić te igły z tuszem w ciało i co z tego wychodzi. Dziwnie strasznie. Kartka jest przecież sztywna, nie rusza się, nie oddycha, jest twarda, mogę ją dowolnie obracać. A ciało człowieka? Drga i rusza się, ktoś oddycha, skóra jest miękka i ogólnie wszystko jest inaczej. Taki był początek.




Dziś mam już za sobą kilka wykonanych tatuaży. Coś koło 10-12? Niektóre jeszcze nieskończone bo były na tyle duże, że trzeba je wziąć na dwie sesje. Myślę, że idzie mi coraz lepiej i chciałbym być w tym coraz lepszy. Zależy mi na tym aby tatuować jak najwięcej bo w ten sposób uczę się i doskonale swoje umiejętności. A chcę być w tym jak najlepszy. Cieszy mnie to, że niemal wszystkie tatuaże które wykonałem to moje projekty. Sam je stworzyłem, a następnie przenosiłem na skórę. Cieszy mi to, że jak na tak początkującego tatuatora idzie mi całkiem nieźle, a moi klienci są zadowoleni ze zrobionych przeze mnei tatuaży. Poza tym to fantastyczne uczucie - przenosić swój rysunek na czyjeś ciało - już na zawsze! Czy może być większa pochwała dla  twojego rysunku? 

Coś tu z tego będzie
Wspaniali dla mnie byli też wszyscy znajomi oraz przyjaciele, którzy pozwolili mi się tatuować. Okazali wobec mnie spore zaufanie i już kilku z nich nosi teraz dumnie moje małe dzieła :) to jest coś na prawdę rewelacyjnego!  
Trochę skupienia i cierpliwości!
Jedziemy!
Założyłem też stronkę, na której wstawiam moje prace. Projekty które rysuję oraz wykonane już tatuaże. Cieszy mnie to, że tatuuje coraz więcej i pojawiają się nowi chętni. Baja! Więc jeśli jesteś chętny na tatuaż, bądź znasz kogoś kto tatuaż chciałby mieć po prostu napisz do mnie. Wszystko da się zrobić! Na ten moment mam już kilka nowych osób chętnych na tatuaż, cały czas rysuję i robię nowe projekty. Mam nadzieję, że będzie tak cały czas i rozkręci to się jeszcze bardziej więc trzymajcie kciuki!
Sporo roboty przy tym ale zawsze jest wesoło i luzacko :)


Zapraszam ha ha!









Poniżej kilka moich prac (więcej na stronce)





1 komentarz :

Prosimy o podpisywanie się pod komentarzami (imię, pseudonim, kontakt)

 
Copyright 2003-2013 STAR WORMS
Blogger Wordpress Gadgets