Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Borowiacki Mno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Borowiacki Mno. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 20 maja 2013

Czas na rogaining!



Puchar Borów Tucholskich nabiera rozpędu, o czym świadczy fakt, że
kolejne zawody będą się odbywać, czy w zasadzie odbywają się już w
odstępach 1-2 tygodniowych! W czerwcu będziemy mieli Borowiacki,
Borutę i Lato nad Wdą. A więc będzie się działo, płomienie będą
buchały i żeby tylko wyschnięta ściółka leśna się od tego nie zatliła.
Teraz czas na rogaining, czyli XIII już edycję Borowiackiego Marszu na
Orientację...
niedziela, 30 maja 2010

Ciemna strona księżyca - Relacja z X Borowiackiego, 29.05.2010



Może to się wydawać dziwne ale za moich czasów szkolnych lubiłem lekcje języka polskiego. Pominę fakt, że nie przepadałem za nauczycielami tych przedmiotów ale sam przedmiot zawsze należał do moich ulubionych. A co też było takiego fajnego w tym przedmiocie? Nudne lektury, wypracowania, dyktanda, nauka wierszy na pamięć... Dobrze, że mam to za sobą bo po tych wszystkich latach w polskiej szkole został ze mnie psychiczny wrak człowieka. Podobno uczymy się dopóki nie idziemy do szkoły. A szkoła zatrzymuje nasz rozwój, a przede wszystkim zatrzymuje naszą kreatywność. Ale! Jest jednak mały szczegół, właśnie na lekcjach j. polskiego gdzie można pochwalić się swoją kreatywnością. A zwie się to - dowolna interpretacja. I tak też oto dzięki regule dowolnej interpretacji mogłem na swój sposób opisywać fraszki  lub treny Kochanowskiego. A nieomylna pani potem i tak kazała mi zapisywać w zeszycie jedyną, słuszną, zgodną z programem nauczania interpretację utworów...
Teraz już na szczęście zerwałem się z łańcucha polskiej edukacji, żaden nauczyciel nie będzie sterczał już nade mną krzycząc mi nad uchem że jestem niereformowalny. I mogę sobie interpretować jak tylko mi się zachce, co mi tylko do czachy przyjdzie.

A teraz włączam Winampa. Nie mam co prawda tak pedantycznie uporządkowanej muzy w swoim odtwarzaczu jak Czępa, który ślęczy nad tym godzinami. W moim twórczym bałaganie potrafię jednak wyszukać bez problemu płytkę, która mnie interesuje. A tym razem mój mózg domaga się aby popracować na trochę innych falach, takich jak po zażyciu psychodelików. Dlatego zapuszczam (dla wielu) jedno z największych dzieł muzyki w ogóle.

Pink Floyd - Dark Side Of The Moon

Włączam w winampie shuffle, dlatego leci nie po kolei. 

Po sobotnim Borowiackim MnO ta płytka mocno kojarzy mi się właśnie z jubileuszową edycją tego marszu.

I interpretuję.


Kaso, wynoś się
Dostajesz lepiej płatną pracę i jesteś OK.
Pieniądz to paliwo
Zgarniaj kasę obiema rękoma i układaj w stos
Nowy samochód, kawior, sen na jawie
Myślę, że kupię sobie klub piłkarski

Kaso, wracaj
Jestem w porządku Jack, zabierz łapy od mojej kupki
Pieniądz to przebój
Nie podawaj mi tego gówna
Podróżuję pierwszą klasą
Ale myślę, że przydałby mi się odrzutowiec

Kasa to zbrodnia
Dziel sprawiedliwie i nie zabieraj mojej części
Pieniądz jak mówią
To korzeń całego dzisiejszego zła
Lecz jeśli spytasz o podwyżkę, nie zdziwisz się gdy
Nie dadzą ci odpowiedzi


Na pierwszy ogień idzie utwór "Money" Już pierwsze wersy uświadamiają nas, że pieniądze na Borowiackim MnO są rzeczą zbędną. Kaso, wynoś się - słowa te oznaczają, że na Boro nie ma żadnego wpisowego. I tak przez wszystkie lata, wpisowe na Borowiackim nie istnieje. Pieniądz to przebój, Nie podawaj mi tego gówna - i niczym FC Barcelona, która nigdy nie umieściła sponsora na swych koszulkach, na Boro nigdy nikt nie płacił wpisowego. Myślę, że kupię sobie klub piłkarski - to takie trochę nawiązanie właśnie do Barcelony, z tymże akurat tego klubu to się nie da pewnie kupić. Na co więc przeznaczyć te pieniądze? Z pewnością będą one potrzebne choćby na dojazd do bazy marszu ponieważ Pieniądz to paliwo. My jednak nie zrażeni tym faktem postanowiliśmy ruszyć na marsz samochodem zwanym przez nas jakże uroczo - rydwanem śmierci. A kto choć raz przejechał się z nami Painkillerem z pewnością doznał choć odrobiny szaleństwa i zaliczył przysłowiowy odlot. Bo jazda tym stworem zawsze zostawia w naszych głowach "Uraz umysłu". Za pewne przez to, że przeraźliwy ryk silnika wprowadza nas w trans, a mózg pracuje wtedy w innym trybie. Nowy samochód, kawior, sen na jawie - dokładnie takie myśli przechodziły mi przez głowę w drodze do Czerska. Ciekawe o czym myśleli moi pasażerowie - Beata, Czępa oraz anarchistyczna dwójka Figluś i Seba. Być może myśleli - Podróżuję pierwszą klasą Ale myślę, że przydałby mi się odrzutowiec? Tak czy siak jakoś dotarliśmy na miejsce. A w bazie zawodów krzątało się już sporo osób. Już od rana było widać, że frekwencja będzie wysoka i zadowalająca. Od razu postanowiliśmy się zapisać. Wielu facetów twierdzi, że kobiety lubią nadzianych gości z kieszeniami wypchanymi banknotami. Bujda na resorach, takie myślenie cechuje zwykłych frustratów. Ja podszedłem do dziewczyn przy zapisach bez grosza przy duszy bo Pieniądz jak mówią To korzeń całego dzisiejszego zła, a dziewczyny odpłaciły mi się pięknym uśmiechem. Takie właśnie wzorowe dziewczyny to znak rozpoznawczy Boro!


My i oni
W końcu jesteśmy zwykłymi ludźmi
Ja i ty
Tylko Bóg wie, że to nie to, co chcielibyśmy wybrać
Naprzód! — krzyknął z tyłu
A pierwszy szereg padł
Generał usiadł, a linie na mapach
Przenosiły się z miejsca na miejsce

Czarny i niebieski
Kto wie, który jest który i kto jest kim
W górę i w dół
Cały czas w kółko, w kółko i w kółko
"Nie słyszałeś, że to wojna słów"
Zapłakał dowódca
"Słuchaj synu" powiedział człowiek z bronią
"W środku jest dla ciebie miejsce"

W dół i poza
Nie można temu zapobiec, lecz pełno tego wokoło
Z i bez
A kto zaprzeczy, że wszystkie te walki właśnie o to
Zmiataj z drogi, to napięty dzień
Mam na głowie co innego
Pragnąc nagrody, herbaty i swojego udziału
Umarł stary człowiek

