czwartek, 30 września 2010

BłędzInO - relacja


Spóźniona, w zasadzie już mało kogo będzie interesować ale sumienie mnie gryzie, że tej relacji ciągle tutaj nie ma. Ale to z winy Zidka, który miał się nią zająć ale Zidek chyba woli faulanzen. Albo nie wiem, pterodaktyle jaja wysiaduje i nie ma czasu.

Zdjęcia z BłędzInO już wrzuciliśmy to teraz czas dopełnić formalności i napisać kilka słów o samym marszu. No może nie o samym marszu, a właściwie o całym dniu i przygodach które nas tego dnia spotkały.

Po wakacyjnej przerwie wreszcie doczekaliśmy się kolejnego marszu w PBT. W dodatku był to marsz debiutujący w PBT choć trzeba tu podkreślić, że organizatorzy mają już pewne doświadczenie (chociażby Genesis w pierwszej edycji ZIMnO). W każdym bądź razie nikt nie wiedział co go czeka w błędnych lasach. Ale tak właściwie to nigdy nikt nie wie co go czeka, no chyba że się jest Nostradamusem, ale nie każdy urodził się Nostradamusem. Ruszyliśmy w trójkę robaków: Beata, Zidek oraz Dżeki. O samej jeździe w kierunku Błędna nie warto by mówić gdyby nie pewien fakt. Najpierw było normalnie, krótka wizyta w sklepie (Zidek łapczywie wpatrywał się w tabletki Ibupromu), potem zgarnęliśmy spod Iglotexu Spadika (miał skołować mrożonki ale to były tylko mrzonki). Nie wiedziałem jak tam dojechać więc Spadik na coś się przydał i służył jako GPS. Tylko że taki bardziej gadatliwy GPS bo oprócz tego jak ma jechać opowie ci jeszcze o tutejszym rozkładzie jazdy PKS oraz o tutejszych grzybach. W końcu dojechaliśmy. W Błędnie stały chyba z trzy domy. Byliśmy już kiedyś w miejscowości Półwieś ale Błędno okazuje się być jeszcze mniejszą wioską. No i nie wiedzieliśmy jak udać się do bazy. Wjechaliśmy do lasu i błądziliśmy. Wreszcie na 2 minuty przed końcem zapisów dotarliśmy na miejsce. Na starcie jak zwykle sympatycznie, las spowijała jeszcze gęsta mgła więc było również klimatycznie. W oczekiwaniu na start tradycyjnie pogadaliśmy z kim się da, nie ma to jak spotkać się ze wszystkimi po dłuższym czasie. No i wyszliśmy.

To co pierwsze rzuca się zwykle w oczy w lesie to drzewa. Ale nie tym razem. Tym razem w oczy rzucały się wszechobecne grzyby. Prawie jak w Mario, to było jak Mushroom Kingdom. Grzyb zmanipulował las! Dlatego też co niektórzy uczestnicy chyba bardziej skupili się na zbieraniu grzybów niż odnajdywaniu PK. My robale szliśmy jak zwykle w swoim old school stylu czyli na wariata.