My - robaki i Oni - reszta uczestników tego marszu. Tyle znajomych, tyle nowych twarzy potrafi zgromadzić tylko i wyłącznie Borowiacki MnO. Bo na Borowiackim być trzeba i wiele inowców z pewnością stawia sobie udział w tym marszu za punkt honoru. W końcu jesteśmy tylko zwykłymi ludźmi - ten fragment powinien skłonić nas do pewnych rozmyślań. Bo czy zwykłymi ludźmi można nazwać tak fantastyczną organizatorską dwójkę jak Billy i Radek, którzy od 10 lat tworzą coś więcej niż zwykły MnO? Czy zwykłymi ludźmi można nazwać członków STK Czersk, którzy wspięli się na Everest pomysłowości tworząc jubileuszowy, znakomity Luks Polowy biuletyn? Czy zwykłymi ludźmi można nazwać pozostałych członków STK Czersk, którzy są już teraz na tak wariackim poziomie, że bez żadnych przeszkód przyjęlibyśmy ich w szeregi SW4? Czy zwykłymi ludźmi można nazwać osoby pokroju Chylona (maestro czcionki i mistrza plakaciarstwa), Wici (student tworzący inowskie definicje, Italiano disco inferno), Gromusia (który po zeszłorocznej Baji stał się nieśmiertelny), Szymona Belkę (który od 10 lat w identyczny sposób spędza ostatni weekend maja)? Czy zwykłymi ludźmi można nazwać tych którzy "latają po lesie z kartką papieru i kompasem po lesie i szukają tego czego nie zgubili"? Odpowiedź brzmi nie! Zdecydowanie, definitywnie i ostatecznie nie! Tylko Boro potrafi przyciągnąć do siebie tylu niezwykłych ludzi. Czy widzieliście kiedykolwiek żeby w tym samy czasie i miejscu spotkali się ludzie z zupełnie innych bajek: Grabarze, Włóczykije, Dzikie Węże, Maniaki Epulsa, osoby uznające Anarchię jako jedyny ustrój polityczny, Gumisie, Smerfy czy też Gwiezdne Robale? Takie rzeczy tylko na Borowiackim MnO! Wspaniale jest spotkać tylu znajomych, pogadać, pośmiać się, powspominać, powariaczyć. To jest to. Taką atmosferę wytwarza właśnie Borowiacki MnO. Czarny i niebieski Kto wie, który jest który i kto jest kim W górę i w dół Cały czas w kółko, w kółko i w kółko - te wersety mówią o zamieszaniu jakie panuje przed startem. Każdy ma coś do powiedzenia, coś do przekazania, jeden kręci się tu, drugi świruje tam, i weź to tu człowieku ogarnij. Nie można obok nikogo przecież przejść obojętnie, nie można komuś powiedzieć - Zmiataj z drogi, to napięty dzień Mam na głowie co innego bo tu przecież każdy uczestnik jest jednakowo ważny! Jakoś w tym całym zgiełku mieliśmy swoje 5min uwagi i udało nam się rozdać nagrody za naszego Wormsaka. Mówi o tym wers Pragnąc nagrody, herbaty i swojego udziału. Herbaty co prawda w nagrodę nie przewidzieliśmy ale zwycięzcy otrzymali od nas puchary. Po naszym krótkim recitalu nadszedł czas na rozpoczęcie spektaklu.
Naprzód! — krzyknął z tyłu A pierwszy szereg padł Generał usiadł, a linie na mapach Przenosiły się z miejsca na miejsce. Do głosu doszli organizatorzy. Wszyscy stanęli niczym na apelu wojskowym uważnie słuchając. Bo to była uroczysta chwila! Radek przemówił - ludzie słuchali. Kilka słów o samym Borowiackim, kilka słów o mapach. Następnie organizatorzy skierowali nas do autobusu, który odwiózł nas na miejsce startu - Słuchaj synu (...) W środku jest dla ciebie miejsce. No i faktycznie, jakoś się tam jeszcze wcisnęliśmy choć miejsca za dużo nie było. Ale za to bezpiecznie - bo nawet gdy autobus hamował to osoby które zajęły miejsca stojące nie miały szans aby się przewrócić. Solidarnie jeden podpierał drugiego. I tak właśnie dojechaliśmy na do lasu gdzie można było pooddychać świeżym powietrzem.


Oddychaj, oddychaj powietrzem
Nie bój się troszczyć
Odejdź, ale nie ode mnie
Rozejrzyj się, znajdź swą dziedzinę
Żyjesz długo i wznosisz się wysoko
Uśmiechy, którymi obdarzysz i łzy, które wypłaczesz
Wszystko, czego dotykasz i wszystko, na co patrzysz
Czy twoje życie jeszcze takie będzie

Uciekaj, tchórzu uciekaj
Wykop sobie norę, zapomnij o słońcu
I gdy w końcu skończysz robotę
Nie przystawaj, czas zacząć drugą
Żyjesz długo i wzniesiesz się wysoko
Jeśli tylko poskromisz przypływ
Niezachwiany na najwyższej fali
Mknąc w kierunku wczesnego grobu

Oddychaj, oddychaj powietrzem - a czym innym można jeszcze oddychać? O tak, las jest idealnym miejscem by nabrać tchu w płuca, przeprowadzić reakcję fotosyntezy i poczuć się jak ekoludek. Las jest też idealnym miejscem aby rozwiesić w nim lampiony, stworzyć mapkę, następnie wywieźć do tego lasu wariatów, którzy mają ochotę latać po tym lesie z tą właśnie mapką szukając tychże lampionów. Nie bój się troszczyć - ten wers mówi o emocjach związanych ze startem, bo nikt na prawdę nie wie co go czeka. A tym bardziej nie wiadomo tego na Boro, który zawsze zaskakiwał mapkami i tym razem nie było inaczej. W tym roku mapki były piękne. Po prostu piękne. Nie chodzi tu tylko o samą koncepcję, która była znakomita. Mam tu również na myśli ich estetykę. To był najwyższy artystyczno-mapkowy poziom jaki można sobie wyobrazić! Niesamowicie piękne mapki. To są właśnie mapki typu - przychodzę do domu, oprawiam w ramkę, wieszam nad łóżkiem. Wspaniałe. Ale po tym zachwycie przychodzi troska, o której wspominałem wcześniej... no bo... o co tu kaman, co do czego i w którą stronę iść? W stronę Słońca to tak nie bardzo bo przecież znajdowaliśmy się akurat po ciemnej stronie księżyca... Odejdź, ale nie ode mnie Rozejrzyj się, znajdź swą dziedzinę - te słowa mówią przede wszystkim o nas robalach. Bo chcieliśmy już ruszyć ale nie wiedzieliśmy gdzie i jak. A poza tym razem z nami miał iść też Kosa na którego musieliśmy czekać i nie mogliśmy go zostawić samego. Świadczą o tym słowa - Odejdź, ale nie ode mnie. Aż wreszcie jakoś zajarzyliśmy, coś tam skumaliśmy i można było iść. Od teraz trzeba było mieć już oczy szeroko otwarte i wyszukiwać każdego lampionu, mówi o tym wers - Rozejrzyj się, znajdź swą dziedzinę (dziedzina to metafora lampionu). Kolejne wersy również traktują o nas - Żyjesz długo i wznosisz się wysoko Uśmiechy, którymi obdarzysz i łzy, które wypłaczesz. Podmiot liryczny opisuje tutaj nasze wzloty i upadki, które czekają nas na pierwszym etapie Borowiackiego. Wiadomo jednak, że po nas nie można się spodziewać cudów i rewelacji. Bo my chodzimy dla wariacji! Nawet się zrymowało, może też kiedyś się zajmę pisaniem tekstów. Z tego tekstu wynika jednak że czeka nas jeszcze lepsza przyszłość - Wszystko, czego dotykasz i wszystko, na co patrzysz Czy twoje życie jeszcze takie będzie. No ciekawe co to będzie. Pożyjemy, zobaczymy jak mawiali starożytni. Nie możemy jednak wybiegać za daleko w przyszłość, na ziemie sprowadzają nas słowa - I gdy w końcu skończysz robotę Nie przystawaj, czas zacząć drugą, które przypominają nam o tym, że po pierwszym etapie czekają nas jeszcze dwa etapy (miejski i eksperymentalny). To absolutna nowość na Boro, takiej atrakcji to nie było tu jeszcze nigdy. Mając na uwadze czekające nas kolejne etapy ruszyliśmy czym prędzej w poszukiwaniu punktów. Bo na samym starcie straciliśmy już duuużo czasu.


Tykanie zegara wypełnia chwile szarego dnia
Marnujesz i trwonisz godziny, które otrzymałeś
Okopujesz się na kawałku ziemi w rodzinnym miasteczku
Czekając na coś lub na kogoś, kto pokaże ci drogę

Masz dość leżenia w promieniach słońca
Zostajesz w domu, by oglądać deszcz
Jesteś młody, a życie jest długie
I masz trochę czasu do zabicia
Pewnego dnia odkryjesz, że minęło dziesięć lat
Nikt nie powiedział ci, kiedy biec, przegapiłeś sygnał na start

Więc biegniesz i biegniesz, by zrównać się ze słońcem
Lecz ono zachodzi
Pędzi wokoło, by znów ukazać się za tobą
Właściwie jest takie samo, ale ty jesteś starszy
Masz krótszy oddech i z każdym dniem zbliżasz się do śmierci

Każdy rok staje się krótszy, na nic nie znajdujesz czasu
Plany też się nie spełniają
Lub kończą się skrawkiem zabazgranej kartki
Pozostajesz w cichej rozpaczy — po angielsku
Czas już minął, piosenka się skończyła
Myślałem, że mam więcej do powiedzenia

W końcu jakoś wystartowaliśmy. Skumaliśmy się, że mapa jest zlustrowana, a wycinki są okej. Długo nam to zajęło no ale lepiej późno niż wcale. Pierwszy PK odnaleźliśmy z łatwością. I nawet bez zbędnych problemów dopasowaliśmy odpowiedni wycinek mapy. Dalej jednak było już coraz gorzej. Odnaleźliśmy również PK2, z tymże złapaliśmy tam stowarzysza. Ale chociaż po raz kolejny dopasowaliśmy prawidłowy wycinek. Następnie ominęliśmy PK3 i 4 ruszając od razu do PK5. Tam mieliśmy już problemy z dopasowaniem terenu. Tykanie zegara wypełnia chwile szarego dnia Marnujesz i trwonisz godziny, które otrzymałeś - o tak, dokładnie tak było. Dużo czasu zajmowało nam dopasowywanie fragmentów. Nic nam nie pasowało i długo się nad tym głowiliśmy. Okopujesz się na kawałku ziemi (...) Czekając na coś lub na kogoś, kto pokaże ci drogę. Hah a tak to zwykle jest gdy się gubimy. Stoimy w miejscu, zastanawiając się w którym miejscu mapy się znajdujemy. Aż w końcu dochodzimy do wniosku, że nie mamy bladego pojęcia. Wtedy czekamy na kogoś kto nam pomoże. Na szczęście akurat na tym marszu takie sytuacje krytyczne nie miały miejsca.  
Z piątki śmigaliśmy do PK6. Na zupełnym lajciku, szło nam się bardzo przyjemnie. Pogoda dopisała. Jak to zwykle bywa w ostatni weekend maja. Bo jakoś nie przypominam sobie żeby ktoś kiedyś podczas Borowiackiego MnO znalazł się w takiej sytuacji - Masz dość leżenia w promieniach słońca Zostajesz w domu, by oglądać deszcz. Promienie słońca były, deszcz skapitulował. Każdy był szczęśliwy w taką pogodę. Tyle w temacie. Kolejny wers znowu jest o nas, mianowicie - masz trochę czasu do zabicia. No jasne, nie śpieszyło nam się, szliśmy na luzie, dlatego też czasu mieliśmy sporo. Pewnego dnia odkryjesz, że minęło dziesięć lat Nikt nie powiedział ci, kiedy biec, przegapiłeś sygnał na start - tu po raz kolejny podmiot liryczny przypomina nam o tym że jest to już 10 Borowiacki. Wyobrażacie to sobie? Minęło już dziesięć lat! Wspominając poprzednie edycje kierowaliśmy się w stronę PK7 i 8. Odnaleźliśmy je bez problemu, jednak mieliśmy wątpliwości co do dopasowania wycinków. Przy PK8 Kosa biegł spisać kody i nie usłyszał naszych krzyków odnośnie tego, którą literkę powinien wpisać. No trudno, kilka pkt w tą czy w drugą nie robi nam wielkiej różnicy. Więc biegniesz i biegniesz, by zrównać się ze słońcem - no my to akurat szliśmy a nie biegliśmy co nie zmienia faktu, że szło nam całkiem nieźle i byliśmy z siebie zadowoleni. Przez chwilę nawet myśleliśmy, że uda nam się uzyskać nawet niezły wynik bo PK10 odnaleźliśmy z łatwością. Myśleliśmy że zrównamy się ze słońcem. A tymczasem... (...) ono zachodzi, a wraz z nim nasze szanse na dobry wynik. Niestety PK10 był ostatnim który odnaleźliśmy na tym etapie. Od 10 poszliśmy w stronę 11. Byliśmy przekonani, że jesteśmy w dobrym miejscu i chcieliśmy nawet pisać BPK. Nie mieliśmy jednak długopisu, a potem wyleciało nam to z głowy. No nic, najwyżej znowu kilka pkt w plecy. Potem kręciliśmy się to tu, to tam szukając 12 i ni chu chu. Nie udało nam się znaleźć tego PK. To wyraźnie odbiło się na naszym kapitanie czyli Kosie, który mocno się zniechęcił. Dlatego też kolejne wersy nie należą do zbyt optymistycznych. Właściwie jest takie samo (słońce), ale ty jesteś starszy Masz krótszy oddech i z każdym dniem zbliżasz się do śmierci. Czyżby takie właśnie myśli dopadły akurat wtedy Kosę? Tego nie wiem, wiem jednak że Kosa od tego momentu zaczął strasznie zrzędzić co też wyraźnie nas denerwowało. No bo kto to widział żeby kapitan poddawał się jako pierwszy i chciał kończyć swój udział w takim marszu już po pierwszym etapie?! Mnie to zszokowało. No ale z okazji jubileuszu, w drodze wyjątku opamiętam się i nie będę tym razem gnoił Czępy. Ale fakty są takie, że dopadł go kryzys, który również i na nas wpłynął negatywnie. To stękanie wkurzało do tego stopnia, że postanowiliśmy ruszyć już w stronę mety. Bez szukania pozostałych punktów. To z pewnością nie była dobra decyzja, no ale kierowaliśmy się wtedy negatywnymi emocjami niestety. 
Plany też się nie spełniają Lub kończą się skrawkiem zabazgranej kartki. No tak, plany nie za bardzo się spełniły bo zamierzaliśmy zaprezentować się jak najlepiej. A tymczasem skończyło się jedynie na zabazgranej karcie startowej. Bywa i tak... No i jeszcze na metę nie mogliśmy trafić! Najpierw poszliśmy do Czerska, trafiliśmy aż na PKP. Dowiedzieliśmy się, że meta jest jednak w leśniczówce. I musieliśmy się cofać spory kawałek. Tu przytoczę kolejny fragment odnośnie Czępy - Pozostajesz w cichej rozpaczy. I rozpacz w wykonaniu Kosy rzeczywiście była, tylko że nie cicha, a przesadnie głośna. I wkurzająca. Bo Kosie zwyczajnie nie chciało się iść i stękał. Słuchając tego marudzenia, w nie najlepszych nastrojach stawiliśmy się na mecie w leśniczówce gdzie czekały na nas dziewczyny. A na metę po kolei docierały kolejne drużyny. W tym m.in. ekipa Luks Polu w składzie Junior & Piotr. Koalicja była formalnością w tym momencie.
Czas już minął, piosenka się skończyła Myślałem, że mam więcej do powiedzenia. Ja też tak myślałem. 