Robaki w świecie grzybów z Super Mario
Tak zgrzybiały las wyglądał obłędnie ale my nie daliśmy się zwariować i szukaliśmy PK. Ale tak na lajciku raczej. Początek był obiecujący. Potem pierwszy azymut i już wiedzieliśmy, że będzie ciężko. I ciężko było aż do samego końca, dlatego mocno odpuściliśmy. Po kilka PK to nawet się nie ruszyliśmy, skupiliśmy się na kilku PK. W sumie to poszło nam nawet nieźle, zrobiliśmy sobie nawet mały piknik bo pogoda była przepyszna. Trochę problemów sprawiało nam przypasowanie wycinków. Przytoczę tu jeden z dialogów, który idealnie oddaje sytuację:
Zidek - Jaki tutaj przypasujemy wycinek?
Szogun - eeee?
Beata - wpisać E?
Tak to mniej więcej wyglądało. Ale nie tylko nam sprawiało to problemy. No a że lepiej unikać problemów to postanowiliśmy jeszcze trochę bardziej wyluzować. Zidek naśladował na trasie pterodaktyla (tzn. Beata twierdziła, że te odgłosy to już kiedyś słyszała w takim filmie o pterodaktylach). Mi z początku bardziej kojarzyło się to z brontozaurem ale nie jestem ekspertem od dinozaurów więc mogę się mylić. No i tak wesoło szliśmy, Zidek naśladował pterodaktyla, co jakiś czas odnajdowaliśmy PK. Potem jakoś nie mogliśmy na nie natrafić, aż wreszcie natrafiliśmy na Lopka! Zidek nie mógł opanować swojej szczerej radości i wykrzyknął ile powietrza w płucach: "Chwała najwyższemu Imperium Krasnoludów" Ja aż zastygłem bo nie znałem Zidka z tej strony, a tak się kiedyś zastanawiałem co on robi w wolnych chwilach. Czyżby Zidek w swoim domu zabawiał się w Szuflandię? Okazało się jednak co innego. Po raz kolejny pozwolę przytoczyć sobie ten dialog:
Zidek - Jest punkt! Chwała najwyższemu imperium krasnoludów!
Szogun - A co ty teraz tutaj szarlatanie jeden?
Beata - który to jest punkt?
Zidek - Nie znasz tego? W Warlords Battlecry 2 tak wołali
Beata - dwójka?
zonk:)
I takich dziwacznych dialogów było tego dnia pełno. Na prawdę pod względem wariacji to był jeden z lepszych marszy w tym roku. Prawdziwa kopalnia dialogów. Potem po jakimś czasie uhahani kierowaliśmy się w stronę mety. Po drodze znajdowaliśmy PK więc staraliśmy się je jakoś przypasować. Niektóre nawet pasowały.

Gdy wróciliśmy na metę przy ognichu siedziało już kilka osób. Próbowaliśmy jeszcze porozwiązywać zagadki od organizatorów ale szare komórki odmawiały posłuszeństwa. Dosiedliśmy się do ogniska i tak w jakże miłych nastrojach czekaliśmy na zakończenie imprezy. Zakończenie było, ale wyników nie udało się sprawdzić. Teraz już znamy swoje miejsce i jesteśmy nawet zadowoleni! Nie wypadliśmy najgorzej, a gdyby nie nasze wariacje, piknik na skraju drogi i luzackie podejście to moglibyśmy być nawet na podium! No normalnie wow! W międzyczasie umówiliśmy się z pewną geokeszerską ekipą (w wyjątkowo licznym składzie) na małe poszukiwania zaraz po marszu. Trochę jeszcze poczekaliśmy i ruszyliśmy na skrzynki. Tą samą drogą którą wracaliśmy na metę, tylko że jeszcze cały kawał dalej.

Dojechaliśmy. Miejscowość Stara Rzeka. Przy samej rzeczce jakieś odgłosy jakby tam ktoś glancował. Zeszliśmy na dół. Przy przewróconym drzewie jakieś paniusie usiłowały przeprawić się przez to drzewo kajakami. I zdecydowanie przeszkadzała im nasza obecność. Jedna krzykaczka była wyjątkowo nieznośna więc ustąpiliśmy na chwilę z nadzieją, że się utopi:) No dobra może nie aż tak, ale na pewno z nadzieją że jej oczko pójdzie w rajstopach, jędza jedna. W końcu niunie odpłynęły i mogliśmy w spokoju szukać skrzynek. I choć przeszukaliśmy każdą dziurę, ryzykując zetknięcia z żabami i padalcami, i choć niektórzy widzieli że "coś tam się błyszczy i świeci" to nasze poszukiwania spełzły na niczym. Skrzynki nie było... No trudno. Robiło się późno więc postanowiliśmy że będziemy już wracać.

I to by było na tyle. To był świetny dzień i będziemy go miło wspominać. Dzięki BłędzInO świetnie się bawiliśmy, pohasaliśmy trochę po lesie, naoglądaliśmy się grzybów, nasłuchaliśmy pterodaktyla, poczuliśmy się trochę jak Mario, znaleźliśmy skrzynkę. I o to w tym wszystkim chodzi!

Dzięki dla organizatorów i miejmy nadzieję do zobaczenia na kolejnym BłędzInO!

Ciao, Mandzia!

1 komentarz :

  1. Pterodaktyl w Polskich lasach? Zaskakujące! ; )

    OdpowiedzUsuń

Prosimy o podpisywanie się pod komentarzami (imię, pseudonim, kontakt)

 
Copyright 2003-2013 STAR WORMS
Blogger Wordpress Gadgets