Dom, znowu dom
Lubię tu być, kiedy mogę
Kiedy przychodzę zziębnięty i zmęczony
Ogrzewam kości przy ciepłym ogniu
Gdzieś z daleka spoza pól
Bicie żelaznego dzwonu
Każe paść wierzącym na kolana
I słuchać łagodnie wypowiedzianego magicznego zaklęcia

Razem z ekipą Luks Polu po kilku minutach przeznaczonych na wylegiwaniu się na zielonej trawce nieopodal leśniczówki ruszyliśmy dalej. Gdzieś z daleka spoza pól. Najpierw w stronę PKP. Czępa już tak nie stękał. Obecność STKowców go zmobilizowała. Na PKP czekała nas miła niespodzianka bo jedna z dziewczyn, które tam stacjonowały okazała się wierną czytelniczką naszej strony! Coś takiego nie zdarza się często! Mamy w Czersku swoich fanów! Przez chwilę mogliśmy poczuć się jak prawdziwe gwiazdy, a ja nawet stworzyłem na szybkiego malun ośmiornicy z moim podpisem. Czego się nie robi dla swoich fanów! Drugi etap był prawdziwym majstersztykiem. Polegał na odnalezieniu określonych budynków, następnie przypasowaniu odpowiedniego historycznego zdjęcia i odnalezieniu pewnego elementu tego budynku. Chyba trochę zakręciłem ale wiadomo o co chodzi. Ah Czersk, poczuliśmy się jak w domu! W tym miasteczku można się tak poczuć! Dom, znowu dom Lubię tu być, kiedy mogę. Drugi etap niesamowicie się nam spodobał. Sam pomysł był świetny, wykonanie niczym nie ustępowało. Na tym etapie współpracowaliśmy razem w Juniorem i Piotrem. Koalicja. Jak zwykle współpraca układała się świetnie. Jak to w koalicji z podziałem na obowiązki. Dżeki, Piotr - nawigacja, dopasowywanie zdjęć, Beata, Jr - dopasowywanie elementów, Czępa - yyyy? niestękanie i niemarudzenie. Fajnie było tak pospacerować po Czersku, a gdy nie byliśmy czegoś pewni zawsze można było zapytać o radę mieszkańców (tych starszej daty oczywiście). Na tym etapie poszło nam już zdecydowanie lepiej choć kilka wątpliwości było. Bo w dużej części Czersk zachował ten swój dawny charakter ale też mocno się miejscami zmienił. Ten etap zaliczamy na ogromny plus! Można też było zaczerpnąć też trochę tego specyficznego czerskiego powietrza, nasiąknąć trochę atmosferą i życiem tutejszych mieszkańców. A niedaleko liceum akurat tego dnia dwoje ludzi zdecydowało się połączyć nierozerwalnym węzłem małżeńskim co też zawarto w tych oto wersach - Bicie żelaznego dzwonu Każe paść wierzącym na kolana I słuchać łagodnie wypowiedzianego magicznego zaklęcia. Tym razem bez zbędnych problemów dotarliśmy do mety przy LO. Byliśmy z siebie zadowoleni, no kto po takim etapie by nie był? Sam pomysł zasługuje na najwyższą notę.

Uraz umysłu

Lunatyk jest na trawie
Lunatyk jest na trawie
Pamięta zabawy, wianki i śmiechy
Trzyma głupków na ścieżce

Szaleniec jest u mnie w domu
Szaleńcy są w moim domu
Ich twarze na zmiętych gazetach leżą na podłodze
I codziennie gazeciarz przynosi nowe

A jeśli wyrwy w zaporze pojawią się wiele lat za wcześnie
I jeśli na tym wzgórzu nie ma miejsca
I jeśli twoja głowa wybuchnie ciemną grozą
Zobaczę cię na ciemnej stronie księżyca

Szaleniec jest w mojej głowie
Szaleniec jest w mojej głowie
Podnosisz nóż, robisz zmianę
Przemieniasz mnie dopóki jestem zdrowy
Zamykasz drzwi
Wyrzucasz klucz
Ktoś jest w mej głowie, lecz to nie jestem ja

A jeśli łomot z chmur zagrzmi w twych uszach
Będziesz krzyczał, ale cię nie usłyszą
I jeśli grupa, w której jesteś, zacznie grać inne melodie
Zobaczę cię na ciemnej stronie księżyca

Chwilę posiedzieliśmy, podzieliliśmy się, poleżeliśmy chwilę na trawie - Lunatyk jest na trawie Pamięta zabawy, wianki, śmiechy. Pogadaliśmy z niektórym o tym co to się działo na dwóch etapach. Czekał nas jeszcze jeden, etap eksperymentalny. Tajemniczość i zagadkowość aż wylewała się z sali gimnastycznej! Szaleniec jest u mnie w domu Szaleńcy są w moim domu Ich twarze na zmiętych gazetach leżą na podłodze. No właśnie, przez pewien czas nie mogliśmy jeszcze wejść do sali gimnastycznej. I cały ten czas zastanawialiśmy się co nas tam czeka. Przez drzwi widzieliśmy ukradkiem, że biegają tam ludzie związani ze sobą szarfą. Jak tacy szaleńcy! Fragment o zmiętych gazetach w rzeczywistości oznacza tutaj tekst do etapu 3. Tekst który trzeba było wyjąć wymiętolony z worka na śmieci. Bo to etap śmieciowy był. Choć ja nazwałbym go śmiechowym raczej.
Weszliśmy. Drzwi zamknęły się za nami. Dołączyliśmy do reszty szaleńców biegających przy akompaniamencie Pink Floyda. Szaleństwo!
Szaleniec jest w mojej głowie
Szaleniec jest w mojej głowie
Podnosisz nóż, robisz zmianę
Przemieniasz mnie dopóki jestem zdrowy
Zamykasz drzwi
Wyrzucasz klucz
Ktoś jest w mej głowie, lecz to nie jestem ja
Szaleństwo! 
To był chyba najbardziej wariacki etap w historii MnO. A na pewno najbardziej wariacki jaki widziałem. Odmierzanie kroków wg współrzędnych X, Y, Z. Stowarzysze na drabinkach, podłodze, na koźle. Ludzie co tam się działo! Bomba! Ten etap zaskoczył wszystkich, na chwilę przenieśliśmy się wszyscy razem na ciemną stronę księżyca. Rewelacja! Jak i cały Borowiacki!

Wyszliśmy. Poszliśmy odetchnąć na trawnik przy LO. I dalej wariacje, rozmowy, śmiechy i hihy. Atmosfera utrzymywała się od samego rana wciąż taka sama. I dalej wariacje, rozmowy, śmiechy i hihy. I powoli trzeba było się już zbierać. Odjeżdżaliśmy chyba jako ostatni, jeszcze trochę i śpiewalibyśmy na koniec "Kiedy ranne wstają zorze" gdyby nie...

Zaćmienie

Wszystko, czego dotykasz
Wszystko, co widzisz
Wszystko, czego smakujesz
Wszystko, co czujesz
Wszystko, co kochasz
Wszystko, czego nienawidzisz
Wszystko, w co nie wierzysz
Wszystko, co zachowałeś
Wszystko, co oddałeś
Wszystko, co przehandlowałeś
Wszystko, co sprzedałeś
Wyżebrałeś, pożyczyłeś lub ukradłeś
Wszystko, co tworzysz
Wszystko, co niszczysz
Wszystko, co robisz
Wszystko, co mówisz
Wszystko, co jesz
Każdy, kogo spotykasz
Wszystko, co lekceważysz
Każdy, z kim walczysz
Wszystko, co jest teraz
Wszystko, co przeminęło
Wszystko, co nadejdzie
I wszystko, na co pada słońce jest piękne
Ale słońce jest zaćmione przez księżyc

I wszystko na tym Borowiackim było piękne. 


Dziękujemy panowie za ten marsz. To była najlepsza edycja tego legendarnego MnO. Godna jubileuszu. Dzięki za te 10 lat wariacji. I czekamy na dalsze!


Nie ma ciemnej strony księżyca, w rzeczywistości cały jest ciemny.


Po tym Borowiackim cały księżyc z pewnością cały był jasny. Był w pełni. A my byliśmy w pełni zadowoleni.



Dzięki!


czwartek, 27 maja 2010

Wspomnień czar

Już w najbliższą sobotę wielkie wydarzenie. Jubileuszowy, dziesiąty Borowiacki MnO. Żadna nazwa typu brylantowa, kryształowa czy diamentowa rocznica nie oddadzą tego co działo się przez te dziesięć lat. 10 lat! Kiedy to minęło to ja sam nie wiem. Ale coś tam w głowie zawsze zostaje. Jakieś wspomnienia zawsze się zapisują na dyskach twardych w naszych głowach (przenośne twarde dyski, jak ktoś ma twardy łeb to i dysk też). Chyba najwyższa pora, na te kilka godzin przed uroczystym jubileuszem aby powspominać trochę to co działo się w poprzednich edycjach. To co nam najbardziej zapadło w pamięć, to co gdzieś tam nam świta i bije ale nie wiadomo w jakim kościele, to co wspominamy z radością na uśmiechach. Czas zanurzyć się w przeszłość i odkurzyć jej duchy. Wspominamy Borowiacki! Zapraszamy do lektury i wspólnych rozkmin.

Po raz pierwszy na Borowiackim MnO pojawiliśmy się w 2004 roku. Była to IV edycja. Niewiele właściwie pamiętam z tego marszu. Mało ludzi się wtedy znało i w ogóle. Ale marsze były wtedy popularne w naszej szkole i akurat Boro reklamowane było jako coś "na co trzeba iść" więc poszliśmy. Wiem, że pojawiliśmy się tam całą ekipa z naszym mentorem - Józkiem Ossowskim na czele. Były wariacje, czuło się to. O IV edycji napisałem już kiedyś w robaczej kronice InO. Pozwolę sobie tutaj zacytować, żeby się niepotrzebnie nie produkować:

"29 maja 2004 roku wystartowaliśmy (Rafał i Szogun) w naszym pierwszym (a tak ogólnie to już IV) Borowiackim MnO. Organizacja tego marszu była dla nas czymś jak dotąd niespotykanym. "Olympic Games" tak brzmiało hasło przewodnie tych marszy. Mapka była zrobiona w klimatach olimpijskich, nieco pokombinowana, do tego jeszcze zagadki. To była dla nas nowość. Byliśmy tym wszystkim na prawdę pozytywnie zaskoczeni jak fajne rzeczy można wymyślać podczas MnO. Nasz występ w kategorii dla Średnio zaawansowanych nie należał do najlepszych. "- w pewnym momencie trzeba będzie iść kawałek asfaltem więc trzeba uważać" tak powiedział jeden z organizatorów (Billy lub RL, których jeszcze wtedy nie znaliśmy). A my tymczasem kilka km szliśmy sobie nie wiedząc czemu asfaltem. Słuchanie odpraw techniczcnych nigdy nie było naszą mocną stroną i po dziś dzień chorujemy na tą przypadłość. Zanim weszliśmy na dobrą drogę było już za późno by liczyć na dobre miejsce. Marsz jednak i tak bardzo nam się podobał. Po raz pierwszy widzieliśmy taką pomysłowość na InO."
Teraz tak jeszcze kojarzę hah, niezły motyw. Na tym marszu jeden koleś, nie będę go tu publicznie oczerniał, umówmy się że miał na imię Bożydar. No to w pewnym momencie na trasie spotkaliśmy Bożydara, który chwalił się swoją orientacją w terenie. Bożydar wyjaśnił nam między innymi, że za pomocą wiatru potrafi wyznaczyć odpowiedni kierunek marszu. Albo to był jakiś prorok naszych wieków albo gościa przewiało ale ubaw mieliśmy wtedy z tego nieziemski. Nawet po kilku latach wspominaliśmy ten motyw.

Warto w tym momencie nadmienić, że od tej pory zaliczyliśmy każdy Borowiacki MnO. I to za każdym razem pojawialiśmy się w pełnym składzie (no nie licząc IX). Nie trudno więc zauważyć jak ważna jest to dla nas impreza. Można nie być na innym marszu, ale Boro to obowiązek. A stawienie się na tym marszu równie dobrze moglibyśmy dopisać sobie do naszego moralnego dekalogu.

Na Borowiackim zawsze było gorąco. Nie tylko pod względem emocji ale również temperatury. Niezależnie od frontów atmosferycznych, ułożenia Ziemii względem księżyców Jowisza, metereologicznych wróżb i horoskopów,  pogoda zawsze akurat w dniu marszu była dobra. A zwykle to nawet bardzo dobra. Słońce zawsze grzało w czachę. Co ciekawe, właściwie na każdej edycji (chyba tylko z wyjątkiem IV i IX bo wtedy akurat było zimno) chodziliśmy bez zbędnej garderoby. Czyli zawsze na klatach. To stało się taką małą tradycją już, że na Borowiackim zwykle chodzimy na klatach. Po męsku. A dziewuchy aż piszczą. A co tam.

Kilka wspomnień z V edycji:

"(...) następnym marszem, na którym wystartowaliśmy wszyscy razem był V Borowiacki MnO. Byliśmy ciekawi czy zeszłoroczne atrakcje były jednorazowym wyskokiem. Okazało się jednak, że w 2005 roku organizatorzy zaszaleli jeszcze bardziej. Mapkę, którą nam zaprezentowali często wspominamy do dziś z radością na uśmiechu. Mapka była bowiem przeniesiona w realia... planety Mars. Dodatkowo orgowie w ogóle nie zaznaczyli na mapie wody dzięki czemu pierwszy raz na MnO zdobywaliśmy PK przechodząc przez rzeczkę. Dodatkowo przez wariacje zamoczyliśmy mapki, karty startowe i co tam jeszcze było. Ahhhh co się nie działo. Motyw z Marsem spodobał nam się tym bardziej iż wtedy Kosa namiętnie interesował się astronomią i wchłaniał jak czarna dziura wszystko co z nią związane. Meta zaplanowana była w Odrach. Dla nas nie był to jednak koniec wariacji. Tego dnia Manchester United grał finał Pucharu Anglii z Arsenalem i za wszelką cenę chcieliśmy go zobaczyć. Radek podwiózł nas kawałek do jakiejś wioski. To był chyba Wieck. I z buta praktycznie bez przerwy biegliśmy na dworzec PKP w Czarnej Wodzie. Kosa rzucał mięsem takie wiązanki, jak z masarni. Ciężko się biegło śmiejąc się jednocześnie, a i zmęczenie było wielkie. Zdążyliśmy dosłownie na ostatnią minutę. A MU niestety przegrało... No ale i tak ten marsz wspominamy bardzo miło, a pomysł na mapę nadal uważamy za jeden z najlepszych jakie dotąd widzieliśmy."

Do tej pory uważamy, że była to jedna z najbardziej udanych edycji. Nie wiem jak tam organizatorzy to oceniają ale dla nas był to prawdziwy ideał. I do tego akurat wtedy Kosa wariował z astronomią, wyobrażacie sobie co to się działo? Dziki szał. Pomysł na mapkę w kat. TJ nie był właściwie skomplikowany. Mapka była wspaniale obrobiona graficznie, inne nawet się do niej nie umywały (w tamtych czasach to było niczym mydełko Fa w porównaniu do szarego mydła). Jeden z najlepszych Borowiackich! Powiadam wam ludzie! Najchętniej to wystartowałbym w nim jeszcze raz. A może by tak zrobić reedycję tej edycji?

Tak samo, reedycji mógłby się doczekać VI Borowiacki. Równie genialny jak ten poprzedni. Szliśmy już w TZach, co to był za szpan wtedy. I nie chodziliśmy dla wariacji, staraliśmy się aby wypaść jak najlepiej. A zajęcie dobrego miejsca w takim kombinowanym, wymyślnym marszu jak ten to było coś! A tak w robaczej kronice wspominałem tą edycję:

"Kolejną imprezą był VI Borowiacki MnO na którym nie mogło nas zabraknąć. Po wcześniejszych imprezach oczekiwania były spore i organizatorzy nie zawiedli. My też daliśmy popis bo w kategorii TZ zajęliśmy bardzo dobre 4 miejsce. Po raz kolejny trzeba zwrócić uwagę na mapki, które jak dla nas znowu były jednymi z najlepszych jakie do tej pory widzieliśmy. Motywem przewodnim była literatura Lema. W tych klimatach stworzona była mapka przy której sporo się nagłowiliśmy. Ale za to jaka była duma jak to wszystko skumaliśmy. Ahh i bym zapomniał, jak zwykle na Borowiackim do mapy dołączony był tekst. No po prostu rewelacja. Nie ukrywamy, że rok później tworząc Wormsaka dość mocno wzorowaliśmy się na Boro. To był wg. nas jeden z najlepszych Borowiackich w historii. Byliśmy z siebie bardzo zadowoleni i trzeba przyznać, że mieliśmy ku temu powody. W marszu wziął udział również Zidek choć nie chodził jeszcze wtedy z nami."

Mapka była tak fantastyczna, że to się wtedy w naszych małych główkach nie mieściło. Oczywiście wtedy połączyliśmy się w jeden zespół i mieliśmy dwie mapy. Jedną pocięliśmy (taki jakiś głupi pomysł padł żeby to zrobić), drugą natomiast skrzętnie przechowywaliśmy aby się nie poniszczyła. Potem gdy wróciliśmy do domu, pojechałem do taty do pracy i pokserowałem nam tą mapkę bo tak nam się podobała. Do dziś mam to ksero choć mało co na nim widać. I zdecydowanie, tworząc Wormsaka wzorem był dla nas Borowiacki MnO. Ta edycja w szczególności. V i VI edycja były moim zdaniem najlepszymi. Szkoda, że nie mamy żadnych zdjęć z tych czasów. Może ktoś ma? Z wielką chęcią zobaczyłbym takie fotki.

To co jeszcze nierozerwalnie wiąże się z Borowiackim MnO to zbiórka przed LO w Czersku. Moim zdaniem ma to swój niepowtarzalny klimat. Być może co niektórym uczniom tej placówki ten budynek nie kojarzy się najlepiej. Dla mnie jednak Boro bez zbiórki w tym właśnie miejscu to już nie to samo. Możecie nas wywieźć nawet na Madagaskar ale zbiórka przed szkołą być musi! I o ile się nie mylę, nie wiem czy dobrze pamiętam, to tylko raz tej zbiórki nie było właśnie przed szkołą. A było to w roku 2007:

"W przeciwieństwie do Borowiackiego MnO, który cały czas trzymał równy wysoki poziom. Tym razem Boro było w Czarnej Wodzie i żałowaliśmy trochę, że nie w Czersku bo lubiliśmy (ba! nadal lubimy) tamtejsze powietrze. Dzięki koszulkom czuliśmy, że zostaliśmy w jakiś sposób zauważeni. Co niektórzy zaczęli nas rozpoznawać. A my ciągle znaliśmy tak mało ludzi... Wkrótce jednak miało się to zmienić. Na start wywieziono nas do jakichś lasów. Jak zwykle zrobiliśmy kombinacje i połączyliśmy swe siły. Popełniliśmy największą foźbę jaka dotąd nam się przytrafiła. Przekombinowaliśmy... Pocięliśmy mapkę (która była stosunkowo prosta), na maleńkie kawałki, następnie po wielu dyskusjach i ok. 1,5 godz. główkowania skleiliśmy ją. A ze startu ruszyliśmy się o zaledwie kilkanaście metrów... To nie był błąd, to był wielbłąd. Straciliśmy masę czasu i pomimo, że szukanie PK szło nam całkiem nieźle to nie zdołaliśmy już nadrobić straconych minut. Na metę dotarliśmy jako ostatni, nie było już nikogo... Wszyscy zmyli się już z bazy zawodów. Ale to było dla nas upokorzenie... O mały włos a nawet byśmy sklasyfikowani nie byli. Trochę się wtedy posprzeczaliśmy bo planowaliśmy powalczyć o dobre miejsce, a tu kicha. Trochę bardzo nawet. Dla nas więc był to najgorszy Borowiacki. Ale! Po raz kolejny po prostu muszę wspomnieć o świetnej mapie i fajowym pomyśle! To co podobało mi się w tym najbardziej to to iż marsz polegał na analizie tekstu i powiązaniu tego z mapką. Bomba!"

Najgorszy Borowiacki? Miałem tu oczywiście najgorszy w naszym wykonaniu. I tak faktycznie wtedy było bo zajęliśmy bardzo odległe miejsce. A sam marsz to po raz kolejny była klasa sama w sobie. Zastanawialiśmy się wtedy co tu jeszcze można wymyślić. Kiedy chyba pomysły się kończą? Do dziś nie poznaliśmy odpowiedzi na to pytanie bo nadal jesteśmy zaskakiwani. I wtedy też nie było inaczej. Tak podsumowując ten marsz to u mnie ten Borowiacki zajmuje 3 miejsce (zaraz za V i VI edycją) pod względem fajowości. No i w końcu mieliśmy z tego marszu jakieś zdjęcia. Mam je oczywiście na kompie. Wrzucę je później do picasy albo filmik wrzucę na youtube bo mam tu też takie coś. 

Powoli zbliżamy się do czasów teraźniejszych. Nie zdążyłem jeszcze napisać o tym co zawsze przykuwało uwagę męskiej części uczestników Borowiackiego MnO. Mam tu na myśli dziewczyny zaangażowane w organizację i pomoc przy marszu. Tego to nigdy na tych marszach nie brakowało. I pod tym względem również nigdy się nie zawiedliśmy. Zawsze było na czym oko zawiesić, tym bardziej, że było już ciepło i wiadomo, dziewczyny zrzucają więcej:) VIII edycja pod względem estetycznym była wyjątkowo urzekająca!

"Potem znów nastąpiła przerwa aż do 31 maja kiedy to odbył się VIII Borowiacki MnO. Tradycyjnie już marsz na wysokim poziomie, po raz kolejny zaskakujące mapki. Boro trzyma fason. A co tym razem najbardziej nam się podobało? Zdecydowanie dziewczyny przy zapisach. To był najmilszy akcent tego dnia. A tak poza tym to jak zwykle wariacje i Czępa ugotowany w stroju ninjy. Po marszu zebraliśmy się w kilku luda aby pogadać o utworzeniu nowego pucharu. Planowaliśmy również zebranie w tej sprawie. To był kolejny wyraźny ruch do stworzenia PBT. Zresztą organizatorzy Borowiackiego MnO zdecydowali o odejściu z PK więc VIII edycja ich marszu nie była już klasyfikowana w PK. Tzn. nie powinna być ale trampy dalej ją liczyli. Ale kogo to wtedy obchodziło. Ważne, że zaczęliśmy działać!" 

Wtedy już znaliśmy się całkiem nieźle z ludźmi z LUKS Polu. I dlatego mogło być jeszcze bardziej wariacyjnie. Oczywiście wykorzystywaliśmy to jak tylko się da. Wariacje to najlepszy sposób na nawiązanie nowych znajomości. I tak też ostatnio Wojtek Jr wspominał, że właśnie podczas tej edycji pierwszy raz na żywo zobaczył Kosę... skaczącego po dachu akurat. I jak tu nie zwariować?

I w ten sposób doszliśmy do ostatniej jak dotąd, IX edycji Borowiackiego MnO. Z pewnych względów był to marsz dla nas szczególny. Bo też jakoś kilka dni wcześniej, a być może nawet kilka godzin wcześniej przyjęliśmy do swoich robaczych szeregów dziewczyny. Zatem dla nich był to debiut w naszych barwach. Debiut całkowicie nieudany bo... nie byliśmy nawet sklasyfikowani... No... Poracha. Tym wynikiem, a raczej jego brakiem byliśmy rozczarowani ale wariacje nie opuszczały nas ani na chwilę. Ciągle jeszcze dobrze pamiętam tamten marsz, przecież było to zaledwie rok temu. Był to nasz pierwszy marsz wspólnie z dziewczynami i to od razu na maksa wariacyjny. Co tam się nie działo. Właściwie to wtedy dziewczyny po raz pierwszy na żywo widziały co to się dzieje z nami jak nie kumamy mapy i bierze nas na kuźlowanie. A one idealnie się w te klimaty wpasowały. Kilka słów na temat map w hazardowych realiach. Dla nas okazały się zdecydowanie za trudne, choć pomysł uważam za świetny. Zresztą widać było po wynikach że nie tylko my mieliśmy problemy. Jedno jest pewne, była to nasza największa plama na Borowiacki w historii. Żeby na takim marszu nie być nawet klasyfikowanym... Tych wariacji było aż za dużo tego dnia. Mamy oczywiście relację z tego marszu autorstwa Czępy. Znajdziecie ją pod tym linkiem.

A i tak najlepszym motywem podczas tego marszu były dziewczyny kręcące jakieś filmy. Nawet z nami wywiad zrobiły, Czępa oczywiście brylował w tej rozmowie. Potem wkręciłem go, że te dziewczyny były z teleekspresu i jeszcze tego samego dnia ten wywiad będzie wyemitowany w TV. Czępa bez wahania uwierzył:) A potem jeszcze o 17:15 dzwonił do mnie, że jednak nas nie pokazali i pewnie jutro to pokażą. Ah słodka naiwności.

Spośród 9 jak do tej pory edycji my pojawiliśmy się na aż na 6. Odkąd zaliczyliśmy pierwszy Borowiacki to potem już nigdy nie opuściliśmy żadnej edycji. To chyba całkiem niezły wynik. Ale ten marsz to jest klasa sama w sobie, prawdziwa legenda już teraz. Są oczywiście inne marsze, też bardzo dobre, Borowiacki jednak zawsze był o ten jeden szczebel wyżej niż pozostałe. Te wariacje, przygody, ludzie, mapki, niepowtarzalny klimat. I to już przez 10 lat! 

Do zobaczenia w sobotę! Na fali amigos!
wtorek, 20 kwietnia 2010

II Chorągwiany Marsz na Orientację "Wanoga"

Już w najbliższą sobotę (24 kwietnia), o godzinie 7:10, w rejonie stacji kolejowej w Łęgu (gmina Czersk) rozpocznie się II Chorągwiany Marsz na Orientację "Wanoga". Starty w trzech kategoriach: TP (zespoły od 3 do 10 uczestników), TU (zespoły dwuosobowe), TZ (zespoły dwuosobowe). Wyjazd pociągiem ze Tczewa do Łęga o godzinie 5:00 a z Chojnic o godzinie 6:10. Uczestnicy ubezpieczają się we własnym zakresie. Wpisowe: zespoły zgłoszone do godziny 19:15 w dniu 23 IV - 5 złotych, pozostali 8 złotych. Zgłoszenia na adres: czarnawoda@zhp.pl Impreza odbędzie się niezależnie od warunków pogodowych.

niedziela, 31 maja 2009

IX Borowiacki MnO - Relacja

Jak już na tradycję przystało, w ostatni weekend maja (tj. 30.06.2009 sobota) odbył się IX Borowiacki MnO. I kolejną tradycją jaka jest związana z tym marszem, to pogoda, która przeważnie - a raczej zawsze - dopisuje. Można powiedzieć, że i tym razem tradycja została podtrzymana, bo było co prawda chłodno, ale za to słońce świeciło. No i pozwolę sobie przedstawić przebieg wydarzeń. A więc tak:
Gdy wstałem rano, to pierwsze na co zwróciłem uwagę, to na pogodę. Od rana wiał silny wiatr i było chłodno. Gdy wstałem, to coś sobie zjadłem i po 7 rano przyjechał po mnie Driver - Dżeki. Miał ze sobą dziewczyny, które są też w SW4. I po chwili wyruszyliśmy na Las Vegas - czyli do Czerska. Gdy przypatrzyłem się Dżekiemu, to jego wyraz twarzy wyglądał jakby brał psychotropy, bo był jakiś taki zdechły. Ze mną nie było nic lepiej, ale mi nie ma co się dziwić, bo poprzedniego dnia biegałem 16 km. Dziewczyny też wyglądały jakby nie spały 3 dni. A tak apropo dziewczyn to młodsza to Beata a starsza Gosia. No ale dobra. I gdy już dojechaliśmy do Czerska, to zaparkowaliśmy na parkingu - bezpłatnym. I gdy już wyszliśmy z samochodu, to patrzymy, a przy szkole zaledwie kilka osób. Po chwili dochodziło więcej osób. Trochę sobie gadaliśmy z naszymi przyjaciółmi z organizacji marszy (nie tylko Borowiackiego). Od razu na początek było wesoło. Padały różne śmiechowe teksty np. "Widzę radość na twoim uśmiechu". I wiele innych. Jednak aż tak nie było wesoło, bo byliśmy otłumieni jakby nam ktoś w łeb przypierwiastkował. I po chwili zaczęły się zapisy. Ja zapisałem się z Beatą, a Dżeki z Gosią. Byliśmy 9 i 10 drużyną, która będzie startować. No i po chwili tradycyjnie jechalismy autokarem, do miejsca startu, które tym razem było w Klaskawie. Jak zwylke odbyła się prezentacja map i ogólne przywitanie. No i po chwili zaczął się start pierwszych uczestników. I potem następnych itd. Gdy przyszedł nasz czas, to nawet niewiedzielismy jak wyruszyć. Próbowaliśmy iść za tramwajem i nici. A gdy szukalismy sami gdzie znaleźć punkt, to po chwili spisaliśmy jakiś tam punkt i myśleliśmy, że to jest ten. Potem szukaliśmy niby dwójki, ale i tak go nie znaleźliśmy. Później po prostu zrezygnowaliśmy i poszliśmy na miejsce startu i weszliśmy do sklepu i kupiliśmy sobie picie i cos słodkiego. I przy okazji się spytaliśmy sklepowej jak iść do Łęga. Kobieta nam powiedziała co i jak i poszlismy. I niestety, to był koniec marszu, bo poszliśmy na metę. Ale bynajmnie po drodze były wariacje. Dżeki nosił Beatę. Ja wariowałem. I o trasie tyle, bo szliśmy zupełnie inną drogą. I nie wiemy jak było. Gdy dotarliśmy na miejsce mety, to reporterzy z Czerska przeprowadzili z nami wywiad i pytali o trasę. A my powiedzieliśmy, że za dużo o trasie nie wiemy, bo nie szliśmy trasą. Byliśmy chyba pierwsi z naszej kategorii. Po chwili dochodzili kolejni i nie było jakoś u nikogo wesoło, bo nikt nie był zadowlolony ze swojego wyniku. No i przychodzili kolejni itd. I gdy wszyscy już dotarli, to se trochę z harcerzami pogadaliśmy i z dziewczynami. Ja gadałem z Buły siostrą, która przypomniała mi, że ona zakryła punkt na Castri, abyśmy się domyślali. Była fajna atmosfera. Z Beaty się trochę pośmiałem, bo nazwałem ją TELISĄ. A ona zawsze się wściekała. Trochę wariacji było z harcerzami z Kalisk. To są też wesołe goście. Gadałem sobie z Patrykiem Nagórskim głosem hardkorowym. No i wogóle było wesoło. Po chwili trwały przygotowania, do wręczenia nagród z Borowiackiego. A z racji tej, że nam nie udało się obliczyć wyników z Wormsaka, to ogłosiliśmy je na Borowiackim. A więc wręczyliśmy nagrody tym, którzy zajeli miejsca z każdej kategorii od 1 do 3. I gdy skończyliśmy, to wtedy głos oddalismy organizatorom Borowiackiego. Nastąpiło wręczenie nagród. No i szczerze powiem, że poziom był bardzo wysoki, bo zwycięzcy mieli aż ok 500 pk karnych. Po wręczeniu nagród były atrakcje związane z Sundayem, którego czekał chrzest. Miał zaśpiewać hymn LUKS POL-u. Po chwili miał wciągnąć tabakę. Wiem co to jest i nie chciałbym tego już więcej. Bo kiedyś spróbowałem i cały czas kichałem po tym. No i to by było tyle jeśli chodzi o IX Borowiacki MnO. Mam nadzieję, że jubileuszowy będzie łatwiejszy i może pójdzie nam lepiej, bo NKL nas niezadawala. Póki co punktów do Pucharu Borów Tucholskich będziemy szukać na Castri, bo tam właśnie mieliśmy 1 miejsce. Zresztą dla nas i tak liczą się wariacje, a nie wyniki. A więc z mojej strony to wszystko. Do zobaczenia na Castri.
czwartek, 28 maja 2009

Po krótkiej przerwie...

Ostatnio trochę tu u nas cicho było. Powodów było kilka - moje matury, zmęczenie po Wormsaku:) słodkie lenistwo, no i prądu nie było u nas jednego dnia... A tak poza tym to poznałem dwie panny, które zabierają mi większą część dnia, a ja z przyjemnością się na to godzę:) Co by się jednak nie działo to i tak napisać wreszcie trza.

Już w najbliższą sobotę, 30 maja kolejny MnO z cyklu PBT - Borowiacki MnO. Moim skromnym zdaniem (i nie tylko moim) najlepszy marsz z całego PBT. Na Borowiackim zawsze było fajnie, nie pamiętam żeby któraś edycja była nieudana. Boro zawsze trzyma wysoki poziom, z którego nie schodzi. Tym razem przeteleportujemy się do stolicy hazardu, prosto w paszczę lwa, Las Vegas. Viva Las Vegas! No co tu dużo pisać - będą wariacje! Tym razem nawet my robale będziemy mieli swoje 5min na Borowiackim. Myślę tu o rozdaniu nagród za naszego Wormsaka. Przy okazji dziękujemy wszystkim, którzy pomogli nam w organizacji naszego MnO. Niestety nie pojawimy się w całym składzie... Zabraknie naszych świeżaków: Pondżola, Zidka i Baczagiego. Ale, ale! Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i razem z nami pojawią się dwie wyżej wymienione panny. Oj będzie się działo.

Warto... co ja mówie warto... Trzeba w tym miejscu wspomnieć o tym, że po raz kolejny niczym felix z popiołów powraca stronka STK Czersk. Niech moc różowych muchomorów będzie z wami panowie! Stronka dostępna jest pod nowym adresem http://stkczersk.xwp.pl/ Oczywiście zapraszamy.

Tymczasem nasz blog przeżywa istny booooooooooom (szaka laka). Od stycznia tego roku stronkę odwiedziło już prawie 700 [sic!] użytkowników. W najśmielszych snach nie spodziewaliśmy się takiego wyniku. No chyba, że świadomych snach ale ja tu mam na myśli normalne sny, a nie świadome sny bo świadome sny nie są normalnymi snami tylko świadomymi są bo się jest wtedy świadomym i kiedyś w końcu mi się to uda ale... no dobra nie o snach teraz chciałem pisać. Że też chce wam się tu wchodzić... Wy chyba ludzie na prawdę nie macie co robić tylko po tym internacie serfujeta, byśta do roboty się wzieli lepij! Wielkie dzięki! Dzięki wam również ta stronka istnieje. Dlatego wchodźcie, czytajcie, komentujcie, bo to zachęca nas do dalszej zabawy nad naszym blogiem.

Do zobaczenia na Borowiackim bolilole!
piątek, 15 maja 2009

REGULAMIN IX Borowiackiego Marszu na Orientację

Pojawił się już regulamin oraz plakat Borowiackiego MnO. Będzie się działo!





REGULAMIN

IX Borowiackiego Marszu na Orientację

O Puchar Burmistrza Czerska



IV runda Pucharu Borów Tucholskich InO 2009

1. Organizator: Sekcja Turystyki Kwalifikowanej

Ludowy Uczniowski Klub Sportowy „Pol” ul. Szkolna 3, 89-650 Czersk www.stkczersk.go.pl

2. Patronat Honorowy: Burmistrz Czerska

3. Termin: 30 maja 2009

4. Miejsce: Czersk

5. Cele zawodów: - rozwijanie wśród młodzieży zamiłowania do sportu i turystyki,
- integracja zawodników rejonu Borów Tucholskich,
- popularyzacja imprez na orientację wśród młodzieży gminy Czersk,
- wyłonienie najlepszych uczestników marszów na orientację w Czersku i w regionie Borów Tucholskich.

6. Motto: „InO w Las Vegas”

7. Współorganizatorzy: Urząd Miejski w Czersku Pomorskie Zrzeszenie Ludowe Zespoły Sportowe Liceum Ogólnokształcące im. Wincentego Pola w Czersku Gimnazjum

Łąg

8. Patronat Medialny: Czas Chojnic, www.wizjalokalna.pl

9. Zespół organizacyjny: Radosław Literski PInO nr595, Wiesław Narloch, sympatycy klubu oraz uczniowie LO

10. Baza zawodów: Liceum Ogólnokształcące im. Wincentego Pola w Czersku, ul. Szkolna 3

11. Zapisy: w dniu zawodów, na miejscu

12. Opłata startowa: brak

13. Dojazd: pociąg z Tczewa 5.03 na miejscu o 6.15 pociąg z Chojnic 7.10 na miejscu o 7.41

14. Forma: 1 etap dzienny, regulamin uczestnictwa zgodny z zasadami Pucharu Borów Tucholskich (www.wloczykij.gd-net.pl).

15. Ranga: zawody regionalne – dwa punkty odznaki InO

16. Kategorie startowe: kategorie wg regulaminu Pucharu Borów Tucholskich InO: kategoria open: zespoły dwuosobowe, trasa ELITE, (bez ograniczeń) kategoria

młodzieżowa: zespoły dwuosobowe, trasa TRAPER, (uczniowie gimnazjum i szkół średnich) kategoria drużynowa, trasa SKAUT, (uczniowie szkół podstawowych i

wszyscy początkujący w zespole z opiekunem)

17. Program zawodów: 8.00 – 8.30 zapisy 8.30 – wyjazd na start ok. 15.00 zamknięcie mety.

18. Świadczenia: mapy, napój, nagrody i dyplomy za trzy pierwsze miejsca

19. Zakończenie: wyniki na stronie www.starworms.blogspot.com w niedzielę, zakończenie ok. godz. 16 w Łęgu

20. Informacje dodatkowe: Radek Literski: radliter@poczta.onet.pl, 604 637 413 Wiesław Narloch: 693 544 967

Postanowienia końcowe: zawody odbędą się bez względu na pogodę,
zawodnicy startują na własną odpowiedzialność,
ostateczna interpretacja regulaminu należy do organizatorów,
za szkody wyrządzone wobec uczestników jak i osób trzecich oraz rzeczy zaginione organizator nie odpowiada,
na zawodach obowiązuje punktacja według Zasad Komisji InO ZG PTTK w Warszawie.
 
Copyright 2003-2013 STAR WORMS
Blogger Wordpress Gadgets